Świetny film: Avengers: Wojna bez granic (a recka bez spoilerów)

Oklaski na sali w trakcie seansu i niemal mistyczna cisza po ostatniej scenie. Zawrotne 29 milionów dolarów zarobionych tylko w Stanach w dniu otwarcia i krytycy, nieumiejący zrecenzować tego filmu bez spoilerów. Fakt — gdy po raz pierwszy zobaczyłem zwiastun nowych przygód Kapitana Ameryki i spółki, trochę kręciłem nosem. Znowu wielcy i potężni mieli walczyć z kolejnym szwarccharakterem, by go pokonać, po epickiej bitwie. Są Strażnicy Galaktyki (bardzo dobra zarówno pierwsza jak i druga część!), Thor (dobra druga i trzecia część), Czarna Pantera i cała gwardia awendżersowa, ale czy jest to coś nowego i odkrywczego? Cóż — TAK. Kino totalne. Bez spoilerów o epicko DOBRYM filmie.

Czytaj dalej

Dobry (dla fanów?): Deadpool

Za: cdn-arstechnica-net

Za: cdn-arstechnica-net

Deadpool zjawił się niespodziewanie. Zaatakował w kinie, obok jakiego przechodzę niemal codziennie wracając z pracy oraz steraną koszulką znajomego, który na facebooku cieszył się, że wreszcie znajomi wiedzą, kim jest przypominający Spidermana superbohater w masce. Nie był to film nurtujący moją filmową ciekawość, z takich produkcji czekałem na superbohaterskie antybromanse: katastrofalnie zapowiadającego się “Batman vs. Supermen”oraz “Kapitan Ameryka: Wojna Bohaterów”. Tymczasem najpierw przyszło mi zderzyć się z moją komiksową ignorancją, która z całą mocą uwiera po seansie “Deadpoola”…

Czytaj dalej

Zły film: Kingsman. Tajne Służby

Za: cdn.collider.com

Za: cdn.collider.com

Z cyklu “Samotność blogera”. Jeden z tych filmów, kiedy cierpi się na dramatyczny dysonans poznawczy. Z jednej strony boleść człowieka ściska na seansie, katastrofalnie się to ogląda, czekamy na koniec, nie mamy wątpliwości, że film (chyba) zostanie zapomiany jak zeszłoroczny śnieg. Z drugiej — powszechna opinia (internety, znajomi, box office), że mamy do czynienia z błyskotliwym przeniesieniem komiksu na ekran, zabawnym pastiszem na filmy szpiegowskie i udaną opowiastką o nastoletnim chuliganie, wciągniętym w świat ekskluzywnego klubu dżentelmenów ratujących świat. Przepraszam, ale pozwolę sobie zostać przy swoim, oczywiście szybko wyjaśniając, dlaczego “Kingsman” nie są dobrym filmem.

Czytaj dalej

Dwa DOBRE filmy z miasta grzechu

Za: img1.wikia.nocookie.net

Za: img1.wikia.nocookie.net

Sin City: A Dame to Kill For

USA, 2014

reż. Robert Rodriguez, Frank Miller, scen. Frank Miller

wyk. Mickey Rourke, Eva Green, Bruce Willis, Jessica Alba, Lady Gaga, Joseph Gordon-Levitt,

Sin City Franka Millera uznawane jest przez fanów komiksu za dzieło absolutnie kultowe, wykorzystujące pełnię możliwości, jakie dają powieści graficzne. Opowiastki z miasta grzechu, skąpane w charakterystycznym oceanie czarnego tuszu to klasyka gatunku, świadomie naziwązująca do kina noir. Nie jest łatwo przenieść coś tak doskonałego na ekran kinowy, ale nie da się ukryć — twórcom udało się znaleźć bliżej niz dalej ideału. Wszystko to oczywiście pod warunkiem, że odpowiada wam estetyka filmowa Rodrigueza, który w “Sin City: Damulka warta grzechu”, w ślad za swoim kolegą i częstym współpracownikiem, kinowym erudytą Quentinem Tarantino obficie, choć — w przeciwieństiwe do reżysera “Pulp Ficiton” — bez większej głębi intelektualnej, czerpie z historii kina. Kółko się zamyka: film oparty na komiksie, opartym na filmie. Kwintesencja postmodernizmu. Otrzymujemy porządną dawkę kinowych emocji, wizualną jazdę bez trzymanki, ucztę dla ucha i oka. (W końcu Eva Green…)

Czytaj dalej

Dobry film: Strażnicy Galaktyki

Za: flicksandbits.com

Za: flicksandbits.com

“Guardians of the Galaxy”

USA, 2014

reż. James Gunn, scen. James Gunn, Nicole Perlman

wyk. Chriss Pratt, Zoe Saldana, Bradley Cooper

Wymęczony dwiema nocami w grzesznej stolicy Tajlandii; gonitwą za wizą, która skończyła się koniecznością zawierzenia pewnemu motocykliście, że za 20zł przywiezie mi z hostelu paszport; morderczym powrotem taksówką w stronę portu lotniczego w Bangkoku, który przegapiłem bo zaczytałem się w autobusie (witam w moim świecie, choć jest postęp, bo nauczyłem się już, że w niektórych miastach jest więcej niż jedno lotnisko); nocą w turbozakarpackiej, ale jakże uroczej mieścinie gdzieś na Półwyspie Malajskim oraz epickiem powrotem autostopem z trzema Chińczykami, co po drodze zabrali na zupę ostrygową na winie ryżowym, z ulgą powróciłem do domu. Tylko po to, by zobaczyć, że Współautorka wcale nie żartowała z publikacją w odcinkach streszczenia swojego planowanego na okolice trzeciej dekady tego wieku multidyscyplinarnego doktoratu, z pogranicza literatury i filmoznawstwa o filmowych adaptacjach angielskiej klasyki. Dlatego, pomimo zmęczenia wspomnianymi przygodami, które ku mojemu zaskoczeniu przeszło w zapalenie zatok, postaram się w przerwach między erudycyjnymi wpisami Współautorki popisać coś o bieżących produkcjach.

Czytaj dalej