DOBRY festiwal o Azji w Polsce: Pięć Smaków

Ostatnio było o tym, co wynika, jak Japończycy zabierają się za filmy w Malezji. Tym razem będą też Japończycy (i nie tylko!), ale w Polsce. Festiwal Pięć Smaków podał pierwsze informacje dotyczące programu dziewiątej edycji, która odbędzie się w dniach 12-19 listopada br. Impreza jak się wydaje idealna dla Autorów tego bloga, bo każdy znajdzie coś dla siebie: będzie feminizm (dla Współautorki) i Azjatki (dla Współautora), czyli kobiece kino z Japonii.

Żarty na bok, ale fala feminizmu to nadchodzący trend w dalej silnie zmaskulinizowanym światku filmowym. Będzie okazja zobaczyć, jak to się robi na końcu świata. A poza tym pewnie moc innych atrakcji i kolejna garść horrorów z Tajlandii.

Szczegóły imprezy tutaj.

DOBRY zwiastun: No Escape

— Film dla Ciebie! — napisała Współautorka, podsyłając link na YT.

Choć ostatnio na blogu od czasu do czasu piszemy o kinematografii Orientu — krajów Azji, a przede wszystkim Południowowschodniej — to mamy też na kartach swojego archiwum filmy orientalistyczne. Oglądając zwiastun, który poniżej, od razu przypomniała mi się orgia przemocy w sosie słodko-kwaśnym, czyli “Tylko Bóg Wybacza”, z bardzo poobijanym Ryanem Goslingiem. O ile w amerykańsko-francusko-szwedzko-tajskiej produkcji było mrocznie, niedopowiedzianie i symbolicznie, to “No Escape” o ile jest również skierowane dla dorosłych widzów, to odpuszczając z artystycznymi ambicjami jedzie bardziej po bandzie.

Nie wydaje sie, żeby film był najlepszą promocją wakacji w położonym na północy Tajlandii Chiang-Mai, jednak wydaje się być dobrze zmontowanym kinem akcji. Owen Wilson z rodziną i Pierce Brosnan jako lokalny wyjadacz, próbujący uciec od szału ulicy? Zobaczymy.

Sugerowane tłumaczenia tytułu: “W okowach bambusa”, “Niefortunne wakacje”, “Przygoda w Chiang-Mai”.

Festiwal bez festiwalu. Relacja z AIFFA 2015

Jackie Chan, karate mistrz! Za: www.freemalaysiatoday.com

Jackie Chan, karate mistrz! Za: www.freemalaysiatoday.com

Smukłe jak trzciny kambodżańskie aktorki. Filipińscy filmowcy opowiadający o swoich orgiach posypanych kokainą. Dokumentalista z Mjanmy (dawniej Birma), który spędził 7 miesięcy w więzieniu za nakręcenie nominowanego do Oscara dokumentu. Przeciągająca się cisza na gali, gdy nie ma komu odebrać nagrody. AIFFA 2015 to wydarzenie filmowe jakich mało. Parodniowa impreza na Borneo, w której jak w soczewce skupiają się wszystkie problemy regionu, nie tylko związane z kinematografią. Ale i tak – zabawa jest przednia.

Z cyklu “Coś innego” — relacja Współautora z festiwalu AIFFA 2015, jaki miał miejsce w dniach 9-11 kwietnia w Kuchingu, mieście położonym na malezyjskiej części wyspy Borneo.

Czytaj dalej

Nienajlepszy horror z Tajlandii: ตัวอย่าง บ้านขังวิญญาณ

Źródło: klips.my

Źródło: klips.my

 ตัวอย่าง บ้านขังวิญญาณ, (ang. Cursed House)

Tajlandia, 2014

reż. Teeratorn Chowvanayotin

wyst. Akara Amarttayaku, Kamolnapatch Thanwong

Sam nie wiem, czemu tyle to trwało, ale po paru miesiącach siedzenia w Azji, w końcu postanowiłem wybrać się na jakąś lokalną produkcję. Boję sie cholernie malezyjskich komedii, biorąc pod uwagę w jak zaskakujących dla mnie momentach śmieją się widzowie w kinach, dlatego postanowiłem pójść na coś znacznie bezpieczniejszego, acz jednocześnie przerażającego — tajski horror. Z jednej strony super skojarzenia z oczarowującą widza tajską nową falą. Moje doświadczenia z ową sprowadzają się do dwóch filmów en-Ek Ratanaruanga, czyli cholernie źle przetłumaczonego buddyjskiego thrillera kryminalnego “Headshot. Mroczna Karma”  (w oryginale było — jeśli dobrze pamiętam — “Człowiek, który widział do góry nogami”) i onirycznego horroru “Nimfa”, ze świetną drugoplanową rolą dżungli. No i rewelacyjny film o rewelacyjnym tytule, czyli  “Wujek Boonmee, który potrafi przywołać swoje poprzednie wcielenia”, zwycięzca z Cannes z 2010 r.  Z drugiej strony — popularna w horrorach konwencja nawiedzonego domu: wikipedia odnotowuje 186 filmów w tym gatunku. Wyszło dużo poniżej oczekiwań, ale nie było dramatu. Czytaj dalej

Zły Film: Tylko Bóg wybacza

Za: thesecondtake.com

Za: thesecondtake.com

Only God Forgives

Francja, Tajlandia, USA, Szwecja 2013

reż. i scen.:  Nicolas Winding Refn

wyk.: Ryan Gosling, Kristin Scott Thomas, Vithaya Pansringarm

Oniryczna, poplątana w wątkach i domysłach wyprawa na dno europejskich, sadomasochistycznych fantazji dalekowschodnich. Ciągnące się jak kisiel ze startym jabłkiem sceny nagłych cięć uprzednio dokładnie przestudiowanej przez kamerę maczety; spacery po krętych bunkrach mrocznych azjatyckich klubów, zalewający nas nagle mrok i zaskakujące zbliżenia przecinania, przekłówania lub przeszywania ludzkiego ciała, z loterią, polegającą na tym, czy usłyszymi rozdzierający krzyk niepisanego bólu czy melodyjną piosenkę o Kwiecie Naszego życia, na który daremnie czekamy, choć powiedzieliśmy mu, że go kochamy.

Mówiąc po naszemu: Bangkok, dziwki, koks i tajski boks. I Ryan Gosling. Doskonałą zaprawdę jest muzyka Cliffa Martineza*, (odpowiedzialnego za naszą muzyczną ekstazę przy oglądaniu “Drive’a”) która szumi, uwiera, niepokoi i wzbiera, by nagle zalać nas brzęczeniem i napięciem, a tę chorą i ociekającą krwią historię otulić schizofrenicznymi dźwiękami. W mrokach tajskich zaułków załatwia się mniej lub bardziej szemrane interesy. Nie ma miejsca na morały — do rynsztoków tajskiej metropolii nie dociera jasność słońca. Cyniczni Europejczycy załatwiają swoje biznesy, czasem ich jednak ponosi i ten czy inny autochton uprzednio zgwałcony przez owego białego człowieka ginie w hektolitrach swojej krwi w jakimś obskurnym burdelu. Oczywiście, Azjaci też mają swojego bohatera, działającą bez żadnych hamulców karzącą rękę Prawa i Sprawiedliwości — policjanta, który jest niszczącym wszystkim, co nawinie się pod ręką (ale najchętniej kataną, jaki nosi na plecach) tajskim robocopoem, choć ma brzuszek i chyba już będzie po pięćdziesiątce.

Karząca Ręka Tajskiej Sprawiedliwości śledzi i wytrwale tropi złych Europejczyków, którzy zwierają szyki. Na ich czele stoi bezwzględna i wulgarna biała kobieta, jedząca na śniadanie kokainę zamiast serka granulowanego, żądająca krwawej zemsty za śmierć swojego ukochanego pierworodnego i na linię frontu posyłająca swojego drugiego syna – boskiego Ryana Goslinga.

Wszystko się pląta, zwiera, przyciąga. Samonakręcająca się spirala bezsensownej vendetty  zmierza do nieuchronnej konfrontacji w sosie kwaśno-gorzkim, zalewającym nie prażonego w sezamie kurczaka, ale siekane ludzkie kawałki. Ryan ma dać po mordzie, ale sam dostaje. I ma siniaki. Ale nie odpuszcza. Złość narasta. Hipnotyczny, balansujący na granicy jawy i snu film, ma być wiwiseksją samotności, opuszczenia, studium syndromu zaniedbanego drugiego syna, który nie potrafi się wyzwolić z opieki nadopiekuńczej matki. Nawet z laskami zabawia się krępując się i przywiązując do krzesła fioletowymi wstążkami i jedynie patrząc na ich coraz bardziej nagie wdzięki.

Dużo tu “Kill Billa” Tarantino czy “Wkraczając w pustkę” Noe. Mnóstwo zabawy z konwencją i jeszcze więcej z dobrym smakiem widza. Kinowa postmoderna, którą żeby zrozumieć, trzeba przedrzeć się przez misterne konstrukcje i efekty. Jak macie na to siłę, to powiedzcie co tam znajdziecie. Ja sobie dałem siana po kwadransie. Słoń *Współautorka twierdzi wręcz, że ten film jest znacznie lepszym słuchowiskiem.