Dobra polska komedia romantyczna: Podatek od Miłości

On bajeruje jej rodziców, ona żałuje, że go wzięła.Choć zwiastun wydaje się wiele zdradzać z tej miłosno-podatkowej intrygi, to nie ma co płakać nad zjedzonym w nadmiarze pączkiem. Dostajemy fajny, polski film na Walentynki. Gubimy się trochę w zawiłościach prawa gospodarczego, ale wyczuwalna chemia między głównymi bohaterami, odpowiednio dozowany humor i zaskoczenia przeplatające się z koniecznymi wymogami gatunku powodują, że w Środę Popielcową nie powinniście zaprzątać sobie głowy brakiem biletów na ostatnią odsłonę ero-przygód pana Greya. To jest dobra polska komedia romantyczna!

Jeśli Kamili (Aleksandra Domańska, znana m. in. z nieziemsko złej “Volty”) i Marianowi (Grzegorz Damięcki, znany fanom “Belfra”, ale i tym, co widzieli “Atak Paniki”) od początku nie idzie, to życie nie ułatwia im zadania. Najpierw katastrofalna wpadka przy pierwszym spotkaniu, a potem odkrycie, że stoją po dwóch stronach prawnego sporu. Dodajemy do tego różnice wieku i odmienne etapy w życiu. Ona młoda i przebojowa, w związku z łajzowatym kidultem rodem z “Kampera”, on — samotny pan w średnim wieku. Ich historie życiowe, złośliwe poczucie humoru oraz powracające wtopy z przeszłości nie pomagają. Ale to w końcu komedia romantyczna i wszystko musi się udać!

Podatki od miłości

Nie ukrywam, nie jestem do końca przekonany, że zrozumiałem zawiłości prawa podatkowego, dzięki któremu dochodzi do happy-endu. Poza tym mamy jednak naprawdę świetną historię. Romans tkwi w powietrzu, ale obie jednostki potrafią być tak sarkastyczne, że momenty ich spiny nie tylko odpowiednio przeciągają nieuchronne, co nadają wszystkiemu wiele komizmu. Wątek matrymonialny toczy się równolegle do awantury Mariana z Urzędem Skarbowym. Próbuje on bowiem przekonać fiskusa w osobie Kamili, że jest męską prostytutką. A nas długo zżera nas ciekawość, jak to się wszystko odplącze.

Damięcki nawet w kołnierzu jest uroczy.

Para to postaci z krwi i kości, a znana z produkcji TVN-u sielanka życia w stolicy, ustępuje tutaj bardziej prawdziwemu obrazowi naszego kraju. Są poważne problemy życiowe, odwiedziny na nadmorskiej prowincji (nie, nie Władysławowo), konieczność dorabiania do czynszu. Między słowami krytykowana jest ślepa pogoń za karierą i seksizm. Mobbing w urzędzie administracji państwowej, czy wynikająca z awansu depresja ojca Klary to wątki fajnie wzbogacające romansidło o krytyczne elementy. Miłość dzieje się w prawdziwym świecie i do pokonania nie jest tylko paskudny charakter (słowo daję, jak oni sobie słodko nawzajem dowalają przez pierwszą połowę filmu!) czy konflikt interesów.

Irytuje momentami zagraniczna muzyka (łapię się na tym, że budzi się we mnie na polskich filmach kulturowy antykolonialista), ale brawa za wlepioną parostatkową nutę Krzysztofa Krawczyka. Ciężko też uwierzyć, że teksty kierownika urzędu skarbowego przeszłyby w tym kraju po awanturze z #metoo, jednak to detale.

I — niestety dla fanów Piotra, który stał się Papieżem — tym filmem Grzegorz Damięcki chyba ostatecznie strąca Adamczyka z roli etatowego amanta RP. Niedługo go będziemy mieć pewnie dosyć, bo będzie wszędzie. Póki co delektujmy się jego Marianem z “Podatku od Miłości”: z obitą papą, kołnierzem ortopedycznym, czarującym uśmiechem, tekstami do chrzczonego dziecka “Uś, ty katoliku ty mały!” i flirtem z Weroniką Rosati.

Dobry film na Walentynki.

Współautor

P.S. Ta anegdota miała się znaleźć na wstępie tej recki, ale postanowiłem ją upchać w tzw. posłowie. Odnośnie do tytułu filmu muszę wspomnieć, że ostatnio byłem na imprezie o charakterze towarzyskim, gdzie jedna z obecnych dam, wspominając swoje walki z urzędem skarbowym, powiedziała, że: “[w] sumie wychodzi mi netto…”. Radosna zbitka “mi netto” została podchwycona przez towarzystwo sączące alkohole iby stać się lejtmotywem całej posiadówki…

Dobra scena z szyderą na duże biblioteki...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *