Dobry film: W samym sercu morza

"Ale urwał!" cdn1-www-comingsooon.net

“Ale urwał!” cdn1-www-comingsooon.net

Kiedyś kolega miał zrobić referat o wielorybach, niefortunnie wrzucił w wyszukiwarkę hasło “walenie”, co otworzyło przed nim nieznane mu dotąd zasoby internetowej skarbnicy wiedzy. Przypomniało mi się to, jak głupi uśmiech zagościł na mojej twarzy, gdy przygotowując się do tego wpisu odkryłem, że kaszalot to po angielsku “sperm whale”. Żarty jednak na bok, bo marynarzom amerykańskiego statku Essex, zatopionego na środku Pacyfiku w 1820 r. nie było do śmiechu. Choć na pociechę zostaje im to, że ich przygody były inspiracją do napisania “Moby Dicka”.

Czytaj dalej

Mr. Turner: DOBRY film w chmurach, falach i promieniach słonecznych

Za: domagalasiekultury.blog.pl

Za: domagalasiekultury.blog.pl

„Ten film o Turnerze, co o nim wszyscy mówią, ale u nas jeszcze nie grali” obejrzałam w bardzo odpowiednim miejscu: w chmurach, w blasku wschodzącego słońca; unosząc się wyżej i wyżej. Jest to jedno z nielicznych widzianych w  samolocie dzieł, które mi się podobały, i to mimo zatkanych uszu. Ale też nie ogląda się tego tak, jak zwykle ogląda się film. Pana Turnera ogląda się, jak serię obrazów.

Czytaj dalej

DOBRY film: Trzecia gwiazda

źródło: Filmweb

źródło: Filmweb

Third Star

Wielka Brytania 2010

reż. Hattie Dalton, scen. Vaughan Sivell

wyk. Benedict Cumberbatch, JJ Feild, Tom Burke, Adam Robertson

Przygotujcie chusteczki, nawet jeśli zwykle nie płaczecie w kinie czy przed telewizorem.

Czego się można spodziewać po filmie, w którego pierwszej minucie bohater mówi „Dziś są moje dwudzieste dziewiąte urodziny. Nie zobaczę trzydziestych”? Cóż, wielu rzeczy, ale niekoniecznie tak DOBREGO, pięknego, śmiesznego choć też bardzo smutnego i poruszającego filmu.

Czytaj dalej

Dobry film: Kapitan Phillips

Źródło: thenypost.com

Źródło: thenypost.com

Captain Phillips

USA, 2013

reż. Paul Greengrass, scen. Billy Ray

wyk. Tom Hanks, Barkhad Abdi

Spodziewałem się przegadanego dramatu, z deliberacjami na temat moralności piratów, rozterek dzielnego kapitana i dwuznacznego zakończenia. Nie psułem sobie zabawy i nie czytałem wcześniej nic o filmie ani o losie pierwowzoru kapitana Philippsa. Bardzo dobrze zrobiłem. Zamiast drętwego dramatu, którego się bałem, dostałem wartkie i niegłupie kino akcji, z zakończeniem może nie tak dopieszczonym jak to we “Wrogu Numer Jeden”, ale nie mniej dramatycznym, a na pewno lepiej wpasowanym w całą kompozycję. Nie pamiętam też, który film ostatnio tak bardzo mnie wciągnął od samego początku, że nawet nie wiem jak te dwie godziny zleciały. Greengrass, który ma na koncie w sumie tak DOBRE produkcje jak “Ultimatum Bourne’a”, nie pierniczy się w zbędne wstępy i natychmiast wrzuca widza w wir dramatycznych wydarzeń. Od razu wsadza nas w wagonik kolejki górskiej, który rusza z miejsca w oszałamiającym tempie nie pozwalając nawet zapiąć pasów bezpieczeństwa, by zatrzymać się na chwilę w połowie filmu tylko po to, żeby dać złudzenie, że wszystko jest już załatwione. A to dopiero półmetek szalonej i nerwowej wycieczki, w końcu czeka nas jeszcze ciąg dalszy w ciasnej szalupie na środku oceanu w towarzystwie amerykańskiej marynarki wojennej…

Czytaj dalej

DOBRY film: Perswazje

Persuasion

Wielka Brytania, USA, Francja 1995

reż. Roger Michell, scen. Nick Dear (na podstawie powieści Jane Austen)

wyk. Amanda Root, Ciarán Hinds, Sophie Thompson, Corin Redgrave

“Nie grał pan przypadkiem w Harrym Potterze?”

Jest prawdą powszechnie znaną, że każdy szanujący się brytyjski aktor spełnił przynajmniej jeden z poniższych warunków:

  1. zagrać w filmie z Maggie Smith.
  2. zagrać w adaptacji Jane Austen.
  3. Zagrać w Harrym Potterze lub w Doctorze Who.

Braków w trzecim na razie nie da się nadrobić (choćpewnie za paręnaście lat będzie nowa adaptacja…), z pierwszym trzeba się spieszyć (choć Maggie Smith jest wieczna*), za to zwykle co dwa laty wychodzi jakaś adaptacja Jane Austen lub przynajmniej film biograficzny inspirowany jej życiem.

W “Perswazjach” z 1995 roku**  nie ma Maggie Smith, a z aktorów HP’owskich gra “tylko” brat Dumbledora, Miranda Hopkirk i ciotka Petunia (dla porównania: w “Rozważnej i Romantycznej” mamy z dziewięciu potterowców i dr. House’a). Jest to jednak jedna z lepszych adaptacji*** powieści Jane Austen i po prostu DOBRY film.  Twórcy nie próbują na siłę “zbrontezować” powieści. Nie ma stania na klifie o zachodzie słońca, tylko subtelny romantyzm i ironiczne pokazanie ludzkich wad. Nie ma sztywnych kostiumów i niewygodnych fryzur, aktorzy wyglądają, jakby założyli coś wygodnego. Jak wracają z długiego spaceru są brudni, jak tańczą, to niekoniecznie zgrabnie. Wszyscy grali bez makijażu. Ulice Bath są brudne, nad morzem prawie że śmierdzi rybami. Przy jedzeniu ludzie mlaskają, a na stole bywa bałagan.

Mimo subtelnych komicznych smaczków książka pisana prawie na łożu śmierci, jest najbardziej melancholijnym dziełem Austen, film tak samo. Śmieszy przeglądający się w każdym sztućcu pompatyczny ojciec głównej bohaterki (Corin Redgrave), śmieszy jej siostra-hipochondryczka (Sophie Thompson), która opowiada jak to fatalnie z nią jest zażerając się pasztetem. Jednak melancholia głównej bohaterki — jak również jej stopniowa przemiana — jest świetnie oddana poprzez mistrzowskie dopasowanie muzyki (głównie preludia Chopina i Bach). Świetna równowaga pomięddzy tym, co śmieszne, i tym, co smutne. Film pokazuje dystans Austen do sentymentalizmu i romantyzmu. No i zdaje test Bechdel! I porusza wątki feministyczne (decydowanie o sobie, dominacja mężczyzn w literaturze). No i ten list…

Oczywiście, zawsze polecam przeczytanie książki (zwłaszcza w oryginale — tłumaczenia Jane Austen na polski są nienajlepsze). Jednak film jest świetnym jej uzupełnieniem — a może zachęci kogoś do przeczytania oryginału?

Rybka

*Co ciekawe, sama MS nie zagrała jeszcze w żadnej adaptacji Jane Austen, choć grała w dość okropnej (i nadmiernie sentymentalizującej autorkę, która zawsze stawała po stronie zdrowego rozsądku i nierzadko gorzkiej ironii) “Zakochanej Jane”. Na wyrzekanie na ten film jeszcze przyjdzie czas.

**Nie mylić z koszmarną wersją z 2007 roku, w której zamiast najpiękniejszego listu miłosnego w historii literatury mamy maraton kalek po Bath i najobrzydliwszy pocałunek w historii brytyjskiej telewizji.

***Puryści przeyczepiliby się może tylko do tego, że “zły” bohater nie jest w filmie tak podły jak w książce.

Moim marzeniem jest, by kiedyś wszyscy znani mi faceci założyli coś takiego.