Bardzo Dobry ale Bardzo Długi Film o Filmie: The Story of Film. An Odyssey

The Story of Film. An Odyssey.

Wielka Brytania, 2011

reż. Mark Cousins

Niniejsza recenzja pierwotnie została opublikowana 09/2013 na zaprzyjaźnionym portalu pulpozaur.pl w ramach tzw. występów gościnnych, praktykowanych przez Autorów tego bloga. Z niewielkimi zmianami tekst ten ukazuje się dzisiaj na naszych łamach. 

Jak pisał wybitny historyk sztuki: „Czy nam się to podoba czy nie, kino – bardziej niż jakakolwiek inna siła – ukształtowało opinie, smak, język, stroje, zachowanie, a nawet fizyczny wygląd publiczności”. Jak dodaje dalej: „Gdyby prawo zmusiło wszystkich poważnych poetów lirycznych, kompozytorów, malarzy i rzeźbiarzy do zaniechania swej działalności – uświadomiłaby to sobie niewielka część szerokiej publiczności. […] Lecz gdyby to samo stało się z kinem, konsekwencje społeczne byłby katastrofalne”.

W samym 2012 r. filmy zarobiły prawie 35 mld dolarów na całym świecie. Wiadomo, że liderem jeśli chodzi o produkcje są Indie (1325 filmów w ostatnim roku), potem Nigeria (826), brąz dla USA (520). Ogólnie trochę tego jest, jeśli do tego dodamy pozostałe kraje, w tym Polskę z radosnymi czterdziestoma produkcjami. Żaden z tych filmów – co jasne – nie powstaje w próżni, każdy z nich jest osadzony w jakiejś kulturze, tradycji, zmontowany został w konkretnym kraju, ale zarazem nawiązuje do światowej tradycji kinowej. Uniwersalność języka „ruchomych obrazków” jest niezaprzeczalna.

Źródło: Karlove Vary International Film Festival

W tym momencie rodzi się pytanie: jak w takiej sytuacji zrealizować zadanie opisania ponad 120 lat tej niezwykle popularnej sztuki? Jak się nie pogubić w gąszczu coraz to nowych produkcji? Czy da się znaleźć jakieś wzory, schematy, połączyć dzieła klasyczne z tym, co się dzieje we współczesnym kinie? I zrobić to tak, by nie powstało liczące tysiąc godzin dzieło, gubiące w natłoku informacji sedno, jakim jest próba ogarnięcia tego, co się działo z kinematografią od jej początków po dzień dzisiejszy?

Cóż – da się. Facet, który tego dokonał, nazywa się Mark Cousins. Jest północnoirlandzkim krytykiem filmowym i potrzebował dokładnie dziewięciuset minut, by tego dokonać.

Panie i Panowie, przed nami – że oddam głos samemu reżyserowi – „epicka opowieść o innowacji, poprzez dwanaście dekad historii, sześć kontynentów i tysiąc filmów” – The Story of Film. An Odyssey

Czytaj dalej

Dobry film: Oszuści

smejdi

“Šmejdi”

Czechy, 2013

reż. S. Dymakova

Parlament Europejski to super miejsce na staż! Mówię najzupełniej serio! Jadąc windą w pięć osób słyszysz sześć różnych języków, na spotkaniu za zamkniętymi drzwiami AFET (komisji do spraw zagraniczych) waży się przyszłość Ukrainy, na korytarzach spotykasz znanych i lubianych niegdysiejszych posłów zesłanych na wieczną emeryturę, czekających na powrót do wielkiej – czytaj: krajowej – polityki. Klimat Ci tam niesamowity: w tłumie sunącym przez szerokie przejścia na kluczowym – trzecim – piętrze w hektycznym wirze ludzkich ciał mijają się ze sobą MEPs (Member of European Parliament), dumni asystenci i zagubieni w całym tym zamieszniu stażysci, w zaaferowaniu szukający pokoju 17F243 sekcja A2 i gubiący przy tym wypadające z ręku papiery.

Miło tu staż robić, bo dzieje się mnóstwo rzeczy! Szczególnie popołudniami, kiedy to mają miejsce tak zwane eventy – różne i różniaste wydarzenia, w trakcie których, w mniej lub bardziej ciekawej formie, prezentowane są wszystkie możliwe zagadnienia, ważne dla Parlamentu Europejskiego. Od konferencji o wartościach odżywczych kinui, przez otwarcie wystawy dywanów z Bagdadu po różnej maści filmy, prelekcje, publiczne wystąpieniania, wizyty głów państw trzeciego świata itd. itp. Wczoraj akurat znalazłem projekcję filmową organizowaną przez czeskich socjalistów i demokratów (S&D). Koleżanki z Niemiec postanowiły się wybrać ze mną, więc połączyłem przyjemne z pożytecznym i we wtorkowe popołudnie wygodnie rozsiadłem się w arcywygodnych fotelach sali A45R13 piętro 23, sekcja G.

Na seansie było trochę sław, m. in. reżyserka, czescy MEPs oraz komisarz ds. ochrony konsumentów, Chorwat Neven Mimica.

“Šmejdi” jest dokumentem telewizyjnym. Choć wygląda jakby był nagrywany kalkulatorem, jest to produkcja, która głośnym echem odbija się obecnie u naszych południowych sąsiadów. W Czechach film wszedł do kin z kwietniem i wywołał trochę zamieszania. Swoją premierę miał w Karlovych Warach, a dosyć szybko zdołało oglądnąć go 60 tys. ludzi. O produkcji wspominały też czeskie tabloidy, film zostanie puszczony w godzinie szczytu w telewizji. Na Słowacji premiera jest zaplanowana na pierwszego października, a Dymakova ma już kalendarz zapełniony wywiadami i spotkaniami. (o szczegółach czytaj w przypisie na dole).

Reżyserka już po projekcji nie ukrywała, że nie potrzebowała wiele kasy, by zrobić “Smejdi”. Kapitałem, którego najbardziej potrzebowała był… czas. Dlatego też film przypomina niskobudżetowe produkcje dla “Uwagi” tefałenu. Ale zaznaczmy – właśnie ten nieodparty autentyzm i surowość formy doskonale koeresponduje z mroczną stroną czeskiej duszy i tym, co się tam wyprawia.

Czytaj dalej