DOBRY film na DOBREJ imprezie: Zwariować ze szczęścia

17361564_1023349051130764_3722080801537882480_n.jpg

Fot. PS | Mini-recenzje i ulubione wrażenia

W ostatni piątek nie dość, że imieniny obchodzili Patryk i Zbigniew, to jeszcze wypadała miesięcznica czwartej rocznicy założenia tego bloga. Z tej okazji świętowaliśmy najpierw seansem włoskiej komedii (czy raczej komediodramatu), a potem już na salonach kinokawiarni Kika przy cydrze i ciastach. Tym razem o wydanie werdyktu poprosiliśmy naszych gości, którzy jednogłośnie uznali go za DOBRY.

Czytaj dalej

DOBRY film: Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie

i-perfetti-sconosciuti-paolo-genovese-e-il-cast-presentano-il-film-31269993740x308780x325

Nie należy iść na to na głodno. Towarzysze musieli tuż po seansie spałaszować kebaba.

Myśleliśmy, że idziemy na w miarę lekką komedię. W końcu to przecież sugerował zwiastun, ukazujący wieczorne spotkanie grupy przyjaciół , w rytmie lekkiego i wpadającego w ucho przeboju. Uzbrojeni w paczkę M&Mków z orzeszkiem i popcorn szykowaliśmy się na ubaw po pachy. Wyszliśmy z kina zadowoleni, z  bolącym od śmiechu (i mieszaniny popcornu ze słodyczami) brzuchami. Ale pod tym wszystkim kryło się pewne przygnębienie, które próbowaliśmy stłumić tłustym jedzeniem i kieliszkiem…

Czytaj dalej

DOBRY film: Nienasyceni (A Bigger Splash)

 

video-a-bigger-splash-karaoke-superJumbo

Dawno mi się nie zdarzyło, żebym wyszła z kina tak zadowolona i oczaarowana. I to nie dlatego, że wreszcie mogłam wyjść, tylko dlatego, że zobaczyłam film pięknie nakręcony, zagrany, wyreżyserowany, cudownie zmontowany i ze świetną ścieżką dźwiękową, a jeszcze dane mi było dobrze się uśmiać.

Polski tytuł zamiast odsyłać do obrazu Hockneya przywołuje (przynajmniej piszącemu te słowa żarłokowi) na myśl tłuszcze. Co ciekawe, inny film scenarzysty Davida Kajganicha, “Town Creek” został na polski przetłumaczony “Nienasycony”. Przypadek?

 

Czytaj dalej

“Cuda”: DOBRY film, chyba, że boicie się pszczół.

źr. www.meltry.it

źr. www.meltry.it

Czasem idzie się na film nie wiedząc, czego się spodziewać. Tym razem jedyna co wiedziałam przed seansem, to że to ma być film o jakiejś rodzinie we Włoszech i że zdobyło Grand Prix w Cannes. Zachęcające, ale niejasne. Wyszłam bardzo zadowolona.

 Cuda to cudownie rozwlekły, posiadający własny rytm i subtelny urok film, który przenosi w upalne pola i magiczne nadmorskie zakątki na pograniczu Umbrii i Toskanii. Jest cicho. Często jedyną muzyką jest brzęczenie pszczół i kapanie świeżego miodu. Nie zawsze wiadomo o co chodzi. I dobrze.

Czytaj dalej

DOBRY film: Złote wrota

“Nuovomondo”

Włochy, Francja 2006

reż. i sc. Emanuele Crialese

wyk. Vincenzo Amato, Charlotte Gainsbourg

Szkoła językowa w której uczę się włoskiego (po to, by móc lepiej krytykować przekład włoskich filmów, ma się rozumieć) co tydzień w piątek zaprasza na wieczory filmowe. Filmy są oczywiście włoskie z włoskimi podpisami. Ostatnio mieliśmy oglądać “Dziesięć zim” (“Dieci Inverni“), ale nauczyciel odpowiedzialny za przyniesienie płytki zapomniał. Pozostał nam wybór pomiędzy “Nuovomondo” a komedią z lat 90. dziejącą się na południu Włoch. Większość widowni wiedziała co znaczy włoska komedia z lat dziewięćdziesiątych, więc zgodnie wybraliśmy “Złote wrota”.

Film się zaczął. Ludzie biegną przez wzgórza na których pełno białych kamieni. Czyżby “Rękopis znaleziony w Saragossie?”. W pierwszych trzydziestu minutach trwania filmu sala prawie się opróżniła — został pochrapujący Irlandczyk, Amerykanka śmiejąca się w najsmutniejszych miejscach, zafascynowana Angielka i ja. Nikt z nas nie żałował, że został. Z jednej strony rozumiem ucieczkę publiczności — jeśli mówili, to po sycylijsku (choć mieliśmy włoskie tłumaczenie), a są tacy których może przestraszyć scena przedstawiająca sycylijskich chłopiąt biegających boso po rozoranym polu, niosąc gigantyczną marchewkę. Jednak rozumiem też dlaczego w 2006 roku film ten zgarnął z sześć nagród na festiwalu w Wenecji.

Akcja toczy się w czasach, w których mniej więcej zaczyna się druga część “Ojca Chrzestnego” i obejmuje część trasy chłopca który miał się stać Marlonem Brando (z Sycylii po Ellis Island u wybrzeży Nowego Jorku, gdzie przywożono imigrantów). Tutaj rodzina (sędziwa matka, jej dwóch synów i wnuk) ucieka nie przed mafią, ale przed biedą. Wierzą, że w Ameryce, w tym Nowym Świecie rzeki są mlekiem i miodem płynące, że wszystko jest większe (tak jak Miś i Tygrysek myśleli o Panamie) a na drzewach rosną pieniądze. Wypływają wielkim statkiem, oczywiście pod pokładem, gdzie poza Włochami z dziwnego powodu jedzie też rudowłosa Angielka z dobrego domu. Po podróży która zmieniła ich wszystkich dopływają do Ellis Island — a tam mleko innego rodzaju (mgła) i poniżające sprawdzanie, czy nadają się na obywateli Nowego Świata.

Jest to bardzo ładny film: każdy kadr mógłby być oprawiony w ramkę. Crialese wspaniale miesza realizm magiczny, surrealizm z czasem brutalnym realizmem, dzięki czemu wszystko tworzy dziwną, smutną, ale i piękną całość. No, DOBRE.

Jedną rzeczą która mi troszkę psuła harmonię dzieła było użycie pod koniec dwóch moich ulubionych piosenek Niny Simone (DOBRE “Feeling good” i “Sinnerman”). Mimo, że słucha się ich z przyjemnością, to trochę przeszkadza mi nagłe (choć w sumie logiczne) przejście z muzyki instrumentalnej (ew. sycylijskich pieśni ludowych) do współcześniejszych utworów, które odciągają uwagę od ważnych scen zamiast je podkreślać. Ale to tylko taka drobna uwaga, film (i zakończenie) nadal bardzo DOBRE. Oczywiście artystycznie, bo nie wiem, czy można to nazwać happy endem.

Pesciolina