ZIMNA WOJNA — czyli DOBRY film ze ZŁYM melodramatem

Dalej nie wiem, co myśleć o tym filmie. Seans skończył się 20:45, a z Towarzyszem Seansu i Życia rozmawialiśmy o nim nieprzerwanie do co najmniej 22:50. Z jednej strony zobaczyliśmy film piękny, z cudowną muzyką, o bardzo ciekawych czasach, fantastycznie zagrany, z dwoma doskonałymi postaciami drugoplanowymi (rola życia Szyca, który urodził się by grać aparatczyka oraz zdecydowanie za mało cudownie wściekłej Kuleszy). Było w nim kilka scen, które — tu nie przesadzam — było najpiękniejszymi, jakie widziałam w kinie. A jednak coś jest nie tak…

Czytaj dalej

DOBRY film z fantastyczną ścieżką dźwiękową: Ja, Tonya

W ostatnim czasie mamy dużo filmów przedstawiających w ciekawy sposób historie osób intrygujących, ekscentrycznych i z nieźle popapraną biografią. Król polki to i tak stonowana historia naszego rodaka, który zbudował imperium jarmarcznych tańców i wycieczek do Polski a przy okazji (przypadkiem?) stworzył piramidę finansową. Disaster Artist jest o kolejnym Polaku, który zrobił film tak ZŁY, że na tym blogu znajduje się nie jedna, lecz dwie recenzje. Niedługo zrecenzujemy też Głupi i pusty gest, który pokazuje absurdalnie tragikomiczne losy redakcji “National Lampoon”. Ja, Tonya (pełny polski tytuł: Jestem Najlepsza. Ja, Tonya) — film ze zdecydowanie największym budżetem spośród wymienionych — doskonale wpisuje się w ten trend tragikomicznego “life fiction” dotyczący biografii tak niesamowitych i absurdalnych, że czasem trudno uwierzyć, że są w dużej mierze oparte na faktach. Tym razem oglądamy opowieść o Tonyi Harding — łyżwiarce figurowej, pierwszej Amerykance której udał się potrójny axel, która dorastała w okropnych warunkach, której kariera rozwijała się pomimo przeciwności, a zakończyła się w sposób niezwykle przykry. 

A grająca matkę tytułowej bohaterki Allison Janney zdobyła za tę rolę Oskara. 

Czytaj dalej

Śmietanka towarzyska: DOBRY film (na jeden raz)

cafe-society-2

Współautor stwierdził, że starość znać po tym, że do kina zamiast coli kupuje się wodę. Jesteśmy więc starzy, gdyż tym razem przed seansem uzbroiliśmy się  w dwie małe butelki wody niegazowanej (przynajmniej z lodówki – dalej żyjemy niebezpiecznie) i jedną paczuszkę”emenemków” (ryzykownie wybraliśmy te z orzeszkami), która i tak nas przesłodziła. Lada dzień zostaną nam miętówki i Werther’s Original

Wybraliśmy się na “nowego Allena” — czyli coś, co pojawia się z grubsza co rok-dwa i jest równocześnie czymś dobrze znanym i wielką niewiadomą. Film z pewnością podobny do poprzednich, ale może być zarówno wybitny, bardzo średni, albo nudny jak flaki z olejem. Tegoroczne doświadczenie najlepiej opisuje stwierdzenie głównego bohatera: wyszliśmy “na wpół znudzeni, na wpół zafascynowani”.

Czytaj dalej

DOBRY film na Nowy Rok: Stare grzechy mają długie cienie

isla-minima-cb27-bb1-300715.jpg

Koniec starego roku był podwójnie gwiezdnowojnowy, ten rok rozpoczęłam mrocznym hiszpańskim kryminałem, którego zwiastun widziałam przed pierwszym obejrzeniem Przebudzenia mocy. Zaciągnięta jednak w roli przyzwoitki w mroźny styczniowy wieczór, nie wiedziałam, że czeka mnie ponad półtorej godziny złowieszczego hiszpańskiego upału roztaczającego się nad mokradłami na przemian z nagłymi, oszałamiającymi ulewami. 

Czytaj dalej

DOBRE odcinki DOBREGO Doctora, czyli znów Współautorka na Pulpozaurze

Z: pulpozaur.pl

Z: pulpozaur.pl

Dziewiąty sezon Doctora Who trwa, a nawet robi się coraz lepszy. Zanim poboimy się Zygonów w najnowszym odcinku, można poczytać, jak razem z “naszymi ludźmi z Pulpozaura” rozmawiamy o odcinkach z wikingami i siedemnastowiecznymi rabusiami.

Rybka