ZŁY film z DOBRĄ obsadą: Do ciebie, Philipie

listen-up-philip-krysten-ritter.png

Oglądając ten film Jessica Jones rzuciłaby czymś bardzo ciężkim w telewizor.

Straszna szkoda. Ten film mógł być taki DOBRY! Świetna obsada, kilka naprawdę dobrych scen, niezły pomysł na strukturę filmu… Niestety, Listen up, Philip, staje się tym, co próbuje parodiować: nudną, irytującą, przewidywalną, niezwykle pretensjonalną i cyniczną historią narcystycznego, aroganckiego i niezwykle irytującego nowojorskiego pisarza.

[Poniżej minimalne spoilery; nic, czegobyście się nie potrafili domysleć ze skróconego opisu fabuły: arogancki pisarz zaprzyjaźnia się ze starszym aroganckim pisarzem i alienuje wszystkich.]

Czytaj dalej

Dobry szwedzki surreal: Przysiadł gołąb na gałęzi i rozmyśla o istnieniu

W świecie filmowym nazwisko Anderson mówi wiele. Dla chłopców mających nieszczęście dorastać w latach 90. to oczywiście amerykańska seksbomba, Pamela. Dla Współautorki pierwszym skojarzeniem będzie Wes („Grand Budapest Hotel”, „Kochankowie z księżyca”). Pamiętającym doskonałą kreację Philippa Seymoura Hoffmana z filmu „Mistrz” od razu przyjdzie do głowy Paul Thomas, lubujący się w nieco rozbudowanych formach. Tym razem jednak chodzi o Szweda, z dwoma „s” w nazwisku, który na co dzień kręci reklamy, dłuższe metraże czyni od święta, ale jak już się nie zabiera to z doskonałym efektem. „Gołąb…” będący jego opus magnum dostał rok temu Złotego Lwa na MFF w Wenecji.

Czytaj dalej

Oj, jaki DOBRY film! Rushmore.

źródło: frenchtoastsunday

źródło: frenchtoastsunday

Do pisania tego wpisu zbieram się od dwóch lat. Może dlatego, że jest to jeden z moich ulubionych filmów i za każdym razem, kiedy zabieram się do recenzji mam wymówkę do kolejnego seansu… A może dlatego, że mam do niego stosunek bardzo sentymentalny — częściowo dlatego, że dzieje się w mieście w którym spędziłam część dzieciństwa i to wtedy, kiedy tam mieszkałam, a poza tym ryby i akwarium grają w nim ważną rolę — im co bliższe, tym trudniej o tym pisać tak publicznie? Nie wiem.

Jest to drugi pełnometrażowy film Wesa Andersona, jego pierwsza współpraca z Billem Murrayam i debiut filmowy Jasona Schwartzmana. Ponadto świetna ścieżka dźwiękowa.

Soundtrack do czytania: 

Czytaj dalej

DOBRE spotkanie z średnio DOBRYM filmem, czyli „Little Favour” na Offie i spotkanie z twórcami

źródło: solarmovie.tl

źródło: solarmovie.tl

Little Favour

Wielka Brytania 2013

reż. i scen. Patrick Victor Monroe

wyk. Benedict Cumberbatch, Paris Monroe, Nick Moran , Colin Salmon

I co tu począć z filmem, który przez pierwsze siedemnaście z dwudziestu dwóch minut przypomina brutalną reklamę Land Rovera lub gangsterskie spoty z „Ryśkiem z Klanu” przeciw znęcaniu się nad zwierzętami, zdaje się grać samymi kliszami thrillerów (zły Rusek, bicie po mordzie, opiekowanie się zagrożonym dzieckiem, błyszczące bryki itd.), po czym w ostatnich pięciu minutach robi taki plot twist, że miło?

Czytaj dalej

DOBRY, oj DOBRY film: Grand Budapest Hotel

[iheartthetalkies.com] | Wielki Budapeszt. Wielka Obsada.

[iheartthetalkies.com] | Wielki Budapeszt. Wielka Obsada.

The Grand Budapest Hotel

USA, Niemcy 2014

reż. Wes Anderson

scen. Wes Anderson, Hugo Guiness, zainspirowane twórczością Stefana Zweiga

wyk. Ralph Fiennes, Toni Revolori, Hilda Swinton i stała andersonowska zgraja

Dziś rano kończyłam moją pierwszą kawę — nie w kuchni  w piżamie z sasquachem, lecz kinie  w jeansach oraz bluzie z liskiem (na cześć twórczości reżysera). Już od pierwszych kadrów wiedziałam, że będę się dobrze bawić.

[sociaunt.com]

[sociaunt.com]

Ci, co mieli już do czynienia z twórczością Andersona, wiedzą, czego się spodziewać: pięknych, charakterystycznie skomponowanych kadrów, dziwacznego humoru, nostalgii,  zaskakująco krwawych elementów, tysiąca  niezwykle dopracowanych szczegółów, motocykli, tych samych aktorów, przykrótkich spodni. Tutaj dodatkowo mamy świetnie uknutą, zaszkatułkowaną fabułę (zaczyna się od – powiedzmy – teraz, skacze przez lata osiemdziesiąte, sześćdziesiąte, aż do trzydziestych dwudziestego wieku) oraz Zubrowkę, fikcyjne wschodnioeuropejskie państwo wchodzące niegdyś w skład Imperium [austro-węgierskiego]. Jak mogło mi się to nie podobać? W końcu takie fikcyjne ale znajome państwo występuje zarówno w jednym z moich ulubionych filmów (Starsza pani znika), jak i w ukochanej książce mojego dzieciństwa („Wiatr z księżyca” Eric Linklater, tłum. Andrzej Nowicki, bardzo, bardzo polecam).

Czytaj dalej

Oceniamy filmy po zwiastunie część 1, czyli noworoczne prognozy Współautorki

źródło: static.guim

źródło: static.guim

Stary rok się kończy, więc pora popatrzeć w przyszłość, zobaczyć, jakie filmy na nas czekają. Dziś moje wyliczenia, niedługo swoje typy wyjawi Współautor. W celach rozrywkowo — oceniających postanowiliśmy zrobić coś, czego robić nie należy, mianowicie ocenić, czy film jest DOBRY czy ZŁY nie widząc go, opierając się na zwiastunach, ewentualnie na opisie i liście płac z imdb lub filmwebu, a głównie na intuicji. W ciągu roku będziemy sprawdzać, czy nasze prognozy się sprawdzą.

Poniżej 10 filmów, na które czekamy lub których się boimy, w dowolnej kolejności:

Sierpień w hrabstwie Osage (August:Osage County)

reż. John Watts, scen. Tracy Letts, wyk: tyle sław, że się nie da zliczyć, patrz: zwiastun.

Premiera w Polsce: 24.01.

O czym: Adaptacja sztuki Lettsa; śmierć w rodzinie sprowadza pod ten sam dach okropną rodzinkę. Plus oklahomski akcent.

ocena: DOBRY

Dlaczego: Jeśli z taką obsadą film miałby się nie udać, byłoby naprawdę ŹLE.

Blended/Familymoon 

reż. Frank Coraci, scen. Ivan Menchell, Clare Sera; wyk: Adam Sandler, Drew Barrymore.

Premiera w Polsce: 4.07

O czym: Barrymore i Sandler tym razem są samotnymi rodzicami, którzy na pierwszej randce bardzo nieprzypadli sobie do gustu. Los chciał, żeby te dwie nielubiące się rodziny pojechały razem do Parku Rozrywki Białego Człowieka, czyli do Afryki. Oj, ciekawe, co będzie dalej.

ocena: ZŁE

Dlaczego: Węszę podłe łączenie dawnych zestawień ekranowych „par” w celach wyłącznie zarobkowych (por. dno dna, czyli „Nie cierpię walentynek” z parą z „Wielkiego greckiego wesela”, czyli film na którym nawet ja nie wytrzymałam), z dodatkowymi imperialistycznymi uogólnieniami i powielaniem stereotypów dotyczących Afryki oraz kilkunastoma niesmacznymi żartami.

Czytaj dalej

DOBRY film: The Squid and the Whale

Film ten po polsku nazywa się „Walka żywiołów”, jak gdyby dystrybutor nie obejrzał filmu i uznał, że „Kałamarnica i wieloryb” było zbyt enigmatycznie. A to pomimo faktu, że po obejrzeniu każdy będzie wiedział, dlaczego tak to się nazywa, a trochę tajemniczości jeszcze nigdy nikomu nie zaszkodziło. Postanowiłam zbojkotować polski tytuł — wolno mi, mój blog, a Współautor gdzieś hasa bez internetu.

Czytaj dalej

Kochankowie z księżyca – bardzo DOBRY film

„I’m going to find a tree to chop down”

„Moonrise Kingdom”

USA 2012

reż. Wes Anderson

Jared Gilman, Kara Hayward, Bill Murray

Jako, że od dawna jestem wierną fanką Wesa Andersona i Billa Murraya, moja pochwała tego filmu może  nie być uznana za obiektywną. Jednak to Słoń  stwierdził, że „Moonrise Kingdom” jest „klasycznym przykładem DOBREGO filmu”, a był on do tego stopnia nie zaznajomiony z twórczością tego reżysera, że aż do rozpoczęcia seansu drżał, że zmusiłam go na pójście na coś w stylu „Zmierzchu”.

Jak zwykle u Andersona, obsada jest cudownie dobrana. Poza tymi, co w jego filmach pojawiali się już wielokrotnie (Murray, Schwartzman), doszło kilka „nowych” twarzy (Tilda Swinton, Frances McDormand, Bruce Willis, Bob Balaban), z których większość zagra zresztą w „The Grand Budapest Hotel” tegoż pana (i jeszcze dojdzie do nich Jude Law!). Mimo tak wspaniałych dorosłych, największą rolę odgrywa tu banda utalentowanych dzieci. Myślę, że z parą głównych bohaterów (Jaredem Gilmanem i Karą Hayward) będzie tak samo jak z Jasonem Schwarzmanem, któremu karierę otwarł nastoletni debiut w „Rushmore” (jak nie widzieliście, to koniecznie obejrzyjcie!).

Film jest wizualnie śliczny, każdy szczegół jest starannie dopracowany, od książek ukradzionych przez bohaterkę z biblioteki, przez obozowisko, do najmniejszych brożek, przypinek i przyszywek sprawności na mundurach skautów (warto tu wspomnieć, że kostiumy są autorstwa naszej rodaczki, Kasi Walickiej-Maimone). Ta dbałość o szczegóły przy ujęciach, scenografii i strojach przy jednoczesnym uniknięciu przestylizowania, przenosi się na sposób wypowiadania kwestii (idealny „timing”) i grę aktorów w ogóle, jak też na dobór muzyki.

Ten na pozór cukierkowy, z początku bardzo eskapistyczny, film pokazuje dwa światy: tak smutny, że aż śmieszny świat dorosłych i albo nudny, albo zaskakująco pełen przemocy świat dzieci*. Para bohaterów próbuje uciec od tego wszystkiego. Dorośli próbują ich „uratować”, chociaż to oni bardziej potrzebują pomocy. Wszyscy są „outsiderami”, którzy jednak różnie znoszą zjednoczenie — czy to z własnej, czy z przymuszonej woli. Tym, co chroni dzieci (i, jak się okazuje, nie tylko chodzi tu o główną parę) przed groteskowym smutkiem starszych jest naiwność, ale też pewien wytrwały idealizm, którego dorośli nie rozumieją. Anderson błyskotliwie łączy komizm i ironię z powagą i pewną sympatią do wszystkich bohaterów. Śmiejemy się, jak smutny Bruce Willis – ciapowaty policjant nalewa dwunastolatkowi piwa do szklanki po mleku podczas wykładu o odpowiedzialności, ale jest nam go w sumie żal. „Moonrise Kingdom” , jak nie tylko inne filmy Andersona, ale i „Miłość Larsa” (czy bardziej „mainstreamowy” „Poradnik pozytywnego myślenia„)  jest –w pozytywnym tego słowa znaczeniu– DZIWACZNY (ang. quirky). Śmieszy, ale nie prześmiewa; wzrusza, ale bez łzawego sentymentalizmu.

Rybka

*Według mnie, najbardziej realistyczni są chłopcy. Scena, gdy uzbrojeni po zęby skauci suną do boju przypomniała mi moje harcerskie czasy. Wiele lat temu, na obozie letnim, mój zastęp miał za zadanie wykraść w nocy trochę jedzenia z namiotu-magazynu. Niestety, przyuważyła nas warta i w pogoń za nami rzuciła się banda dwunastolatków z maczetami.

Wiem, że dużo tych zdjęć, ale nie mogłam się oprzeć. Ładny kadr, a do tego smutny harcmistrz Edward Norton.