Zły film: Juliusz

Zwiastun obiecujący zabawne przygody umęczonego inteligenta, choć na trochę lżejszą nutę niż “Dzień Świra”, okazał się niestety być sequelem “Kampera”. Bohater jest łajzowatym i bucowatym nieogarem, zrzucającym na wszystkich dookoła winę za swoje kijowe życie. Dostaje od losu szansę by stać się aktywnym podmiotem swojego życia, ale naprawdę nie rozumiemy, dlaczego ktoś miałby go nią obdarować. Żarty są lepsze lub gorsze, ale to pierdzenie Mecwaldowskiego wywołało chyba największy entuzjazm. I to niech będzie najlepszym podsumowaniem komedii jesieni…

Czytaj dalej

Dobra polska komedia romantyczna: Podatek od Miłości

On bajeruje jej rodziców, ona żałuje, że go wzięła.Choć zwiastun wydaje się wiele zdradzać z tej miłosno-podatkowej intrygi, to nie ma co płakać nad zjedzonym w nadmiarze pączkiem. Dostajemy fajny, polski film na Walentynki. Gubimy się trochę w zawiłościach prawa gospodarczego, ale wyczuwalna chemia między głównymi bohaterami, odpowiednio dozowany humor i zaskoczenia przeplatające się z koniecznymi wymogami gatunku powodują, że w Środę Popielcową nie powinniście zaprzątać sobie głowy brakiem biletów na ostatnią odsłonę ero-przygód pana Greya. To jest dobra polska komedia romantyczna!

Czytaj dalej

DOBRA, choc nie rewelacyjna komedia: Witajcie w Norwegii!

witajciewnorwegii-copyright-motlysas-1

Rzadko się zdarzają takie historie, ale cóż, tym razem ktoś nie ogarnął — film jednocześnie pojawił się w dystrybucji kinowej, jak i w video-on-demand prywatnej stacji telewizyjnej. Za takową płaci rodziciel Współautora, więc kolejną skandynawską komedię oglądałem w rodzinnym zaciszu. Opowiastka o norweskim januszu, który postanawia zarobić na imigrantach jest inteligentna, śmieszna (beke mamy równo z wszystkich) i lekka, ale im dalej w film tym bardziej wytraca tempo i pomysłowość. Do końca docieramy z poczuciem, jakie to mogło być doskonałe, a jest — w tym przypadku tylko — dobrze. 

Czytaj dalej

Komedia dobra w miarę: Facet na miarę

welovecinema.frReklamowany jako “najlepsza francuska komedia od czasów “Nietykalnych””, “Facet na miarę” ma zwiastun, po którym można się spodziewać naprawdę dużo. Tym bardziej, że samo obsadzenie szarmanckiego i mierzącego 182 cm Jeana Dujardina (szwajcarski bankier z “Wilka z Wall Street”, tutaj fragment filmu) w roli amanta, którego ze względu na wzrost nie wpuściliby do “Makro”, daje dużo pola do popisu dla scenarzystów. Całość nie zawodzi pod kątem komizmu, jednak właśnie fabuła zawiera momenty, po których mamy ochotę jeszcze raz oglądnąć doskonały przebój z 2011 r…

Czytaj dalej

Socjalistyczny Zombie Mord czyli czeski wieczorek filmowy. Cz. I:”King Fury” i indyjska horror-komedia o zombie

Za: wtfbabe-files-wordpress-com

Za: wtfbabe-files-wordpress-com

Kiedy spotkałem V. okazało się, że na tej planecie jest więcej osób, które widziały takie zwyrodnialcze cuda kinematografii  jak japońską wersję człowieka z żelaza, czyli cyberpunkowy odlot “Tetsuo” z 1988 r. z jedną z najdziwniejszych scen seksu w historii kina (w końcu nieczęsto penis protagonisty zamienia się w dłuto wiertnicze), czy najkrwawszy film w historii kina, jakim jest  “Martwica Mózgu” Petera Jacksona (OK, to drugie jest bardziej mainstreamowe niż mi się wydawało;). Zorganizowanie wieczorku filmowego było kwestią czasu…

Czytaj dalej

DOBRA komedia akcji: Agentka

FOX

FOX

Pierwszy raz usłyszałam o tym filmie, jak mój brat opowiadał entuzjastycznie, że jego przyjaciel opowiadał, że tytułowa Agentka zostaje wyposażona w antidotum ukryte w tabletkach na zmiękczenie stolca. Jak zobaczyłam plakat (przesłany poniżej) pomyślałam, że to kolejna kretyńska parodia Bonda, jakiś Agent specjalnej troski czy Jaś Fasola, gdzie mamy się śmiać tym razem nie dlatego, że bohater jest głupi i dzieją mu się okropne rzeczy, tylko dlatego, że bohaterka jest gruba (a co za tym idzie — głupawa i niezgrabna) i przytrafiają jej się okropne rzeczy. Potem jednak słyszałam z wielu źródeł, że nie jest aż tak źle, że nawet śmieszne. Postanowiłam sprawdzić to na własnej skórze, więc wybraliśmy się z bratem do kina (z góry przepraszam towarzyszy seansu za zachowanie podczas reklam). Nie miałam wysokich oczekiwań, ale na seansie bardzo dobrze się bawiłam i film mnie pozytywnie zaskoczył.

Czytaj dalej

ZŁA indonezyjska komedia hiphopowa: King of the Rock City

Za: production-house-jakarta.com

Za: production-house-jakarta.com

Weekend był DOBRY. Do Niegasnącego Nigdy Najwspanialszego Miasta Azji Południowowschodniej wpadła koleżanka z dawnych, szalonych i zalanych mocnym alkoholem studenckich lat. Bratnia dusza z gatunku “Ta, Z Którą Za Dużo Nas Kiedyś Łączyło”, jak ja uwolniła się z iście telenowelowej sieci zbyt gęstych relacji społecznych miasta rodzinnego, szponów zanieczyszczonego powietrza i złudnych nadziei na pracę poza korporacją, by uciec na krańce Azji. Połączenie między Chinami a Malajami było znośnie tanie, więc trzeba było mi przygotować intensywny plan kulturalny, by pokazać kto lepiej wybrał, dokąd uciekać. Drinki na 57. piętrze sky baru, elektro-jazz wiksa w wykonaniu polskich jazzmanów i amerykańskich hiphopowców czy kreska-impreska na tribal-trans party w czeluściach pewnego lokalu były świetne. Ale sami powiedzcie: indonezyjska komedia hiphopowa? Można było to odpuścić?!

Czytaj dalej

DOBRY, ale tylko dla fanów: Wywiad ze Słońcem Narodu

Za: images.latinpost.com

Za: images.latinpost.com

O najnowszej komedii z udziałem Setha Rogena i Jamesa Franco miało być głośno. Upstrzona niewybrednymi żarcikami komediowa produkcja naszpikowana gwiazdami i gwiazdeczkami, z wielką geopolityką i absurdalnie paskudną dyktaturą w tle. Cóż — było głośno, ale to co się wyprawiało wokół “Wywiadu ze Słońcem Narodu” przeszło najśmielsze oczekiwania PRowców. Najpierw reżim północnokoreański zaczął się pluć, że podejmie bezlitosne działania przeciwko producentom. Gdy w listopadzie hakerzy włamali się na serwery Sony Pictures Entertainment od razu w świat poszła plotka, że to komputerowcy na usługach Pjongjangu usiłują niedopuścić do szkalania wizerunku swojego wodza. “Terrorystyczny film” miał być powodem do zamachów terrorystycznych, w obawie wycofano go z dystrybucji, głos musiał zabrać inny wódz (prezydent Obama), film w końcu udostępniono w Internecie. Ale gdy kurz słownych i cybernetycznych utarczek opadł, okazało się, że dostaliśmy widowisko… rozczarowujące.

Czytaj dalej

Amatorzy adaptacji #2, czyli DOBRE przedstawienie, czyli “Wiele hałasu o nic” (2011)

źródło: tennantnews.blogspot

źródło: tennantnews.blogspot

W zeszłym tygodniu zaczęliśmy cykl pt. “Amatorzy adaptacji”, żeby jedno z nas miało wymówkę do obsesyjnego oglądania ekranizacji ulubionych książek. W ramach niego będziemy omawiać i porównywać kilka(naście?) adaptacji jednego dzieła literackiego.Raz na jakiś czas omawiamy jedną klasyczną (tj. korzystającą w miarę dosłownie z tekstu oryginalnej sztuki) adaptację, a później zajmiemy się modernizacjami (czyli wersjami, w których nie tylko realia, ale i język są dostosowywane do współczesnych norm).  Na pierwszy ogień idzie szekspirowska komedia “Wiele hałasu o nic”. 

To jest druga część cyklu o MAANie (WHONie?), pierwszą znajdziecie tu

źródło: guardian.co.uk

źródło: guardian.co.uk

Much Ado About Nothing

Wielka Brytania 2011

sztuka: William Szekspir, reż. Josie Rourke

wyk. Catherine Tate, David Tennant

[Uwaga zbyt ważna, żeby być na marginesie: niniejszą wersję można wypożyczyć lub nabyć online na stronie Digital Theatre!]

Ta teatralna wersja (w reżyserii Josie Rourke, której “Koriolanem” zachwycałam się w marcu) jest chyba najzabawniejszą wersją tej sztuki, jaką widziałam. Duża w tym zasługa umiejscowienia akcji na Giblartarze w latach osiemdziesiątych, z naciskiem na to ostatnie — stroje, fryzury i muzyka tamtego okresu to coś, co zawsze dodaje śmieszności. Żołnierze Don Pedra to marynarze, wokoło porozstawiane są leżaki, a każdy ma przynajmniej jedną parę okularów słoneczych, nie mówiąc o puszkach, butelkach i papierosach.

Czytaj dalej

Amatorzy adaptacji #1: Wiele hałasu o nic (1993), czyli DOBRY początek cyklu

źródło: faustineisgone.com

źródło: faustineisgone.com

Zaczynamy nowy cykl pt. “Amatorzy adaptacji”, żeby jedno z nas miało wymówkę do obsesyjnego oglądania ekranizacji ulubionych książek. W ramach niego będziemy omawiać i porównywać kilka(naście?) adaptacji jednego dzieła literackiego. W ramach niego będziemy omawiać i porównywać kilka(naście?) adaptacji jednego dzieła literackiego.Raz na jakiś czas omawiamy jedną klasyczną (tj. korzystającą w miarę dosłownie z tekstu oryginalnej sztuki) adaptację, a później zajmiemy się modernizacjami (czyli wersjami, w których nie tylko realia, ale i język są dostosowywane do współczesnych norm).  Na pierwszy ogień idzie szekspirowska komedia “Wiele hałasu o nic”. 

borg

źródło: borg.com

Much Ado About Nothing

Wielka Brytania/USA 1993

reż. i scen. Kenneth Branagh (na podstawie sztuki Williama Szekspira)

wyk. Emma Thompson, Kenneth Branagh, Kate Beckinsale, Robert Sean Leonard (i cała stała Branaghowska zgraja )

Na początek co nieco o samej sztuce. Jest to chyba obok “Snu nocy letniej” moja ulubiona komedia Szekspira, w której występuje w jedna z moich ukochanych bohaterek literackich, czyli Beatrice (w którymś ze starszych polskich tłumaczeń Beatryx, czy też Beatrycze). Jest błyskotliwa, niezależna, cięta i cudownie złośliwa (zwłaszcza wobec niejakiego Benedicka — nie Benedicta). Moim zdaniem dostają jej się najlepsze kwestie, np. Ten co ma brodę nie jest już młodzieńcem, a ten bez brody jeszcze nie mężczyzną. Gdy już nie młodzian, to mąż już nie dla mnie; gdy nie mężczyzna jeszcze, to ja nie dla niego (wybaczcie podłe tłumaczenie, nie mam polskiego przekładu pod ręką).

Czytaj dalej