DOBRY, a na pewno ŁADNY film: Twój Vincent

Vincent (Robert Gulaczyk) in colour.jpg

Wszystkie zdjęcia pochodzą z oficjalnych materiałów prasowych

Są filmy, na które czekamy z wyczekiwaniem i ciekawością. Do takich należała właśnie ta animacja. Już sam temat, czyli życie, a właściwie tajemnicze zakończenie życia Vincenta Van Gogha, czyli ulubionego malarza tak wielu, ze mną włącznie, musiał wzbudzić zainteresowanie. Do tego doszła fascynująca i oryginalna technika wykonania — film składa się z 65 tysięcy ręcznie namalowanych obrazów w charakterystycznej stylistyce artysty stworzonych w ciągu dwóch lat przez ponad setkę malarzy w Gdańsku, Wrocławiu i Wielkiej Brytanii. Film został najpierw nakręcony, później każda klatka została ręcznie zamalowana, a w całość zostało wkomponowanych ponad 120 obrazów. To musiało być ładne… Ale czy ŁADNE, znaczy DOBRE?

Czytaj dalej

Brooklyn: za wesoło, za romantycznie, zbyt optymistycznie! DOBRA powieść a adaptacja

brooklyn-collage

Irlandzki Aniołek przyniósł mi pod choinkę Brooklyn Colma Tóibína (pierwsze wyd: 2009). W ostatnie wieczory (i ranki) 2015 pożarłam ją z wielkim apetytem. Jest to cudowny, poetycko-melancholijny portret Eilis (czyta się, rzecz jasna, EJ-liśsz), młodej Irlandki z niedużej miejscowości, której siostra załatwia pracę w tytułowej dzielnicy Nowego Jorku. Śledzimy jej losy i bogate życie wewnętrzne, dzielimy jej rozterki i rozważamy nad jej dylematami. To książka o samotności, rodzinie, dojrzewaniu, pokonywaniu przeciwności losu, porusza też różne problemy społeczne lat pięćdziesiątych dwudziestego wieku. Z zaciekawieniem i pewnym niepokojem wyglądałam adaptacji. Już ze zwiastunu widać, że skupiono się na – w książce pojawiającym się dopiero za połową – wątku miłosnym. Z jednej strony gadatliwy nowojorczyk włoskiego pochodzenia, z drugiej: mrukliwy Irlandczyk z twarzą pewnego generała Nowego Porządku, który został niegdyś pogryziony przez wilkołaka. No trudno, to się sprzedaje, choć w książce oba wątki miłosne są stosunkowo mało romantyczne. W trakcie i po seansie jednak mieszane uczucia i coś mi strasznie nie pasowało. Po chwili zrozumiałam – ku mojemu przerażeniu – że nie pasuje mi to, co zwykle mi się bardzo podoba…

(Minimalne spoilery co do książki – dotyczą raczej uczuć niż wydarzeń; co do filmu: nie piszę nic, czego nie ma w zwiastunie)

Czytaj dalej

Znowu oceniamy filmy po zwiastunie, czyli Współautorka wróży co nas czeka w 2016

2A8E891900000578-0-image-m-9_1436974125435

Nowy Rok! Po co myśleć o dość DOBRYM roku poprzednim, skoro czekają nas nowe filmy (nawet, jeśli z 2015). Jak co roku oceniamy co nas czeka w przyszłym roku po zwiastunach (lub nawet samych tytułach!). 

Styczeń:

Joy (8.01)

reż. i scen. David O Russel

wyk. Jennifer Lawrence, Bradley Cooper, Robert de Niro

O czym? [opis z Filmwebu]: Joy Mangano jest samotną matką z Long Island, która wynajduje mopa i staje się milionerką.

Werdykt: DOBRY

Dlaczego: Widzieliśmy już dwa filmy tego reżysera z praktycznie tą samą obsadą, Poradnik poztywnego myślenia, który był w sumie DOBRY oraz American Hustle, który Współautorowi się bardzo podobał, a mnie trochę znudził. Biedny de Niro zasługuje ostatnio na zagranie w DOBRYM filmie, tak samo jak nieszczęsny Cooper. Podejrzewam, że będzie to ciut pretensjonalny, lecz w sumie DOBRY film, idealny na zimowe wygrzewanie się w kinie.

Luty:

Brooklyn (19.02)

reż. John Crowley, scen. Nick Hornby (powieść: Colm Tóibín)

wyk. Saoirse Ronan, Domhnall Gleeson, Emory Cohen

O czym? Lata pięćdziesiąte dwudziestego wieku. Eilis Lacey, młoda Irlandka, musi wybrać pomiędzy życiem w rodzinnej wiosce a życiem „na Brooklynie”. Ale tak naprawdę, to nie ma żadnego wyboru.

Werdykt: ZŁA adaptacja DOBREJ książki.

Dlaczego: Książka jest DOBRA, acz przygnębiająca, jak cholera. Jest to powieść o tęsknocie, smutku i braku kontroli nad własnym losem: Eilis tak naprawdę nie ma wyboru, o wszystkim w jej życiu decydują inni. Jak w końcu musi podjąć jakąś decyzje, to stoi przed dwoma równie trudnymi i tragicznymi w skutkach konsekwencjami decyzji, które podjęli inni. Nie jestem sobie w stanie wyobrazić, jak można dobrze zekranizować powieść, której siła i „dobroć” polega na życiu wewnętrznym bohaterki. Film wygląda, jak ckliwy melodramat nostalgizujący lata pięćdziesiąte, idealizujący „trójkąt” miłosny, „wybór” między dwoma burakami, który w książce stanowi wątek bardzo poboczny.

Czytaj dalej

DOBRY, oj DOBRY film: Grand Budapest Hotel

[iheartthetalkies.com] | Wielki Budapeszt. Wielka Obsada.

[iheartthetalkies.com] | Wielki Budapeszt. Wielka Obsada.

The Grand Budapest Hotel

USA, Niemcy 2014

reż. Wes Anderson

scen. Wes Anderson, Hugo Guiness, zainspirowane twórczością Stefana Zweiga

wyk. Ralph Fiennes, Toni Revolori, Hilda Swinton i stała andersonowska zgraja

Dziś rano kończyłam moją pierwszą kawę — nie w kuchni  w piżamie z sasquachem, lecz kinie  w jeansach oraz bluzie z liskiem (na cześć twórczości reżysera). Już od pierwszych kadrów wiedziałam, że będę się dobrze bawić.

[sociaunt.com]

[sociaunt.com]

Ci, co mieli już do czynienia z twórczością Andersona, wiedzą, czego się spodziewać: pięknych, charakterystycznie skomponowanych kadrów, dziwacznego humoru, nostalgii,  zaskakująco krwawych elementów, tysiąca  niezwykle dopracowanych szczegółów, motocykli, tych samych aktorów, przykrótkich spodni. Tutaj dodatkowo mamy świetnie uknutą, zaszkatułkowaną fabułę (zaczyna się od – powiedzmy – teraz, skacze przez lata osiemdziesiąte, sześćdziesiąte, aż do trzydziestych dwudziestego wieku) oraz Zubrowkę, fikcyjne wschodnioeuropejskie państwo wchodzące niegdyś w skład Imperium [austro-węgierskiego]. Jak mogło mi się to nie podobać? W końcu takie fikcyjne ale znajome państwo występuje zarówno w jednym z moich ulubionych filmów (Starsza pani znika), jak i w ukochanej książce mojego dzieciństwa („Wiatr z księżyca” Eric Linklater, tłum. Andrzej Nowicki, bardzo, bardzo polecam).

Czytaj dalej