Oceniamy filmy po zwiastunie (i nie tylko) część 2, czyli noworoczne prognozy Współautora

Haha, sam nie wierzę, że to robimy, ale dzieje się: nie dość, że nie robimy żadnych podsumowań końcoworocznych (zawsze najbardziej mi się podobał sylwestrowy flesz na teleexpressie i nic tego nie pobije), to jeszcze typujemy filmy po zwiastunach, a i czasem zaryzykujemy, że już po trailerze widać, że będzie źle. No, ale jak napisała Ryba poprzednio, trza nam patrzeć w przyszłość. Ja się cieszę niezmiernie na parę tytułów: od nowego Nolana, przez powrót zjawiskowo pięknej Jennifer Connelly (“Requiem dla snu”) po intrygujący “LEGO: Przygoda” i kolejną część “Igrzysk Śmierci (z nudów)”, która nabije nam punktów hejtingu na forach fanów “Hunger Games” i wywoła kolejne awantury z nieletnimi w komentarzach. Co z tego będzie — zobaczymy. Oczywiście, nie chcemy z góry skreślać żadnych filmów, jednak jak wierzę w pierwsze wrażenie w interakcjach międzyludzkich, tak sądzę, że w większości zwiastunów można się doszukać tego czegoś, co nam powie, czy warto iść do kina. W miarę możliwośći postaramy się zobaczyć wszystkie te filmy o których piszemy, z chęcią przyznamy się do błędu i za 365 dni zobaczymy, w których punktach mieliśmy rację, co bezpodstawnie skrytykowaliśmy, a gdzie pospieszyliśmy się z zachwytem. Oczywiście wszystko to robimy z przymrużeniem oka, więc proszę nas nie trzymać za słowo. No bo przecież frustracja rodzi się z nadmiernych oczekiwań. I może dlatego lepiej w tych prognozach być bardziej wybrednym niż zazwyczaj — w końcu lepszy pozytywny zawód, od gorzkiego rozczarowania. Ale do rzeczy.

Czytaj dalej

DOBRY film: Daleko od niej

“Don’t worry, darling. I expect I’m just loosing my mind.”

Away from her

Kanada 2006

reż. i scen.Sarah Polley, na podstawie opowiadania Alice Munro “The Bear Came Over The Mountain”

wyk. Julie Christie, Gordon Pinsent

Pierwsze opowiadanie z tomiku Alice Munro “Hateship, friendship, courtship, loveship, marriage” (polski tytuł “Kocha, lubi, szanuje”) to historia o psikusie który dwie nastolatki robią pomocy domowej. Ostatnie, “The Bear Came Over the Mountain” (za diabła nie wiem jak to przetłumaczyli), opowiada o małżeństwie z ponad czterdziestoletnim stażem, Grancie i Fionie, oraz ich wspólnych zmaganiach gdy Fiona zapada na chorobę Alzheimera.

Właśnie zaczynałam czytać to opowiadanie, kiedy dowiedziałam się, że Alice Munro dostała (bardzo zasłużonego) Nobla. Wiedziałam, że Sarah Polley (“Take this waltz“) wyreżyserowała adaptację tego opowiadania, więc zbieg okoliczności polegający na tym, że właśnie je czytałam podczas ogłoszenia tegorocznej Noblistki uznałam za znak z Niebios by zobaczyć “Away from her” i, rzecz jasna, moje wrażenia Wam opisać.

Tak samo jak w wielu swoich opowiadaniach Munro bawi się chronologią wydarzeń, tak samo Polley skacze z jednego wydarzenia w drugie. Mamy srogą kanadyjską zimę, mamy krótką wiosnę i lilie, mamy młodość, mamy starość, mamy wspomnienia. Czytając zastanawiałam się, jak została przeniesiona na ekran mowa pozornie zależna stanowiąca ważny element opowiadania. Polley w mistrzowski sposób wcieliła przemyślenia bohaterów i rozważania narratora w dialogi. W ogóle film jest bardzo wierny oryginałowi, nie tylko jeśli chodzi o akcję i dialogi, ale i o oddanie — w tym przypadku przy pomocy muzyki i pięknych zdjęć — słodko-gorzkiej atmosfery całości. Julie Christie wspaniale poradziła sobie z rolą Fiony — te jej przebłyski świadomości, te momenty zakłopotania i te chwile, kiedy nie rozpoznaje swojego męża są świetnie zagrane i naprawdę wzruszają. Grający Granta Cordon Pinsent przekonująco gra męża który widzi, jak jego ukochana żona się zmienia, który sam już nie wie, kim ona jest i czy to, co ich łączyło się liczy.

Trudno pisać o tym bez zdradzania i spłaszczania fabuły. I opowiadanie, i film, to piękna i smutna historia miłości takiej, o której raczej się mało mówi i to w sytuacjach, o których raczej nie chcemy myśleć, choć prawdopodobnie wielu z nas się w nich znajdzie. Dlatego radzę, byście w wolnej chwili sięgneli po twórczość tegorocznej Noblistki oraz po ten film, który zdecydowanie jest DOBRY.

Rybka

Ciekawoska: Głos Gordona Pinsenta znany jest dzieciom anglojęzycznym jako głos Słonia Barbara. Ta informacja nie ma wiele wspólnego z filmem, ale mnie zaciekawiła.