DOBRA komedia akcji: Agentka

FOX

FOX

Pierwszy raz usłyszałam o tym filmie, jak mój brat opowiadał entuzjastycznie, że jego przyjaciel opowiadał, że tytułowa Agentka zostaje wyposażona w antidotum ukryte w tabletkach na zmiękczenie stolca. Jak zobaczyłam plakat (przesłany poniżej) pomyślałam, że to kolejna kretyńska parodia Bonda, jakiś Agent specjalnej troski czy Jaś Fasola, gdzie mamy się śmiać tym razem nie dlatego, że bohater jest głupi i dzieją mu się okropne rzeczy, tylko dlatego, że bohaterka jest gruba (a co za tym idzie — głupawa i niezgrabna) i przytrafiają jej się okropne rzeczy. Potem jednak słyszałam z wielu źródeł, że nie jest aż tak źle, że nawet śmieszne. Postanowiłam sprawdzić to na własnej skórze, więc wybraliśmy się z bratem do kina (z góry przepraszam towarzyszy seansu za zachowanie podczas reklam). Nie miałam wysokich oczekiwań, ale na seansie bardzo dobrze się bawiłam i film mnie pozytywnie zaskoczył.

Czytaj dalej

DOBRY: Pitch Perfect 2

Za: assets-s3.usmagazine.com

Za: assets-s3.usmagazine.com

Do ostatniej chwili walczyłem, żeby zmienić film. “Ej, wiem, że już wybraliście, ale może wybralibyśmy się na “Agentkę” (tyt. org. “Szpieg”, czemu nie można było PRZETŁUMACZYĆ PO BOŻEMU?)? Wiecie, Melissa McCarthy, Jude Law, Statham, szpiedzy, żarty, może w końcu dobra komedia o szpiegach…?” Nie. Film wybrany, bilety kupione, towarzysze sensu chcą musical, amen. Jedynki nie widziałem, zwiastun w stylu silnie sfeminizowanej fabularnej odpowiedzi na serial “Glee” nie zachęcał, więc postawiłem na tym piątkowym wieczorze krzyżyk… A tymczasem…

Czytaj dalej

DOBRY, oj DOBRY film: Grand Budapest Hotel

[iheartthetalkies.com] | Wielki Budapeszt. Wielka Obsada.

[iheartthetalkies.com] | Wielki Budapeszt. Wielka Obsada.

The Grand Budapest Hotel

USA, Niemcy 2014

reż. Wes Anderson

scen. Wes Anderson, Hugo Guiness, zainspirowane twórczością Stefana Zweiga

wyk. Ralph Fiennes, Toni Revolori, Hilda Swinton i stała andersonowska zgraja

Dziś rano kończyłam moją pierwszą kawę — nie w kuchni  w piżamie z sasquachem, lecz kinie  w jeansach oraz bluzie z liskiem (na cześć twórczości reżysera). Już od pierwszych kadrów wiedziałam, że będę się dobrze bawić.

[sociaunt.com]

[sociaunt.com]

Ci, co mieli już do czynienia z twórczością Andersona, wiedzą, czego się spodziewać: pięknych, charakterystycznie skomponowanych kadrów, dziwacznego humoru, nostalgii,  zaskakująco krwawych elementów, tysiąca  niezwykle dopracowanych szczegółów, motocykli, tych samych aktorów, przykrótkich spodni. Tutaj dodatkowo mamy świetnie uknutą, zaszkatułkowaną fabułę (zaczyna się od – powiedzmy – teraz, skacze przez lata osiemdziesiąte, sześćdziesiąte, aż do trzydziestych dwudziestego wieku) oraz Zubrowkę, fikcyjne wschodnioeuropejskie państwo wchodzące niegdyś w skład Imperium [austro-węgierskiego]. Jak mogło mi się to nie podobać? W końcu takie fikcyjne ale znajome państwo występuje zarówno w jednym z moich ulubionych filmów (Starsza pani znika), jak i w ukochanej książce mojego dzieciństwa („Wiatr z księżyca” Eric Linklater, tłum. Andrzej Nowicki, bardzo, bardzo polecam).

Czytaj dalej

ZŁY film: Koneser

La migliore offerta/The best offer

Włochy 2013

reż. i scen. Giuseppe Tornatore

Geoffrey Rush, Jim Sturgess, Sylvia Hoeks , Donald Sutherland

Włoski film po angielsku. Najciekawsze w tym jest to, że akcja dzieje się w nieokreślonym świecie pełnym pięknych antyków. Film kręcono m.in. w Rzymie, we Wiedniu*,  w Mediolanie, w Trieście, w Parmie i w Pradze, i tylko Praga “grała siebie”. Reszta  grała jedno, anglojęzyczne, składające sięz samych zabytków i muzeów miasto. Willa głównej bohaterki była niepodważalnie włoska, koneser-licytator oglądał widok z klubu czy z biura na bazylikę Świętego Piotra, dookoła jeździły auta na wiedeńskich tablicach, warsztat Strugessa mieścił się w typowo północnowłoskich podcieniach. A wszędzie, nawet w Pradze-Pradze mówili z pięknym brytyjskim akcentem, nawet Rush (Australijczyk) i mająca w filmie angielski paszport bohaterka grana przez Holenderkę. Ludzie znający te miasta (i rozpoznający tablice rejestracyjne) mogą być nieźle zdezorientowani, ale uważam ten dziwny anglojęzyczny świat zabytków za ciekawy pomysł reżysera. Takie omamienie było chyba celowe**.

Czytaj dalej

ZŁY FILM: Panaceum

“Smell the fart acting” albo dotarło do niego w jakiej szmirze gra

“Side Effects”

USA 2013

reż. Steven Soderbergh

wyk. Jude Law, Rooney Mara

Mogliśmy iść na polski film o transwestycie którego dziadek ma mroczny sekret, lecz coś nas podkusiło zaryzykować przedostatni film Soderbergha. Prawda, “Magic Mike” był głupotą silącą się na głębię, ale seria “Oceans 11” to miła rozrywka.  Z tego pierwszego została głupota siląca się na głębię i Channing Tatum, z tego ostatniego Catherine Zeta-Jones i konstrukcja (zagmatwana fabuła, pozory mylą, retrospekcje, pod koniec wszystko się wyjaśnia, zwroty akcji…), która była ciekawa w jego komediach sprzed parunastu lat, lecz teraz jest przewidywalna i nudna.

Podczas seansu (na którym, w przeciwieństwie do kilku osób, dotrwaliśmy do końca) co jakiś czas z ust jednego z nas wydobywały się przytłumiane komentarze w stylu “Po co?”, “Co to ma być?”, “To się nie trzyma kupy!”. To ostatnie najlepiej podsumowywuje film, zaczynając od tłumaczenia tytułu: co ma — zwłaszcza w kontekście całego filmu — panaceum do środków ubocznych? Co komu szkodziło napisać “efekty uboczne”? Przynajmniej coś by się tej kupy trzymało. Cały film jest mocno naciągany, z pistoletów Czechowa można wyposażyć arsenał, tragiczna scena (SPOILER)(SPOILERUJE)(SPOILERA) bo (SPOILER)* wywołała atak głośnego śmiechu u Współautora, a tłumiony chichot u niżej podpisanej. Dlaczego taka rozlazłość? Przecież reżyser ten ma na swym koncie dobre filmy! To wcale nie musiało być złe…

Obsada niezła, choć ja nie mogę zrozumieć jak to się stało, że Channing Tatum uchodzi ostatnio za superprzystojniaka. Jednak w tym filmie grają, jakby uczył ich Joey Tribbiani; zwłaszcza jeśli chodzi o ciągłe miny “smell the fart acting” — kto oglądał “Przyjaciół” to wie o co mi chodzi. Catherine Zeta jest koszmarna i to nie tylko wina okularów. Na Jude’a Law zawsze można popatrzeć, ale tu cały czas rozterki nim szarpią, tyleż mąk przeżywa, że nie warto dla niego iść na ten film, lepiej puścić “The Holiday” i oglądać jak jest panem serwetką. Jeśli ktoś jest fanem klaty Channinga, niech sobie puści Magic Mike’a, tylko bez fonii.  Jeśliby miało się pójść do kina ze względu na wdzięki Rooney Mara to lepiej puścić sobie … inny jej film.

Rybka

P.S. Jak wracałam z kina, spotkałam kolegę, któremu odradziłam pójście na ten film. Twierdząc, że mnie posłucha i nie boi się spoilerów, poprosił mnie o streszczenie. Jak to uczyniłam o mało nie spadł z roweru, a światło jego czołówki o mało mnie nie oślepiło.

*Pod spoilery można podłożyć wiele, bo sytuacja powtarzała się.