DOBRY film: Ona

źródło: mettelray.files

źródło: mettelray.files|

Her

USA 2013

reż. i scen. Spike Jonze

wyk. Joaquin Phoenix, Amy Adams, Scarlett Johansson

Przyszedł czas na sprawdzenie naszych prognoz kinowych  na ten rok. Dlatego oderwałam się od bardzo DOBREJ wciągającej książki („Bring Up the Bodies” Hilary Mantel); z Anglii Henryka VIII i czekania na to, by wreszcie skrócić tą wstrętną Annę Boleyn o głowę, przeniosłam się do Ameryki niedalekiej przyszłości, gdzie wąsaty pisarz zakochuje się w swoim systemie operacyjnym.

Tak jak w I’m here, rzecz dzieje się w Los Angeles przyszłości. Zamiast robotów, które żyją obok ludzi, mamy czysty, Apple’owato disajnerski świat wieżowców, klombów i subtelnie wszechobecnej technologii. Moda jest podobna do obecnej, ale trochę inna (te spodnie z wysokim stanem dla mężczyzn!). Trójwymiarowe gry wideo. Firma zajmująca się komponowaniem “odręcznie” pisanych listów. Na rynek wchodzi nowy system operacyjny, kto go zainstaluje, dostaje towarzysza (czy też towarzyszkę) w postaci szybko rozwijającej się i uczącej sztucznej inteligencji, świadomości z własną osobowością, ale bez ciała. Powoli, lecz w sposób całkowicie naturalny, między ludźmi fizycznymi i wirtualnymi istotami nawiązują się relacje, jakże różne od tych „maszyny się buntują i chcą zniszczyć ludzi” czy też „jednak człowiek to człowiek i nic do nie zastąpi, bo tylko my potrafimy kochać” do których jesteśmy przyzwyczajeni.

Czytaj dalej

ZŁY FILM: Panaceum

“Smell the fart acting” albo dotarło do niego w jakiej szmirze gra

“Side Effects”

USA 2013

reż. Steven Soderbergh

wyk. Jude Law, Rooney Mara

Mogliśmy iść na polski film o transwestycie którego dziadek ma mroczny sekret, lecz coś nas podkusiło zaryzykować przedostatni film Soderbergha. Prawda, “Magic Mike” był głupotą silącą się na głębię, ale seria “Oceans 11” to miła rozrywka.  Z tego pierwszego została głupota siląca się na głębię i Channing Tatum, z tego ostatniego Catherine Zeta-Jones i konstrukcja (zagmatwana fabuła, pozory mylą, retrospekcje, pod koniec wszystko się wyjaśnia, zwroty akcji…), która była ciekawa w jego komediach sprzed parunastu lat, lecz teraz jest przewidywalna i nudna.

Podczas seansu (na którym, w przeciwieństwie do kilku osób, dotrwaliśmy do końca) co jakiś czas z ust jednego z nas wydobywały się przytłumiane komentarze w stylu “Po co?”, “Co to ma być?”, “To się nie trzyma kupy!”. To ostatnie najlepiej podsumowywuje film, zaczynając od tłumaczenia tytułu: co ma — zwłaszcza w kontekście całego filmu — panaceum do środków ubocznych? Co komu szkodziło napisać “efekty uboczne”? Przynajmniej coś by się tej kupy trzymało. Cały film jest mocno naciągany, z pistoletów Czechowa można wyposażyć arsenał, tragiczna scena (SPOILER)(SPOILERUJE)(SPOILERA) bo (SPOILER)* wywołała atak głośnego śmiechu u Współautora, a tłumiony chichot u niżej podpisanej. Dlaczego taka rozlazłość? Przecież reżyser ten ma na swym koncie dobre filmy! To wcale nie musiało być złe…

Obsada niezła, choć ja nie mogę zrozumieć jak to się stało, że Channing Tatum uchodzi ostatnio za superprzystojniaka. Jednak w tym filmie grają, jakby uczył ich Joey Tribbiani; zwłaszcza jeśli chodzi o ciągłe miny “smell the fart acting” — kto oglądał “Przyjaciół” to wie o co mi chodzi. Catherine Zeta jest koszmarna i to nie tylko wina okularów. Na Jude’a Law zawsze można popatrzeć, ale tu cały czas rozterki nim szarpią, tyleż mąk przeżywa, że nie warto dla niego iść na ten film, lepiej puścić “The Holiday” i oglądać jak jest panem serwetką. Jeśli ktoś jest fanem klaty Channinga, niech sobie puści Magic Mike’a, tylko bez fonii.  Jeśliby miało się pójść do kina ze względu na wdzięki Rooney Mara to lepiej puścić sobie … inny jej film.

Rybka

P.S. Jak wracałam z kina, spotkałam kolegę, któremu odradziłam pójście na ten film. Twierdząc, że mnie posłucha i nie boi się spoilerów, poprosił mnie o streszczenie. Jak to uczyniłam o mało nie spadł z roweru, a światło jego czołówki o mało mnie nie oślepiło.

*Pod spoilery można podłożyć wiele, bo sytuacja powtarzała się.