DOBRA, choc nie rewelacyjna komedia: Witajcie w Norwegii!

witajciewnorwegii-copyright-motlysas-1

Rzadko się zdarzają takie historie, ale cóż, tym razem ktoś nie ogarnął — film jednocześnie pojawił się w dystrybucji kinowej, jak i w video-on-demand prywatnej stacji telewizyjnej. Za takową płaci rodziciel Współautora, więc kolejną skandynawską komedię oglądałem w rodzinnym zaciszu. Opowiastka o norweskim januszu, który postanawia zarobić na imigrantach jest inteligentna, śmieszna (beke mamy równo z wszystkich) i lekka, ale im dalej w film tym bardziej wytraca tempo i pomysłowość. Do końca docieramy z poczuciem, jakie to mogło być doskonałe, a jest — w tym przypadku tylko — dobrze. 

Czytaj dalej

Komedia dobra w miarę: Facet na miarę

welovecinema.frReklamowany jako „najlepsza francuska komedia od czasów „Nietykalnych””, „Facet na miarę” ma zwiastun, po którym można się spodziewać naprawdę dużo. Tym bardziej, że samo obsadzenie szarmanckiego i mierzącego 182 cm Jeana Dujardina (szwajcarski bankier z „Wilka z Wall Street”, tutaj fragment filmu) w roli amanta, którego ze względu na wzrost nie wpuściliby do „Makro”, daje dużo pola do popisu dla scenarzystów. Całość nie zawodzi pod kątem komizmu, jednak właśnie fabuła zawiera momenty, po których mamy ochotę jeszcze raz oglądnąć doskonały przebój z 2011 r…

Czytaj dalej

Socjalistyczny Zombie Mord czyli czeski wieczorek filmowy. Cz. I:”King Fury” i indyjska horror-komedia o zombie

Za: wtfbabe-files-wordpress-com

Za: wtfbabe-files-wordpress-com

Kiedy spotkałem V. okazało się, że na tej planecie jest więcej osób, które widziały takie zwyrodnialcze cuda kinematografii  jak japońską wersję człowieka z żelaza, czyli cyberpunkowy odlot „Tetsuo” z 1988 r. z jedną z najdziwniejszych scen seksu w historii kina (w końcu nieczęsto penis protagonisty zamienia się w dłuto wiertnicze), czy najkrwawszy film w historii kina, jakim jest  „Martwica Mózgu” Petera Jacksona (OK, to drugie jest bardziej mainstreamowe niż mi się wydawało;). Zorganizowanie wieczorku filmowego było kwestią czasu…

Czytaj dalej

DOBRA komedia akcji: Agentka

FOX

FOX

Pierwszy raz usłyszałam o tym filmie, jak mój brat opowiadał entuzjastycznie, że jego przyjaciel opowiadał, że tytułowa Agentka zostaje wyposażona w antidotum ukryte w tabletkach na zmiękczenie stolca. Jak zobaczyłam plakat (przesłany poniżej) pomyślałam, że to kolejna kretyńska parodia Bonda, jakiś Agent specjalnej troski czy Jaś Fasola, gdzie mamy się śmiać tym razem nie dlatego, że bohater jest głupi i dzieją mu się okropne rzeczy, tylko dlatego, że bohaterka jest gruba (a co za tym idzie — głupawa i niezgrabna) i przytrafiają jej się okropne rzeczy. Potem jednak słyszałam z wielu źródeł, że nie jest aż tak źle, że nawet śmieszne. Postanowiłam sprawdzić to na własnej skórze, więc wybraliśmy się z bratem do kina (z góry przepraszam towarzyszy seansu za zachowanie podczas reklam). Nie miałam wysokich oczekiwań, ale na seansie bardzo dobrze się bawiłam i film mnie pozytywnie zaskoczył.

Czytaj dalej

ZŁA indonezyjska komedia hiphopowa: King of the Rock City

Za: production-house-jakarta.com

Za: production-house-jakarta.com

Weekend był DOBRY. Do Niegasnącego Nigdy Najwspanialszego Miasta Azji Południowowschodniej wpadła koleżanka z dawnych, szalonych i zalanych mocnym alkoholem studenckich lat. Bratnia dusza z gatunku „Ta, Z Którą Za Dużo Nas Kiedyś Łączyło”, jak ja uwolniła się z iście telenowelowej sieci zbyt gęstych relacji społecznych miasta rodzinnego, szponów zanieczyszczonego powietrza i złudnych nadziei na pracę poza korporacją, by uciec na krańce Azji. Połączenie między Chinami a Malajami było znośnie tanie, więc trzeba było mi przygotować intensywny plan kulturalny, by pokazać kto lepiej wybrał, dokąd uciekać. Drinki na 57. piętrze sky baru, elektro-jazz wiksa w wykonaniu polskich jazzmanów i amerykańskich hiphopowców czy kreska-impreska na tribal-trans party w czeluściach pewnego lokalu były świetne. Ale sami powiedzcie: indonezyjska komedia hiphopowa? Można było to odpuścić?!

Czytaj dalej

DOBRY, ale tylko dla fanów: Wywiad ze Słońcem Narodu

Za: images.latinpost.com

Za: images.latinpost.com

O najnowszej komedii z udziałem Setha Rogena i Jamesa Franco miało być głośno. Upstrzona niewybrednymi żarcikami komediowa produkcja naszpikowana gwiazdami i gwiazdeczkami, z wielką geopolityką i absurdalnie paskudną dyktaturą w tle. Cóż — było głośno, ale to co się wyprawiało wokół „Wywiadu ze Słońcem Narodu” przeszło najśmielsze oczekiwania PRowców. Najpierw reżim północnokoreański zaczął się pluć, że podejmie bezlitosne działania przeciwko producentom. Gdy w listopadzie hakerzy włamali się na serwery Sony Pictures Entertainment od razu w świat poszła plotka, że to komputerowcy na usługach Pjongjangu usiłują niedopuścić do szkalania wizerunku swojego wodza. „Terrorystyczny film” miał być powodem do zamachów terrorystycznych, w obawie wycofano go z dystrybucji, głos musiał zabrać inny wódz (prezydent Obama), film w końcu udostępniono w Internecie. Ale gdy kurz słownych i cybernetycznych utarczek opadł, okazało się, że dostaliśmy widowisko… rozczarowujące.

Czytaj dalej

Amatorzy adaptacji #2, czyli DOBRE przedstawienie, czyli „Wiele hałasu o nic” (2011)

źródło: tennantnews.blogspot

źródło: tennantnews.blogspot

W zeszłym tygodniu zaczęliśmy cykl pt. „Amatorzy adaptacji”, żeby jedno z nas miało wymówkę do obsesyjnego oglądania ekranizacji ulubionych książek. W ramach niego będziemy omawiać i porównywać kilka(naście?) adaptacji jednego dzieła literackiego.Raz na jakiś czas omawiamy jedną klasyczną (tj. korzystającą w miarę dosłownie z tekstu oryginalnej sztuki) adaptację, a później zajmiemy się modernizacjami (czyli wersjami, w których nie tylko realia, ale i język są dostosowywane do współczesnych norm).  Na pierwszy ogień idzie szekspirowska komedia „Wiele hałasu o nic”. 

To jest druga część cyklu o MAANie (WHONie?), pierwszą znajdziecie tu

źródło: guardian.co.uk

źródło: guardian.co.uk

Much Ado About Nothing

Wielka Brytania 2011

sztuka: William Szekspir, reż. Josie Rourke

wyk. Catherine Tate, David Tennant

[Uwaga zbyt ważna, żeby być na marginesie: niniejszą wersję można wypożyczyć lub nabyć online na stronie Digital Theatre!]

Ta teatralna wersja (w reżyserii Josie Rourke, której „Koriolanem” zachwycałam się w marcu) jest chyba najzabawniejszą wersją tej sztuki, jaką widziałam. Duża w tym zasługa umiejscowienia akcji na Giblartarze w latach osiemdziesiątych, z naciskiem na to ostatnie — stroje, fryzury i muzyka tamtego okresu to coś, co zawsze dodaje śmieszności. Żołnierze Don Pedra to marynarze, wokoło porozstawiane są leżaki, a każdy ma przynajmniej jedną parę okularów słoneczych, nie mówiąc o puszkach, butelkach i papierosach.

Czytaj dalej

Amatorzy adaptacji #1: Wiele hałasu o nic (1993), czyli DOBRY początek cyklu

źródło: faustineisgone.com

źródło: faustineisgone.com

Zaczynamy nowy cykl pt. „Amatorzy adaptacji”, żeby jedno z nas miało wymówkę do obsesyjnego oglądania ekranizacji ulubionych książek. W ramach niego będziemy omawiać i porównywać kilka(naście?) adaptacji jednego dzieła literackiego. W ramach niego będziemy omawiać i porównywać kilka(naście?) adaptacji jednego dzieła literackiego.Raz na jakiś czas omawiamy jedną klasyczną (tj. korzystającą w miarę dosłownie z tekstu oryginalnej sztuki) adaptację, a później zajmiemy się modernizacjami (czyli wersjami, w których nie tylko realia, ale i język są dostosowywane do współczesnych norm).  Na pierwszy ogień idzie szekspirowska komedia „Wiele hałasu o nic”. 

borg

źródło: borg.com

Much Ado About Nothing

Wielka Brytania/USA 1993

reż. i scen. Kenneth Branagh (na podstawie sztuki Williama Szekspira)

wyk. Emma Thompson, Kenneth Branagh, Kate Beckinsale, Robert Sean Leonard (i cała stała Branaghowska zgraja )

Na początek co nieco o samej sztuce. Jest to chyba obok „Snu nocy letniej” moja ulubiona komedia Szekspira, w której występuje w jedna z moich ukochanych bohaterek literackich, czyli Beatrice (w którymś ze starszych polskich tłumaczeń Beatryx, czy też Beatrycze). Jest błyskotliwa, niezależna, cięta i cudownie złośliwa (zwłaszcza wobec niejakiego Benedicka — nie Benedicta). Moim zdaniem dostają jej się najlepsze kwestie, np. Ten co ma brodę nie jest już młodzieńcem, a ten bez brody jeszcze nie mężczyzną. Gdy już nie młodzian, to mąż już nie dla mnie; gdy nie mężczyzna jeszcze, to ja nie dla niego (wybaczcie podłe tłumaczenie, nie mam polskiego przekładu pod ręką).

Czytaj dalej

DOBRY film: 22 Jump Street

22 Jump Street

USA, 2014

reż. Phil Lord, Christopher Miller,

scen. Michael Bacall, Oren Uziel, Rodney Rothman

wyk. Jonah Hill, Channing Tatum

Pamiętacie „21 Jump Street”? Pytam o film z 2012 r., a nie serialowy oryginał z lat 1987-91 z Johnym Deppem. Podobało się? No cóż, nie było rewelacyjnie, ale film miał swoje momenty. No i najważniejsze — pod płaszczykiem motywu melancholijnego powrótu do pięknych i niewinnych czasów coolegu przemycano żarty niezwykle trafnie ukazujące, jak bardzo zmieniła się obyczajowość młodzieży w ostatnich kilku latach. Okazało się, że z gejów się nie śmiejemy, a wegetarianizm jest czymś oczywistym. W kolejnym filmie o przygodach pary policjantów, którzy pod przykrywką pracują w instytucjach edukacyjnych, z grubsza chodzi o to samo. Powrót do młodości z intrygą kryminalną w tle. I podobnie jak poprzednia część, „22 Jump Street” choć nie grzeszy trzymającą w napięciu od początku do końca fabułą czy festiwalem świetnych żartów, to mimo wszystko jest DOBRĄ komedią na gorące letnie popołudnie.

Czytaj dalej

Dobry głupi film, czyli Riwiera dla dwojga.

LPUN_screenrelish

źródło: screenrelish.com

The Love Punch

Wielka Brytania 2013

reż. i scen. Joel Hopkins

wyk. Emma Thompson, Pierce Brosnan

Bywają takie dni, że trzeba obejrzeć coś głupiego. Ale jest dużo rodzajów głupich filmów. Od dzieł porażających, wręcz paraliżujących swoją niemądrością, przez te odrzucająco durne, nudno-głupie, tak-głupie-że-aż-śmieszne, aż do uroczo głupiutkich. Ten film należy do ostatnich dwóch kategorii. Jest lekki, śmieszny, idealnie nadaje się na letnie ukrywanie się w kinie przed deszczem, upałem czy obowiązkami.

Czytaj dalej