DOBRY, ale po co? „Ghost in the Shell”

Za: cdn-static.denofgeek.com

Za: cdn-static.denofgeek.com

Polskie „Duch w pancerzu”, jak przetłumaczono superancką anime z 1995 r. inspirowaną komiksem, trochę tracił na metaforyce, więc dobrze, że przy filmie zostawiono oryginał. Kiedy jednak okazało się, że Hollywood bierze na warsztat DOBRĄ anime, a w głównych rolach obsadza białych — zarzut o whitewashing utrzymuje się nawet, gdy weźmiemy pod uwagę, że fabułę pcha tercet amerykańsko-francusko-duński — pozostało pytanie, czy może to być coś DOBREGO. Może. Ale pod warunkiem, że naprawdę nie ma się innych opcji na wieczór.

Czytaj dalej

Dobry, choć… : Ave Cezar!

leagueofmanchildren.com Bracia Cohen powrócili z opowiastką o hollywoodzkich perypetiach z pewną produkcją biblijnej epopei filmowej. Jest latający w kostiumie rzymskiego legionisty George Clooney, który kolejny raz pokazuje, że wybornie czuje się w rolach komediowych, Tilda Swinton grająca dziennikarki-bliźniaczki, Channing Tatum w marynistycznym musicalu (który pewnie spodobałby się i Współautorce!) i Josh Brolin próbujący ogarnąć cały ten burdel na kółkach. Wszytko w czasach „Mad Man” i z wielką polityką w tle. Brzmi dobrze? 

Czytaj dalej

ZŁE filmy w chmurach: Szef [kuchni], Drugi Hotel Marigold i inne filmy, które znudziły mnie w podróży.

7756491560_3e383757f6_bWróciłam z wakacji od komputera, podczas których rozkoszowałam się rześkim powietrzem pod sekwojami i  (jak już złośliwie doniósł pełen zazdrości duszący się w kualalumpurskim i chińskim smogu Współautor) pod gigantycznymi krzakami ostrężyn. Miesiąc bez toshibowego ekranu był super! Raz tylko nabazgrałam jednego prywatnego i jednego „profesjonalnego” maila na pożyczonym na godzinkę laptopie, tak to raz na parę dni patrzyłam na maila na komórce i odpowiadałam zdawkowo. Poza tym nic, mimo usilnych błagań Współautora. Rozkoszowałam się drzewami i Pacyfikiem. Dobrze mi to zrobiło.

Nalatałam się też przy tym aż zanadto, dzięki czemu mogłam rozkoszować się wyborem filmów w samolotach różnych sieci wchodzących w skład Star Alliance w komfortowym fotelu najniższej klasy ekonomicznej (z ekranami mniejszymi od „lepszej” klasy ekonomicznej „plus”). W tych lotach, gdzie się dało, mogłam porównać, że Lufthansa ma większe ekrany i lepszy (moim zdaniem) wybór kinowych nowości oraz dużo Wesa Andersona, natomiast w United Airlines ekrany są mniejsze, ale jest lepszy wybór kinowej klasyki, a podczas długich lotów międzynarodowych serwują lody (podczas „krótkich” lotów, takich jak prawie sześć godzin z San Francisco do Waszyngtonu dostaje się tylko picie). W obu jednak można obejrzeć dużo DOBRYCH filmów, na przykład Grand Budapest Hotel, What Maisie Knew, Still Alice, Whiplash, Interstellar czy Birdman oraz trochę złych (Kingsman: Tajne Służby, Jupiter Ascending, Dzika droga czy Pitch Perfect 1 (który pewnie by się podobał Współautorowi, ale mi nie. Zwłaszcza początek jest bardzo ZŁY do samolotu). Udało mi się  obejrzeć wyczekiwanego wciąż w Polsce Pana Turnera (o nim wkrótce). Dziś jednak piszę o ZŁYch filmach, których nawet nie byłam w stanie skończyć. Oczywiście trzeba wziąć pod uwagę, że będąc zamknięta przez wiele godzin  w latających puszkach i po bieganiu przez hale lotnisk rybia irytacja wzrasta, a maleje rybia tolerancja na teksty kultury, jednak w wypadku niektórych to rzeczywiście filmy ZŁE.

Czytaj dalej

ZŁY Film: LUCY

Za: movieshdwallpapers.com

Za: movieshdwallpapers.com

„Lucy”

Francja, 2014

reż. i scen. Luc Besson

wyk. Scarlett Johansson, Morgan Freeman

Christopher Chabris i Daniel Simons próbowali w swojej doskonałej książce „Niewidzialny goryl. Dlaczego intuicja nas zwodzi?” dojść do źródeł absurdalnego mitu, że wykorzystujemy tylko ileśtam procent naszego mózgu. Nie udało im się, ale marzenie, by podkręcić na maksa nasze zdolności kognitywne jest cholernie wdzięcznym tematem w czasach, gdy dziennie dostajemy w jednej gazecie więcej informacji, niż przyswajał w całym swoim życiu siedemnastowieczny filozof (Zygmunt Bauman chyba coś w ten deseń powiedział). I choć gdyby ułożyć jeden za drugim wszystkie neurony kłębiące się pod nasza czaszką, to oplotłyby Ziemię czterokrotnie, to jednak móżdżki mam tak samo małe jak wtedy, gdy ganialiśmy po lasach za dzikami. A informacji dużo, dużo, jeszcze więcej… Luc Besson w swoim najnowszym filmie bierze na tapetę mit wiedzącego i mogącego wszystko ponadczłowieka, miesza go z genderową transgresją i wyuzdanie brutalną emancypacją obsadzając w głównej roli Scarlett Johansson, by dać nam 80 minut…

Czytaj dalej

DOBRY film: Ona

źródło: mettelray.files

źródło: mettelray.files|

Her

USA 2013

reż. i scen. Spike Jonze

wyk. Joaquin Phoenix, Amy Adams, Scarlett Johansson

Przyszedł czas na sprawdzenie naszych prognoz kinowych  na ten rok. Dlatego oderwałam się od bardzo DOBREJ wciągającej książki („Bring Up the Bodies” Hilary Mantel); z Anglii Henryka VIII i czekania na to, by wreszcie skrócić tą wstrętną Annę Boleyn o głowę, przeniosłam się do Ameryki niedalekiej przyszłości, gdzie wąsaty pisarz zakochuje się w swoim systemie operacyjnym.

Tak jak w I’m here, rzecz dzieje się w Los Angeles przyszłości. Zamiast robotów, które żyją obok ludzi, mamy czysty, Apple’owato disajnerski świat wieżowców, klombów i subtelnie wszechobecnej technologii. Moda jest podobna do obecnej, ale trochę inna (te spodnie z wysokim stanem dla mężczyzn!). Trójwymiarowe gry wideo. Firma zajmująca się komponowaniem „odręcznie” pisanych listów. Na rynek wchodzi nowy system operacyjny, kto go zainstaluje, dostaje towarzysza (czy też towarzyszkę) w postaci szybko rozwijającej się i uczącej sztucznej inteligencji, świadomości z własną osobowością, ale bez ciała. Powoli, lecz w sposób całkowicie naturalny, między ludźmi fizycznymi i wirtualnymi istotami nawiązują się relacje, jakże różne od tych „maszyny się buntują i chcą zniszczyć ludzi” czy też „jednak człowiek to człowiek i nic do nie zastąpi, bo tylko my potrafimy kochać” do których jesteśmy przyzwyczajeni.

Czytaj dalej

ZŁY film: Don Jon

źródło: digital spy

Don Jon

USA 2013

reż. i scen. Joseph Gordon-Levitt

wyk: Joseph Gordon-Levitt, Scarlett Johansson, Julianne Moore

Nie wiem, czy wiecie, ale recenzję Współautora na temat drugiej części Thora skomentował sam Loki, przysyłając jeszcze laurkę Współautorce. Jesteśmy bardzo wdzięczni, że wybaczył nam  drobne niedociagnięcia, a ja dziękuję też Współautorowi, że napisał, że to DOBRY film, cały czas drżę co by było w przeciwnym razie. Jednyne, co możemy zrobić w podzięce zarówno Lokiemu, jak i pozostałym naszym wiernym czytelnikom, to ostrzec przed zmarnowaniem cennego czasu na oglądaniu ZŁEGO filmu. 

Tak, to DOBRA laurka:)

Tak, to DOBRA laurka:)

Ok, przejdźmy do filmu.

Lubię Josepha Gordon-Levitta jako aktora, jednak reżysersko-scenarzystowski debiut mu się nie udał. Miał dużo pomysłów, chyba aż za dużo. Film oglada się jak dwa filmy niezdarnie pozszywane ze sobą.

Najpierw chciał pokazać w cyniczny sposób jak to kobiety, egoistyczne księżniczki, bezmyślnie wierzą komediom romantycznym oraz mężczyźni — te wstrętne oblechy — nie potrafią zbudować prawdziwej relacji poprzez idealizowanie rzeczywistości, na swój własny sposób. Potem uznał, że fajnie byłoby jednak zaznaczyć, że coś w rodzaju prawdziwej miłości może pomiędzy nimi zaistnieć, choć tylko jak się znajdzie „odpowiedznią osobę”. Niestety, zamierzony cynizm pierwszej części zginął, zasłodzony na śmierć.

Czytaj dalej