Dobry film: Trzy billboardy za Ebbing, Missouri

Zderzenie prawnego imposybilizmu z uporem pokrzywdzonego obywatela. Szalone poszukiwanie zemsty, czy płynące ze słusznego oburzenia na opieszałość policji zdecydowane działanie? Jak w zeszłorocznym „Manchester by the Sea” trauma po tragedii jest żywa, ale w Ebbing więcej mamy nienawiści i gniewu, która dotyka wszystkich. A centrum całego ambarasu jest tyleż francowata, co zabawna Mildred Hayes…

Three Billboards Outside Ebbing, Missouri

USA, 2017

reż. i scen. Martin McDonagh

wyk. Frances McDormand, Sam Rockwell, Woody Harrelson

Ustawienie przez Mildred Hayes (Frances McDormand, znana m.in. z „Kochanków z Księżyca” oraz filmów swojego męża i jego brata: „Fargo”, „Tajne przez poufne” czy „Ave, Cezar!”) za znajdującym się na końcu świata Ebbing trzech billboardów, z retorycznymi pytaniami, kiedy policja zajmie się sprawą jej zamordowanej córki, wywołuje poruszenie. Oczywiście, najpierw policja będzie starała się jakość usunąć feralne reklamy, ale gdy zaprzęgnięta do represji lokalna administracja nie da rady, sprawy mocno się pokomplikują. A po drodze, licząc, że sprawiedliwości stanie się zadość, spróbujmy rozgryźć, co tak naprawdę motywuje Mildred, która do sprawy wraca przeszło rok od tragedii.

Dla zaintrygowanych, od razu informacja — motyw z billboardami wydarzył się naprawdę. Na początku lat 90., w trakcie podróży po południowych stanach, reżyser zobaczył podobne postery, ale na tym inspiracja się kończy. Cała historia i postać Mildred, razem z miastem są jednak już wytworem wyobraźni twórców. Co ciekawe, teraz to film zainspirował życie, ale o tym na końcu.

Dobry i zły policjant kontra Mildred.

Nasza bohaterka jest postacią bardzo niejednoznaczną, bardzo podobną do głównej postaci z „Olive Kitteridge” (z resztą też granej przez Frances McDormand, za którą dostała nagrodę Emmy). I chyba przez to tak intrygującą i prawdziwą. Hayes jest z jednej strony wredną francą (same dzieci nie wahają się użyć mocniejszych słów), ale z drugiej imponuje dystansem do siebie i poczuciem humoru. W poszukiwaniu sprawiedliwości nie cofnie się przed wątpliwie moralnymi metodami. Przekona się o tym m.in. paznokieć grubego stomatologa i krocze pewnej uczennicy. Problemy i tajemnice mają wszyscy, w związku z czym na pierwszy plan wysunie się też dobry policjant szeryf Willoughby (ŚWIETNY Woody Harrelson) i zły policjant Dixon (nie gorszy Sam Rockwell).

Cudownie ukazana zostaje w filmie amerykańska prowincja. Małe miasteczko nie jest sielanką, bo policjanci mają problemy z traktowaniem w areszcie kolorowych, a niektórzy starsi mieszkańcy tęsknią za starymi dobrymi czasami „bez Murzynów”. Jest to jednak mikrokosmos kraju różnorodnego, gdzie obok siebie muszą mieszkać biali i kolorowi, homoseksualiści i karły. A wszyscy i tak spotykają się w barze, lub urządzają pikniki nad rzeką.

„Trzy billboardy…” skupiają się nie tyle na nienawiści i gniewie na leniwy aparat państwa, ile na radzących sobie ze swoimi demonami ludźmi. Najważniejsza jest tu oczywiście Mildred, stopniowo odkrywająca, że prawdopodobnie droga, którą wybrała, zmierza do nikąd. I że gdyby nie była taką zołzą, to być może wydarzenia potoczyłyby się inaczej. W tym kontekście ważny jest wątek z karłem, który swoją krytyką przemawia do Mildred. Drugą pogmatwaną psychicznie postacią jest stary kawaler Dixon, stopniowo ewolujący przez cały film — od gburowatego gliniarza, do pozytywnej postaci.

W filmie nie brak zadziwiających zbiegów okoliczności. Towarzyszka seansu trochę się na to zżymała, ale muszę jej przyznać w jednym rację — faktycznie jedna scena psuje całość. Wizyta w sklepie Mildred podejrzanego nie ma większego sensu, szczególnie z perspektywy dalszego rozwojów wypadku. Bez niej, zakończenie, które dla wielu jest rozczarowujące, miałoby chyba o wiele więcej sensu. Odpowiadając od razu tym, którym się ono nie spodobało — stanowi ono jednak subtelne i zgrabne rozwiązanie targającego Mildred konfliktu.

Piękne kino oscarowe?

Cała opowiastka jest przepięknie sfilmowana. Doskonała praca kamery, świetne dialogi, szczególnie kłótnie i przekomarzania się. Zwięzłe wytłumaczenie wielebnemu, dlaczego powinien się zamknąć i natychmiast opuścić dom Mildred zasługiwało na oklaski (śmiech w kinie w Polsce też był wymowny!). Do tego bardzo dobrze przetłumaczone nierzadkie wulgaryzmy. Muzyka może za to w całości niedługo wyląduje na mojej playliście. Lekkie, pastelowe dźwięki nieraz cudownie korespondują z atmosferą małego miasteczka, a zarazem kontrastują z towarzyszącym nam napięciem.

Gorzko-śmieszny dramat, kóry jest żwawszy niż „Manchester by the Sea”, na pewno śmiejszniejszy, chyba nie lepszy. „Trzy billboardy” dostały nominacje w sześciu kategoriach, w tym dla najlepszego filmu i aktorki, a Sam Rockwell i Woody Harrelson powalczą o statuetką dla najlepszego aktora drugoplanowego. Nie zdziwiłbym się, gdyby nagrody zgarnęła obsada.

Co do filmu — nie wiem. Trzeba chyba oglądnąć resztę.

Ale bez wątpienia — DOBRE kino.

Współautor

Po ostatniej masakrze w USA, takie billboardy pojawiły się przed gabinetem republikańskiego senatora, Marco Rubio.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *