Dobry szwedzki surreal: Przysiadł gołąb na gałęzi i rozmyśla o istnieniu

Za: www.royandersson.com

Za: www.royandersson.com

W świecie filmowym nazwisko Anderson mówi wiele. Dla chłopców mających nieszczęście dorastać w latach 90. to oczywiście amerykańska seksbomba, Pamela. Dla Współautorki pierwszym skojarzeniem będzie Wes (“Grand Budapest Hotel”, “Kochankowie z księżyca”). Pamiętającym doskonałą kreację Philippa Seymoura Hoffmana z filmu “Mistrz” od razu przyjdzie do głowy Paul Thomas, lubujący się w nieco rozbudowanych formach. Tym razem jednak chodzi o Szweda, z dwoma “s” w nazwisku, który na co dzień kręci reklamy, dłuższe metraże czyni od święta, ale jak już się nie zabiera to z doskonałym efektem. “Gołąb…” będący jego opus magnum dostał rok temu Złotego Lwa na MFF w Wenecji.

Czytaj dalej