DOBRY zwiastun komedii, która wkurzy Rosjan: The Death of Stalin

bleedingcool.com

Nie opadł jeszcze kurz po drace z „Matyldą” (podpalenia samochodów, manifestacje, procesje pod kinami), historii o romansie cara Mikołaja II z polską tancerką, a szykuje się kolejna awantura z filmem w roli głównej. Niedługo do kin w Europie wchodzi brytyjska komedia o śmierci Stalina. Władze w Moskwie już wydały oświadczenie, że produkcja jest spiskiem Zachodu, mającym na celu destabilizację kraju. Czy plan się uda? Nie wiadomo. Ale z dużą dozą pewności można powiedzieć, że czeka nas bardzo DOBRY film.

Czytaj dalej

DOBRY film: System

Za:cdn.hitfix.com

Za:cdn.hitfix.com

Ostatnio Współautorka pisała o irańskim filmie zrobionym przez Amerykanów, to i teraz utrzymujemy się w multikulturowej i konfundującej konwencji — (anty)rosyjski obraz, nakręcony też przez Jankesów, na podstawie brytyjskiego bestsellera. Co od razu godne odnotowania: „System” osadzony jest w paskudnych latach 50. w ZSRR. Ku mojej radości, z duża dozą realizmu oddano realia tamtych czasów, a wartka i emocjonująca akcja, pozwalają wybaczyć radosne próby nadania wszystkiemu większej autentyczności, za pomocą ryzykownego manewru by Tom Hardy i Gary Oldman mówili z silnym akcentem wschodnioeuropejskim.

Czytaj dalej

DOBRY film: Lewiatan

pmcvZa:pmcvariety.files.wordpress.com

pmcvZa:pmcvariety.files.wordpress.com

Masha Gessen z The New York Review of Books swój artykuł zaczyna w ten sposób: „Gdzieś około 1993 r., po paru wycieczkach do Rosji, zauważyłam dziwną i niepokojącą rzecz: ludzie umierą”. Nie, nie chodziło o nagłe i dramatyczne doświadczenie śmierci oraz przychodzącą wcześniej czy później świadomość, że nasze życie się skończy. Masha odnotowała, że co pytała o kolejnego znajomego Rosjanina, to okazywało się, że tam śmiertelny wypadek helikoptera, tu utonięcie. I to nie starsi ludzie, ale trzydziestoparęlatkowie. „Tam przecież nie ma wojny” — próbowała tłumaczyć sobie dziennikarka. Dopiero starszy kolega po fachu uświadomił ją: „Ale właśnie jest. Tak wygląda wojna domowa”. Faktycznie, z demografią Rosji nie jest najlepiej (w ciągu ostatnich 20 lat ludność Rosji zmiejszyła się o 5 mln!), na co składa sie szereg czynników. O nich wszystkich, po kolei, traktuje — jak się wydawało — największy rywal „Idy” w walce o Nagrodę Akademii za najlepszy film nieanglojęzyczny.

Czytaj dalej

DOBRY rosyjski film: Geograf przepił globus

Za: vaspress.com

Za: vaspress.com

Geograf globus propil

Rosja, 2013

reż. Aleksandr Veledinsky,

scen. Rauf Kubayev, Aleksandr Veledinsky, Walery Todorovsky,

wyk. Konstanty Khabensky, Elena Lyadova

Znalezienie w sieci, nawet rosyjskojęzycznej, hasła „rosyjska nowa fala” jest trudne. Kompleksowy spis podany przez Aloszę Bezhumanova na portalu mubi.com zawiera filmy powstające jeszcze pod koniec lat 90. („Brat” z fenomenalną ścieżką dźwiękową) po najnowsze produkcje, w tym recenzowane na tym blogu dawno temu „Niebiańskie żony łąkowych maryjczyków”. Jeśli wierzyć Alosze, nawet wśród krytyków rosyjskich nie ma zgody na to, czy rzeczywiście można mówić o tak uwielbianej przez filmowych geografów nowej fali. Wydaje się, że po prostu od jakiegoś czasu w Rosji zaczęły powstawać DOBRE filmy, różnorodne, dotykające wielu tematów i wymykające się próbom wrzucenia do jednego worka. Jakiej metki byśmy nie przydali „Geografowi, który przepił globus”, mamy tutaj do czynienia z DOBRYM dramatem zza wschodniej granicy.

Czytaj dalej

Do DOBREJ Evy: 300: Początek Imperium

300: Rise of an Empire

USA 2014

reż. Noam Murro,

scen. Zack Snyder, Kurt Johnstad

wyk. Eva Green, Sullivan Stapleton

Droga Evo,

już myślałem, że mnie szlag trafi. Przygotowałem się najlepiej jak potrafiłem do nowego filmu z Twoim udziałem: zakupiłem sushi, kurczaka a la Malaysia no i chipsy. Wszystko bez problemu przemyciłem przez bramki na wejściu do kina, razem z kawą ze S. dla koleżanki P. Wziąłem nawet odpowiednio gruby sweterek, bo jak wiesz, rano, wieczór, we dnie, w nocy jest tutaj 30 stopni, ale jak już włączają klimatyzację w pomieszczeniach to można zamarznąć. Dlatego jak się jedzie autobusem, bądź idzie do właśnie kina należy się odpowiednio grubo odziać, by nie umrzeć z hipotermii. Pierwszy atak złości przyszedł, gdy próbowałem otworzyć chipsy. Nie wiedzieć czemu, do zamknięcia paczki jakichkolwiek chrupsów używają tutaj super kleju, wiec zawsze jest walka. No, ale harcerzem byłem to sobie poradziłem (zębami). Złość mnie ogarnęła, gdy się okazało, już po seansie, że te purytańskie sukinsyny wycięły najlepszą scenę filmu…

Czytaj dalej

ZŁY film: Jack Ryan. Teoria Chaosu

Źródło: craveonline.com

Źródło: craveonline.com

Jack Ryan. Shadow Recruit

Rosja, USA, 2014

reż. Kenneth Branagh, scen. Adam Cozad, David Koepp

wyk. Chris Pine, Keira Knightley, Kevin Costner, Kenneth Branagh

Zaletą chodzenia do kina w Azji Południowo-Wschodniej jest to, że niektóre filmy pojawiają się tam/tutaj wcześniej niż w Europie. Jest też oczywiście kilka wad, ale o tym na koniec. Tym razem padło na thriller z kultową postacią z książek Toma Clancy’ego. Wiem, że  zmarły w październiku zeszłego roku Clancy był manufakturą powieści o szpiegach, podobno stał się swego czasu obiektem niewybrednych żartów informatyków bodajże z Australii, którzy stworzyli program generujący powieści w jego stylu, jednak pamiętajmy, że obok J. K. Rowling i Johna Grishama należy do trójki autorów, którym udało się w latach 90. sprzedać pierwsze wydanie swojej książki w nakładzie ponad 2 mln. No i napisał takie cuda jak „Suma wszystkich strachów” czy „Polowanie na czerwony październik”, za które z powodzeniem brał się przemysł filmowy. Wkrótce kalkulacje, na ile można zaufać weteranowi amerykańskiej prozy sensacyjnej wzięły w łeb, bo okazało się, że „Teoria chaosu” nie jest oparta na żadnej powieści. Chyba szkoda. Tym bardziej, że jeden ze współtowarzyszy seansu powiedział po filmie: „Jestem ciekaw, jaka jest ta książka, bo chyba nie jest tak zła jak film”.

Czytaj dalej

DOBRY film z Kazachstanu: Prezent dla Stalina

Źródło: market.poff.ee.com

Źródło: market.poff.ee.com

Podarok Stalinu

Izrael, Kazachstan, Polska, Rosja, 2008

reż. Rustem Abdrashev

scen. Pavel Finn,

wyk. Nurjuman Ikhtimbajev, Jekaterina Rednikova

Internetowe festiwale filmowe to — pomimo swego paradoksu — świetne przedsięwzięcia. Nic to oczywiście w porównaniu z magią festiwalowego święta w realu, gdzie stłoczeni w jedej sali, czujemy na plecach oddech innych kinomanów, a w trakcie seansu, pochłonięci akcją, zdajemy sobie jednak podświadomie sprawę, że choć każdy z nas na swój własny sposób interpretuje film, to nie jesteśmy pozostawieni w tej czynności sami sobie. Oglądanie filmów — wyłączając pornografię — to jednak czynność społeczna. Czasem jednak zmuszeni jesteśmy oddać się dziesiątej muzie w intymnej samotności. Festiwal filmowy online to próba pogodzenia piękna wspólnotowości kinowego przeżycia, z koniecznością dnia codziennego. To, czy się to udaje, jest dla mnie jednak wtórne wobec tego, czy oglądam DOBRY czy ZŁY film.

Jakiś czas temu, na naszym facebooku daliśmy znać o Międzynarodowym Festiwalu Filmowym Dialogu Kultur. Żeby podkręcić partycypację w tym przedsięwzięciu, organizatorzy wymyślili, by wszystkie filmy były do oglądnięcia przez czas festiwalu za darmo w internecie, na filmowym portalu mubi.com. Nie miałem za dużo czasu na oglądanie dzieł Filipińczyka Diaza, słynącego z parogodzinnych produkcji, więc „ene-due-rike-fake, na kogo padnie na tego bęc”, padło na produkcję… kazachstańską. I DOBRZE trafiłem.

Czytaj dalej

Zły Film: AmbaSSada

Źródło: Materiały prasowe

Źródło: Materiały prasowe

AmbaSSada

Polska 2013

reż. i scen. Juliusz Machulski

wyk. Magdalena Grąziowska, Bartosz Porczyk, Robert Więckiewicz, Adam Darski

To było trochę jak z moją wycieczką do Rosji, kiedy to pewnego środowego ranka dostałem od kolegi kilka minut na decyzję, czy lecimy na 10 kwietniowych dni do Moskwy. Bilety kosztowały 350 zł w obie strony, więc nie było nawet o czym gadać. Przedwczoraj, gdy dowiedziałem się, że mam podwójną wejściówkę na premierę „AmbaSSady” w Krakowie miałem równie mało czasu na przyjęcie oferty, jednak film za darmo i do tego ochlej i wyżerka na koniec? Problem miałem tylko z towarzystwem, bo Współautorka bloga wolała się wybrać na urodziny koleżanki, jednak w koncu się udało. Padło na E.

Biedna E. W sumie doskonale wyartykułowała moje obawy: „A czy to jest DOBRY film?” Kłopot polegał bowiem na tym, że w tym samym czasie mieliśmy iść na „Wszyscy w naszej rodzinie” Radu Jude, prezentowanego w ramach festiwalu kultury rumunskiej. No i lepiej iść na DOBRY film, ale za niego zapłacić, czy za darmaka wbijać na ZŁY? Nie ukrywam, napływające informacje nie napawały optymizmem. Tym bardziej, że miałem w pamięci poprzednie (dodajmy – nienajlepsze) dzieło Machulskiego, czyli „Kołysankę”. Stwierdziliśmy jednak, że poświęcimy się, a i ja przy tym skorzystam jako autor tego bloga, bo chywa więszkość z was idąc do kina będzie się raczej zastanawiała nad „AmbaSSadą” a nie jakiąś rumunską produkcją. I tak piątkowym wieczorem zdeptaliśmy czerwony dywan rozwinięty przed kinem Kijów.

O filmie było głośno od dawna. Wałęsa-Więckiewicz gra Hitlera, dyżurny obrazoburca kraju „Nergal” – Ribbentropa, a całość była przyrównywana kontrowersyjnością pomysłu do „Bękartów Wojny” Tarantino. Polacy robią komedię o Hitlerze i drugiej wojnie światowej. Świetnie, brawo za odwagę! Ale znacznie ciekawsze od pytania, czy potrafimy się śmiać z jednej z największych naszych traum narodowych, było to, czy potrafimy zrobić DOBRY film na ten temat? Czytaj dalej

DOBRY Film: Niebiańskie Żony Łąkowych Maryjczyków

nbzl

Nebesnye zheny lugovykh mari

Rosja, 2012

reż i sc. Alexey Fedorchenko

wyk. Yuliya Aug, Yana Esipovich (i 24 inne kobiety)

Ciąg dalszy wspominek festiwalowych. Nie wiem, czy będzie okazja zobaczyć ten film w polskim kinie, jednak muszę o nim napisać i tyle.

Nie pamiętam, kiedy ostatni raz widziałem tak przejmujący, wywołujący tyle skrajnie różnych emocji film.  Na festiwalu T-Mobile Nowe Horyzonty utarło się przekonanie, że lepiej unikać filmów konkursowych. Często są one naprawdę nowohoryzontowe,dlatego zdarzają się wyjątkowo oryginale produkty filmopodobne, mocno eksperymentalne, nie stroniące od pornografii i odpychającej przemocy.Tym razem jednak zaryzykowałem. Nie ukrywam, dałem się skusić intrygującemu tytułowi i faktowi, że film powstał w Rosji, a jego reżyserem jest facet, który ma na swoim koncie produkcję pt: „Pierwsi na księżycu” (mockument o tym, że to Ruscy jako pierwsi wylądowali na księżycu). Długo nie mogłem zapamiętać nazwy tego dzieła, dlatego teraz, celem utrwalenia przeanalizuję poszczególne elementy składowe tytułu (choć w odwrotnej kolejności!), co przy okazji nada tej recenzji znamion oryginalności.

Łąkowi Maryjczycy –  pod tą intrygującą nazwą kryje się jedna z grup etnicznych zamieszkujących terytorium Federacji Rosyjskiej. Choć ten ugrofiński lud rozproszony jest właściwie po całym kraju, najwięcej ci ich – bo prawie połowa całej populacji – w autonomicznej (oczywiście tylko z nazwy) republice Mari El, zagubionej gdzieś nad Wołgą. Według cenzusu sprzed dziesięciu lat, jako Maryjczyk określało się ok. 600 tys. ludzi, przy czym część określała się dodatkowo jako Górny bądź Zachodni Maryjczyk. Oprócz tego istnieje trzecia, zamieszkująca lewy brzeg Wołgi ekipa, czyli tytułowi Łąkowi Maryjczycy. Maryjczycy mają swój język, należący do grupy ugrofińskiej, oraz specyficzną religią, będącą mieszanką prawosławia, szamanizmu i pogaństwa.

Film nie jest dokumentem, choć wzięło w nim udział – obok profesjonalnych aktorek – trochę autentycznych Maryjczyków. Co ciekawe, ekipa filmowa musiała zorganizować kursy językowe dla aktorów, nawet lokalsów, ponieważ znajomość języka wcale nie była tak duża, jak się po oglądnięciu filmu wydaje!

Żony – film jest o kobietach. Konkretnie dwudziestu sześciu paniach w różnym wieku. Najmłodsza z nich ma z 8 lat, najstarsza jest już w sile wieku. Łączy je to, że należą do wspomnianej w powyższym akapicie grupy etnicznej. A – i jeszcze jedno: każda z nich ma imię zaczynające się na „O”. Czemu? Na festiwalu była okazja spytać o to samego reżysera i jeśli mu wierzyć, to nie należy się tutaj doszukiwać żanych aluzji. Po prostu są to dźwięczne słowa, które w języku maryjskim nieraz mają bardzo ładne znaczenie.

Lasek jest 26, każda ma swoją historię. Krótszą lub dłuższą, ale wszystkie są urzekające. Jedne są niczym z życia wzięte. Ot taka scenka: młódka wyjmuje z koszyka grzyby. Każdemu się przygląda, czyści i odkłada na bok. Kiedy spogląda na jednego z porządniejszego rozmiarem borowika, podnosi go do góry i mówi do siebie: „O! Mój mąż ma być właśnie taki!” Ileż tu prostoty, piękna, doskonałości, a zarazem (choć może za bardzo mi pracuje fantazja faceta^^) subtelnie przemyconego erotyzmu. To tylko jeden niewinny przykład. W opowieściach Maryjek przejawiają się wszyskie problemy życia: niewierny mąż, pierwsza miłość, zdrada, śmierć, choroba, niechciani adoratorzy, konieczność opuszczenia rodzinnego domu – no, ciężko wymieniać wszystko.

Nie ma tematów tabu, bo przecież wszystko to jest oczywiste i naturalne. Tak jak w opowiastce dziewczyny, która musi za pomocą wielkiej trąby urbi et orbi ogłosić, że dostała pierwszej menstruacji. Zirytowana tym narzucanym tradycją ekshibicjonizmem pyta ciotki, po kiego grzyba każdy musi się dowiedzieć, co dzieje się z jej ciałem. Starsza kobieta odpowiada, że fakt zostania kobietą jest przecież czymś zarówno naturalnym, jak i budzącym wielką radość i dumę. Dlatego potrzeba się tym podzielić z całym światem. Proste i logiczne, prawda?

Pół biedy, jak ci faceta podrywa inny homo-sapiens...

Pół biedy, jak ci faceta podrywa inny homo-sapiens…

Niebiańskie – jak Maryjczycy są Łąkowi, tak ich kobiety – Niebiańskie. Niebiańskie, bo piękne, zaradne, kochające/kochane i cieszące się szykującym nieraz paskudne niespodzianki życiem. Ich historie są zarówno straszne jak i śmieszne, przesycone erotyką i codziennymi problemami. Choć w ich życiu tradycja i religia odgrywa wielką rolę, to nasze bohaterki są osobowościami, świadomymi swojej kobiecości i indywidualności. Po prostu – niebiańskie. Ale przez pierwszą część tutułu należy rozumieć również element transcendentalny, duchowy – niebo. Rzeczywistość miesza się z magią, a wiara w równoległy, niepoznawalny racjonalnie, ale mający ogromny wpływ na życie świat duchów jest czymś oczywistym. Ludowe wierzenia nie są jedynie bajkami i próbami zrozumienia świata przez odizolowany od globalizacji lud zagubiony na rosyjskich przestworach łąk, ale faktycznie działającymi receptami i formami rozwiązania problemów. Warto podkreślić, że film powstał na podstawie książki, w której zebrano te wszystkie opowieści. Świadomie unikam jednak słowa podania, bo każdy kto czytał reportaże z Rosji wie, że w tym kraju gdzie jest więcej wróżek i szamanów niż lekarzy, poważni ludzie ręczą słowem za naprawdę niesłychane historie…

I tutaj się zaczyna jazda bez trzymanki…

„Niebiańskie żony…” to iście wybuchowa mieszanka erotyzmu i magii; skąpana w kolorach, muzyce, a w dodatku opowiedziana dźwięcznym językiem maryjczyków. Obrazy rosyjskiej prowincji – bujne lasy, spowite śniegiem przestrzenie, głaskane wiatrem pola – są wręcz baśniowe, nierealne, choć jednak realistyczne. Obyczajowe historie dotyczą nie tylko ludzi, na scenę wkraczają leśne dziadki, szamanki, nieumarli i inne cuda, które jednak wydają się czymś naturalnym i zrozumiałym. Choć nie zawsze sympatycznym.

Film zahacza miejscami o komedię, czasem o porno-horror (zobaczycie scenę z kisielem na świetlicy, to zrozumiecie o co chodzi), dramat obyczajowy i egzystencjalny realizm. Choć jest to przede wszystkim hołd dla niezmąconego politycznymi i społecznymi zawieruchami życia Maryjczyków (co nie jest do końca prawdą), to bohaterami są właśnie kobiety – ładne, sprytne i ogarnięte. Przez piękny dobór środków artystycznych, wizualną fantazję i doskonałą harmonię między tym co prawdziwe a tym, co schowane w lesie czy w polu, udało się stworzyć cudowną, chyba uniwersalną historię o płci, wcale nie słabszej, ale przede wszystkim pięknej.

Ostatnia scena, kiedy każda bohaterka uśmiechając się mówi do kamery swoje imię, wywołuje w nas wzruszenie, ale i zachwyt. Ręce same składają się do braw, pamięć szuka chusteczek higienicznych, którymi można otrzeć łzy wzruszenia, a uczestnik festiwalu dziękuje za film, o którym ze spokojnym sumieniem może powiedzieć, że pomimo nowohoryzontowości, jest DOBRY.

Nieziemsko DOBRY.