Niedzielny misz-masz: film, krótki metraż i festiwal.

Z cyklu  “Coś innego”. Dzisiaj pokrótce o pewnym filmie z Malezji (w końcu wypadałoby się zaznajomić z lokalną kinematografią); krótkim metrażu z Kanady, jaki koleżanka z Filipin poleciła na kaca oraz o intrygującym i DOBRYM festiwalu dokumentów, jaki startuje na dniach w Polsce. 

Czytaj dalej

DOBRY film: Na własne ryzyko

Fot. someshitwelike.com

Fot. someshitwelike.com

Safety Not Guaranteed

USA 2012

reż. Colin Trevorrov, scen. Derek Connolly

wyk. Aubrey Plaza, Mark Duplass. Jake Johnson

Zawsze chciałam strzelać do butelek w lesie gdy z tranzystora słychać syreny policyjne. Serio, serio.

Było zimno, padało, bolało mnie gardło, katar zablokował nos. Jedyne co byłam w stanie zrobić, to zaparzyć herbatę (od razu cały dzbanek), puścić film i rozwalić się w fotelu i — dosłownie, nie metaforycznie — wyciągnąć nogi. Wiedziałam, że jeśli puszczę DVD z jakimś serialem, to nie spocznę dopóki nie obejrzę jej całej, aż boharerka nie wygra wyborów, aż Ross powie nie to imię przy ołtarzu, aż nie okaże się, że każdy w otoczeniu bohatera jest szpiegiem lub póki nie zaryczę się z powodu śmierci mojej ulubionej pani prokurator. Przypomniałam sobie o filmie, który chciałam obejrzeć właśnie ze względu na aktorów, których znam z seriali: Aubery Plaza (cudownie cyniczna April z Parks and Rec.), Jake Johnson (Ciapa Nick z New Girl) i Mark Duplass* (rozwiązły położnik-szarlatan z The Mindy Project). Ten ostatni jest znany głównie jako aktororeżyseroproducent filmów niezależnych (głównie DOBRYCH), choć zagrał i w “Wrogu nr. 1” .

Ta kurtka. Ta fryzura. A to auto to DeLorean. Cały Kenneth nie do końca wrócił z przeszłości. |fot. impassioned.cinema.wordpress.com

Ta kurtka. Ta fryzura. A to auto to DeLorean. Cały Kenneth nie do końca wrócił z przeszłości. |fot. impassioned.cinema.wordpress.com

“Safety not guaranteed” był strzałem w dziesiątkę: było śmiesznie, było smutno, było dziwnie, było ładnie. Przede wszystkim jednak było uroczo. Jak pochwaliłam się Współautorowi, że to widziałam, okazało się, że i on widział był i podziela moją opinię na jego temat. Że go zacytuję: “Zdecydowanie [uroczy]!”.  Co w nim jest takiego (w filmie, nie Współautorze)?

Jest to chyba pierwszy film nakręcony na podstawie ogłoszenia drobnego z gazety. W 1997 roku w Backwoods Home Magazine ukazało się drobne ogłoszenie, że ktoś potrzebuje towarzysza do podróży w czasie, że trzeba wziąć własną broń i że jedzie się na własne ryzyko. “Safety not guaranteed” wychodzi od tego anonsu i pokazuje co by było, gdyby to nie był żart redakcji. Krótko o fabule. Cudownie niedopasowana społecznie Darius**(Plaza) jedzie jako jedno ze stażystów “pomagać” Nickowi Jeffowi (Johnson) w pisaniu artykułu o autorze tego ogłoszenia (Duplass). Czy jest on oszustem? Żartownisiem? Wariatem? A może naprawdę wierzy, że może się cofnąć w czasie? W rękach niejednego twórcy filmów wakacyjnych mógłby z tego wyjść gniot. Trevorrov i Connolly zrobili coś uroczego. Dodatkowo mamy dużo LASU, odniesienia do Star Wars i cierpki humor — czyli coś, co Rybki lubią najbardziej.

Film ma dużo wspólnego z podgatunkiem fimów niezależnych “mumblecore — w końcu Duplass*** to jedno z głównych nazwisk kojarzonych z tym nurtem. Choć w porównaniu ze stereotypowymi “mumblecorami” jest więcej akcji, jednak łączy je z nimi skupienie się na bohaterach. Ważniejsze od akcji są postacie oraz powody, dla których każda z nich chce się cofnąć w przeszłość (czy to za pomocą maszyny, czy za pomocą bardziej tradycyjnych metod).

Twórcy dobrze rozplanowali budżet. Choć jak na kino niezależne, nie był on całkiem mały ($750 000 — niedługo recenzja filmu za $125 000), ale i tak nic to w porównaniu z dużymi produkcjami****. Nie widać jednak małego budżetu. Piękne ujęcia, dobrzy aktorzy, śliczne krajobrazy stanu Waszyngton, dobre światło. A niskobudżetowy film o podróży w czasie mógłby wyglądać ko(s)micznie…

Dużą zaletą tego filmu jest to, że wymyka się klasyfikacji. Do ostatniej sceny nie wiadomo czy to film sci-fi, czy komediodramat , czy film psychologiczny, czy rom-com, czy trochę tego, trochę tamtego. Podoba mi się, że to jak niektóre wątki (niekoniecznie) domykają się tak jak się spodziewałam. Nie przytłaczają dominującce w wielu filmach o podróżach w czasie moralno-filozoficzno-fizyczne -rozważania  typu “czy będziemy mogli się zobaczyć w przeszłości?”, “co tu jest prawdziwe?” itp. Jest kilka nieścisłości i niedopracowań w tej dziedzinie (a może niektóre rzeczy są przemilczane bo są nieznane?), ale podczas oglądania filmu naprawdę nie zwraca się na to uwagi, historie poszczególnych bohaterów — zwłaszcza dwóch głównych — zbytnio wciągają. Zarówno ja, jak i Współautor jesteśmy lekko zawiedzeni zakończeniem. Nie chcę spojlerować — w sumie nie jest ZŁE — ale coś jest nie tak. Może pewne rzeczy lepiej, by pozostawały niepewne?

Tak czy siak polecam. Jest to dobry film na oglądanie w zdrowiu i chorobie, a zwłaszcza, gdy na zewnątrz szaro i smutno. Przyznam się, że oglądałam już ten film kilka razy, choć przewijałam przez wątek Nicka Jeffa, bo wkurza mnie gość ,  a najciekawszy i najbardziej uroczy jest wątek główny.

Rybka

*Bardzo go lubię, ale nie dojrzałam jeszcze na tyle, by się nie zaśmiać z tego nazwiska…

**Tylko dlaczego ma męskie  imię? Czyżby się bali, że gdyby nazwali ją Daria to MTV by ich pozwało?

***Dalej się śmieję.

**** “Wielki Gatsby” pochłonął ok. $ 105 000 000, w tym dużo poszło na jedwabne piżamy. Czasem odzywa się we mnie marksistowska ascetka i czuję się zgorszona szastaniem dolarami.

Czy mieszkanie zawalone starą elektroniką to znak, że ktoś buduje maszynę do podróży w czasie? Jeśli tak, to kilku członków rodziny Współautorki coś takiego knuje…