DOBRY „Laggies” i ZŁY „1 Night”: czyli dwa filmy o wspominaniu balu maturalnego

laggies-0226.jpg

Twórcom „Laggies” udało się przedstawić nastolatki, które wyglądają i zachowują się na swój wiek, a nie są przy tym niezwykle irytujące

W filmach amerykańskich strasznie dużo dzieje się na balu maturalnym. Albo ktoś wyznaje ci miłość, albo łamie serce. Niekiedy ktoś zaczyna rodzić, można zostać oblanym wiadrem świńskiej krwi;  zdarza się, że na scenie podskakuje twój przyszły syn grając muzykę z przyszłości. Czasem imprezę przerywa nawet atak zombie. Jeśli dorośli już bohaterowie wspominają go, to tylko skrajnie: albo był to najlepszy dzień w ich życiu, albo najgorszy. Ja studniówkę wspominam bardzo dobrze, choć na szczęście byłam i na lepszych imprezach. Nie prześladuje mnie żadne mroczne wspomnienie — jestem nawet zadowolona z tego, jak wyglądałam, może tylko jednak upięłabym włosy, żeby podczas cha-chy się nie zaplątać lokami w guzik od mankietu kolegi. Znacznie więcej dramy było na komersie na koniec gimnazjum, podczas którego jakaś zupełnie nieznana mi dziewczyna  niespodziewanie mnie spoliczkowała. Nawet to jednak nie popsuło mi zabawy i koniec końców uważam wieczór za dość udany. 

Tak się złożyło, że niedawno oglądałam dwa filmy, w których jakimś punktem wyjścia jest właśnie bal maturalny czy jego wspomnienie. „Laggies „(a.k.a. Życie nie gryzie) okazał się niespodziewanie DOBRY, „1 Night” natomiast zaskakująco ZŁY.

Czytaj dalej

Katastrofalnie Zły: Sprzymierzeni

allied.png

Gdy ustały pierwsze spazmy śmiechu, minęło paraliżujące niedowierzanie i szokujące zdziwienie pojawiło się pytanie: jak w drugiej dekadzie XXI w. można zrobić tak niewyobrażalnie zły dramat rodzinno-szpiegowski z gwiazdami pokroju Brad Pitt i Marion Cotillard? Aktorzy grają, jakby wiedzieli, w jaką szmirę się wpakowali; fabularne bezsensy potęgowane są kuriozalnymi dialogami i historycznymi nieścisłościami (pod wieloma względami „‚Allo ‚Allo” jest bardziej realistyczne), a nam przychodzi się z tym męczyć prawie dwie godziny. Plotki o rzekomym romansie Pitta i Cotillard były chyba żałosną próbą zdesperowanych speców od marketingu , aby wzbudzić jakiekolwiek zainteresowanie tym wtórnym, a zarazem wyjątkowo durnym filmem.

Czytaj dalej

Zaskakująco ZŁY: Batman kontra Superman. Świt sprawiedliwości

96732b485ac46ee972bab027c8d2c415104532d0

„Słuchajcie, dobrze wiecie, że ten dzień musiał nadejść, więc po prostu posadźcie swoje dupy w kinowych fotelach, pogapcie się parę godzin na ekran IMAX-a i będziecie mieli to gówno raz na zawsze z głowy” — wyzłośliwiał się satyryczny portal The Onion, wkładając takie właśnie słowa w usta szefowej ds. wizerunku wytwórni Warner Bros stojącej za filmem. Wpływowi blogerzy oficjalnie bojkotowali seans. Była to oczywiście kulminacja narzakań na bardzo źle wyglądającego zwiastuna, z jakiego nie za bardzo można było za Boga Pana rozgryźć dlaczego dwóch pozytywnych bohaterów ma się naparzać na śmierć i życie. Cóż — film nie przyniósł odpowiedzi na to pytanie, ale przyznam — pierwsze pół godziny zapowiadało naprawdę zaskakującą niespodziankę. 

Czytaj dalej

ZŁY film: Moje córki krowy

static.prsa.plReklamowany jako komedia debiut Kingi Dębskiej, ku naszemu zaskoczeniu jest ponurym dramatem o umieraniu w czasach demokracji nieliberalnej. Humor lepszego i gorszego sortu skrzy się, jednak niestety nie balansuje on depresyjnego klimatu związanego z powolnym odchodzeniem z tego świata rodziców bohaterów. Śmieszniejsze to niż „33 sceny z życia”, ale wychodzimy z kina w stanie egzystencjonalnego rozstrzęsienia, z poczuciem, że dramat umierania przesłonił całą resztę. Jednak jest to film, który będzie mi spędzać sen z powiek, bo ma wiele dobrych elementów, przez co stał się kolejnym utrapieniem tych, którzy filmy dzielą albo na dobre, albo na złe…

Czytaj dalej

ZŁY film z DOBRĄ obsadą: Do ciebie, Philipie

listen-up-philip-krysten-ritter.png

Oglądając ten film Jessica Jones rzuciłaby czymś bardzo ciężkim w telewizor.

Straszna szkoda. Ten film mógł być taki DOBRY! Świetna obsada, kilka naprawdę dobrych scen, niezły pomysł na strukturę filmu… Niestety, Listen up, Philip, staje się tym, co próbuje parodiować: nudną, irytującą, przewidywalną, niezwykle pretensjonalną i cyniczną historią narcystycznego, aroganckiego i niezwykle irytującego nowojorskiego pisarza.

[Poniżej minimalne spoilery; nic, czegobyście się nie potrafili domysleć ze skróconego opisu fabuły: arogancki pisarz zaprzyjaźnia się ze starszym aroganckim pisarzem i alienuje wszystkich.]

Czytaj dalej

ZŁY film w DOBRYM kinie. Crimson Peak: Wzgórze Krwi

Za: nerdist.com

Za: nerdist.com

Trzecia podróż do Bangkoku musiała doprowadzić do nadrobienia katastrofalnej zaległości, jaką było nie pójście jeszcze do kina w Tajlandii. Z trzech kin niezależnych najbliżej była nowo wyremontowana Scalia, w której nie było za bardzo wyboru, jeśli chodzi o seans — cóż, uroki jednej sali kinowej. Padło na „Wzgórze krwi”, baśniowy horror od Guillermo del Toro (świetny „Labirynt Fauna”) z Tomem Hiddlestonem (prawie równie krwawy „Koriolan„, wdzięczny Loki z „Thora”) i Mią Wasikowską („Stoker”), który nie był ani tak głęboki jak horror Meksykańczyka z hiszpańską wojną domową w tle, ani tak krypny jak dramat rodzinny ze „Stokera”.

Czytaj dalej

Malezyjska odpowiedź na „50 twarzy Greya”: Girlfriend Kontrakt

Za: images.says.com

Za: images.says.com

Więc w Malezji zabrano się za lokalną przeróbkę „50 Twarzy Greya”. W kraju, gdzie generalnie jest licho z poziomem artystycznym sztuki filmowej. Za kamerą stanęła wprawdzie Australijka, ale cóż z tego? Jak sama mnie zaręczała Virginia Kennedy, gdy wypytywałem o datę premiery (ostatecznie wkręciłem się w pokaz prasowy): „Znienawidzisz mnie za ten film. Robię go dla kasy i lokalnej publiki. Po prostu potrzebuję się przebić.” Historia zna oczywiście przypadki, gdy twórcy nie przepadają za swoimi dziełami, które potem stają się arcydziełami. „Girlfriend Kontrakt”, o którym już kiedyś wspomniałem, nie podpada jednak pod tę kategorię. Dlatego inteligencji Szanownego Czytelnika zostawiam znalezienie między słowami tytułu odpowiedzi na pytanie, czy jest to DOBRY czy ZŁY film. Dla wytrwałych zaś zwiastun. A zrecenzuję dopiero kolejny film Virginii;)

ZŁY malezyjski film zrobiony przez Japończyków: NOTA

Za: i.ytimg.com

Za: i.ytimg.com

W trakcie festiwalu AIFFA na Kuchingu poznałem małżeństwo Tanaka, Japończyków, stających za „Notą” (właściwie należałoby powiedzieć „Notatką”, bo o to się cała rzecz w filmie rozgrywa, niemniej w poście trzymam się oryginalnego tytułu). Na prelekcję Yasu trochę się spóźniłem, ale zdążyłem zarejestrować, że opowiadał on o scenariuszach, właśnie w kontekście nadchodzącej premiery „Noty”. W kraju, którego toczą te same filmowe zgryzoty, jakie znamy z rodzimego podwórka — sztuka kontra biznes, naśladownictwo za Hollywoodem przy braku środków i umiejętności, do tego (już lokalna specyfika) czyli wredna cenzura — wydawało się, że przyłożenie szczególnej uwagi do historii da przynajmniej dobre widowisko. Tymczasem mam wrażenie, że pierwszy lepszy reżyser dałby w zęby każdemu, kto przyszedłby do niego i w paru słowach zreferował pomysł na scenariusz, jaki zrealizowano w „Nocie”.

Czytaj dalej

ZŁE filmy w chmurach: Szef [kuchni], Drugi Hotel Marigold i inne filmy, które znudziły mnie w podróży.

7756491560_3e383757f6_bWróciłam z wakacji od komputera, podczas których rozkoszowałam się rześkim powietrzem pod sekwojami i  (jak już złośliwie doniósł pełen zazdrości duszący się w kualalumpurskim i chińskim smogu Współautor) pod gigantycznymi krzakami ostrężyn. Miesiąc bez toshibowego ekranu był super! Raz tylko nabazgrałam jednego prywatnego i jednego „profesjonalnego” maila na pożyczonym na godzinkę laptopie, tak to raz na parę dni patrzyłam na maila na komórce i odpowiadałam zdawkowo. Poza tym nic, mimo usilnych błagań Współautora. Rozkoszowałam się drzewami i Pacyfikiem. Dobrze mi to zrobiło.

Nalatałam się też przy tym aż zanadto, dzięki czemu mogłam rozkoszować się wyborem filmów w samolotach różnych sieci wchodzących w skład Star Alliance w komfortowym fotelu najniższej klasy ekonomicznej (z ekranami mniejszymi od „lepszej” klasy ekonomicznej „plus”). W tych lotach, gdzie się dało, mogłam porównać, że Lufthansa ma większe ekrany i lepszy (moim zdaniem) wybór kinowych nowości oraz dużo Wesa Andersona, natomiast w United Airlines ekrany są mniejsze, ale jest lepszy wybór kinowej klasyki, a podczas długich lotów międzynarodowych serwują lody (podczas „krótkich” lotów, takich jak prawie sześć godzin z San Francisco do Waszyngtonu dostaje się tylko picie). W obu jednak można obejrzeć dużo DOBRYCH filmów, na przykład Grand Budapest Hotel, What Maisie Knew, Still Alice, Whiplash, Interstellar czy Birdman oraz trochę złych (Kingsman: Tajne Służby, Jupiter Ascending, Dzika droga czy Pitch Perfect 1 (który pewnie by się podobał Współautorowi, ale mi nie. Zwłaszcza początek jest bardzo ZŁY do samolotu). Udało mi się  obejrzeć wyczekiwanego wciąż w Polsce Pana Turnera (o nim wkrótce). Dziś jednak piszę o ZŁYch filmach, których nawet nie byłam w stanie skończyć. Oczywiście trzeba wziąć pod uwagę, że będąc zamknięta przez wiele godzin  w latających puszkach i po bieganiu przez hale lotnisk rybia irytacja wzrasta, a maleje rybia tolerancja na teksty kultury, jednak w wypadku niektórych to rzeczywiście filmy ZŁE.

Czytaj dalej

ZŁA laurka z Indonezji: Soekarno

Kino z Indonezji? A po co nam coś o tym wiedzieć? Cóż, nie chodzi jedynie o ogólne poszerzanie horyzontów filmoznawczych. Wprawdzie „Sukarno. Niepodległość Indonezji” nie jest najlepszym filmem, jaki widziałem, to na dniach przekonacie się (tak, myślę o Festiwalu Filmowym Pięć Smaków i nadchodzącej z tej okazji recenzji), że w kraj siedemnastu i pół tysiąca wysp można zrobić DOBRE kino.

Jednoczesnie, w ramach poszerzania naszych znajomości w internetach i przydania moim wrażeniom kinowym solidnego merytorycznego wsparcia, o współautorzenie niniejszej recenzji poprosiłem Macieja Maćkowiaka, autora DOBREGO (czytaj: ciętego jak brzytwa, lekkiego jak kłębiaste cumullusy nad Kuala Lumpur i pozbawionego zdjęć jedzenia) społeczno-politycznego bloga z Azji Południowo-wschodniej, Jedna Noc W Azji. Pomoc jest o tyle niezbędna, że film bardziej należy traktować jako społeczny fenomen; dobry probierz tego, jaki jest stosunek współczesnej Indonezji do Ojca swojej Niepodległości, niż dzieło artystyczne. Czytaj dalej