Emma:O adaptacjach DOBREJ książki, cz. 1. (Festiwal Emmy)

emma-jane-austen.jpg

Rok 2015 to ważny rok dla fanów twórczości Jane Austen: parę dni temu obchodziliśmy 240. rocznicę jej urodzin, która pięknie zbiegła się z 200. rocznicą wydania “Emmy”. Z tej okazji Tarnina z bloga “Czytam to i owo…” zorganizowała blogowy festiwal, na który się wprosiłam za namową Hadyny (tej od Rozkmin). Tu znajdziecie wciąż aktualizowaną listę blogów i wpisów festiwalowych, a ja dziś powymądrzam się o adaptacjach tej powieści (na razie tych bardziej “klasycznych”, o modernizacjach przeczytacie tu w poniedziałek).

Po pierwsze, trzeba przyznać, że choć powieść czyta się wyśmienicie, jest ona strasznie trudna do przełożenia na język filmu czy telewizji. Dlaczego? Bo pod względem akcji, pozornie prawie nic się nie dzieje: ktośtam wychodzi za mąż, ktoś się nudzi, na kogoś się czeka, ktośtam przyjeżdża, ktoś coś knuje, ktoś się myli (raz po raz), ma być jakiś bal, potem jest odwołany, potem znowu jest, potem jest jakieś zamieszanie z piknikiem, najbardziej traumatycznym przeżyciem może wydawać się… upał?

Czytaj dalej

Oj, jaki DOBRY film! Rushmore.

źródło: frenchtoastsunday

źródło: frenchtoastsunday

Do pisania tego wpisu zbieram się od dwóch lat. Może dlatego, że jest to jeden z moich ulubionych filmów i za każdym razem, kiedy zabieram się do recenzji mam wymówkę do kolejnego seansu… A może dlatego, że mam do niego stosunek bardzo sentymentalny — częściowo dlatego, że dzieje się w mieście w którym spędziłam część dzieciństwa i to wtedy, kiedy tam mieszkałam, a poza tym ryby i akwarium grają w nim ważną rolę — im co bliższe, tym trudniej o tym pisać tak publicznie? Nie wiem.

Jest to drugi pełnometrażowy film Wesa Andersona, jego pierwsza współpraca z Billem Murrayam i debiut filmowy Jasona Schwartzmana. Ponadto świetna ścieżka dźwiękowa.

Soundtrack do czytania: [spotify id=”https://open.spotify.com/track/1xbcgPty21PD53dkRujRXU” width=”300″ height=”80″ /]

Czytaj dalej

Weekend z królem: no, cóż… jednak DOBRY film

“Hyde Park on Hudson”

Wielka Brytania 2012

reż. Roger Michell

Bill Murray, Laura Linney, Olivia Williams

Byliśmy na tym filmie tydzień temu. Żadne z nas w sumie nie chciało napisać tej recenzji. Nie dlatego, że ten film jest jakoś tragicznie zły — wtedy zapewne bilibyśmy się o możliwość rozkosznego wyrzekania i wytykania podstawowych błędów. Nasz problem (a zarazem główny problem tego filmu)polega na tym,  że  “Weekend z królem*” jest dość nierówny. Można tu znaleźć sceny bardzo dobre, jak i takie, podczas oglądania których ogarnia człowieka zwątpienie. Denerwujące voice-overy tłumaczy to, że jest to ekranizacja słuchowiska radiowego zrobionego na podstawie pamiętników Margaret Suckley (znanej rodzinie jako Daisy — w tej roli Laura Linney), kuzynki**, przyjaciółki i, według niektórych, kochanki prezydenta USA Franklina Delano Roosevelta.

Który jest który?

Choć rzecz się dzieje w Ameryce, film ten wpisuje się w szablon “bezpiecznych” brytyjskich filmów przeznaczonych na eksport, czyli filmów kostiumowych (choć nie jest to wiktoriańska ani edwardiańska Anglia, tylko lato 1945 roku). Nostalgiczna, eskapistyczna atmosfera, posiadłość wiejska, biblioteka, garden party (z najbardziej dramatyczną sceną jedzenia hot-dogów w historii światowego kina), stroje z epoki, prezydenta USA odwiedza król Wielkiej Brytanii z małżonką, czyli kolejna okazja do zderzenia obyczajów ze Starego i Nowego Świata. Jednak nad tą sielanką wisi widmo zbliżającej się wojny (oglądając na tyłach świadomości może gorzko pobrzmiewać też jedna piosenka Kaczmarskiego). Jako że film zrobiono “na eksport”, zwłaszcza do Stanów, trochę do zbudzenia przypomina się widzowi okoliczności historyczne (FDR ma polio i jest bawidamkiem mieszkającym z mamusią, król Jerzy się jąka, a wstąpił na tron po abdykacji braciszka, Eleonor też romansuje na boku i to nie tylko z mężczyznami, królowa matka jest trochę straszna, Hitler zagraża Europie, Amerykanie nie chcą się angażować, etc, etc). Para królewska bardziej przypomina karykatury z czasów wojny o Niepodległość wiszące w ich pokoju, dopiero Murray-Roosevelt musi ich troszkę rozruszać.

No właśnie. Główną zaletą tego filmu, niestety trochę za mało rozwiniętą, jest wątek spotkania człowieka sparaliżowanego od pasa dół przez polio z jąkałą, gdzie akurat tak się składa, że ten pierwszy to prezydent nowej potęgi, a ten drugi to monarcha powoli umierającego imperium. Ten wątek, w połączeniu ze świetną obsadą — poza Murrayem uwagi godna jest Olivia Williams ***, angielka grająca nieprzepadającą za anglikami pierwszą damę — ratuje ten film przed etykietką “Zły” , choć werdykt, jak już wspomniałam, nie był łatwy. Ale cóż… nie miejmy żalu do Murraya.

Rybka

*Polski tytuł przywołuje inny przeinaczony, ale związany z tym filmem tytuł: “Jak zostać królem” (“King’s Speech”).

** Franklin Delano lubił swoje kuzynki. Jego żona –czaderska Eleanor– też była z nim spokrewniona. Poczytajcie conieco o Roosveltowej, bardzo ciekawa postać.

***Williams, znana polskim widzom głównie jako żona Brosnana z “Autora Widmo” Polańskiego,  grała już z Murrayem w wspomnianym przeze mnie już chyba wielokrotnie filmie “Rushmore” Andersona.

Hej, czy myśmy się już kiedyś nie spotkali?