Dobry film z Pruszkowem: X-men. Apocalypse

static1.squarespace.comBez bicia się przyznaję, że to sumienne oglądanie kolejnych odcinków kreskówki o X-Menach na kanale Fox Kids w latach młodzieńczych umożliwiło mi w miarę ogarnięcie się w ostatnich przygodach podopiecznych profesora Xaviera. Ostatnie 16 lat mojego życia, w trakcie których ukazało się siedem filmów z tego świata (wliczając tegoroczne widowisko), upłynęło pod znakiem jednak trochę innych tytułów. Niemniej przez wcześniejsze szkolenie ze świata X-menów uważam, że filmowi zarówno humorystycznie daleko do oryginalności „Deadpoola” jak i dobra kreskówki. Nie brak mankamentów, które nie wiem, na ile przysłaniają tę solidną dawkę rozrywkowego kina z gatunku płaszcza i szpady z adamantium.

Czytaj dalej

Nie-ZŁY, acz za długi film: JOY

joy_film_still-xlarge.jpg

za: telegraph.co.uk | Każdy marzy, by nową dziewczyną zgryźliwego ojca została zamożna włoska wdowa (i to Isabella Rossellini)

Niedawno ogłoszono nominacje do Złotych Globów, w których Joy została nominowana w kategorii „najlepsza komedia lub musical” (a Jennifer Lawrence za najlepszą główną rolę żeńską w „komedii lub musicalu”). Po obejrzeniu nie dziwię się nominacji, zdziwiła mnie natomiast kategoria. Oczywiście, jest tu trochę humoru, jednak sam film był raczej bardzo dramatyczny, mimo przyprawiającego o mdłości (z różnych powodów) cukierkowego zakończenia dość przygnębiający. Chwilami był też irytujący, jak spoty sprzedaży telewizyjnej, dzięki którym bohaterka zbiła (w końcu) fortunę.

Czytaj dalej

Znowu oceniamy filmy po zwiastunie, czyli Współautorka wróży co nas czeka w 2016

2A8E891900000578-0-image-m-9_1436974125435

Nowy Rok! Po co myśleć o dość DOBRYM roku poprzednim, skoro czekają nas nowe filmy (nawet, jeśli z 2015). Jak co roku oceniamy co nas czeka w przyszłym roku po zwiastunach (lub nawet samych tytułach!). 

Styczeń:

Joy (8.01)

reż. i scen. David O Russel

wyk. Jennifer Lawrence, Bradley Cooper, Robert de Niro

O czym? [opis z Filmwebu]: Joy Mangano jest samotną matką z Long Island, która wynajduje mopa i staje się milionerką.

Werdykt: DOBRY

Dlaczego: Widzieliśmy już dwa filmy tego reżysera z praktycznie tą samą obsadą, Poradnik poztywnego myślenia, który był w sumie DOBRY oraz American Hustle, który Współautorowi się bardzo podobał, a mnie trochę znudził. Biedny de Niro zasługuje ostatnio na zagranie w DOBRYM filmie, tak samo jak nieszczęsny Cooper. Podejrzewam, że będzie to ciut pretensjonalny, lecz w sumie DOBRY film, idealny na zimowe wygrzewanie się w kinie.

Luty:

Brooklyn (19.02)

reż. John Crowley, scen. Nick Hornby (powieść: Colm Tóibín)

wyk. Saoirse Ronan, Domhnall Gleeson, Emory Cohen

O czym? Lata pięćdziesiąte dwudziestego wieku. Eilis Lacey, młoda Irlandka, musi wybrać pomiędzy życiem w rodzinnej wiosce a życiem „na Brooklynie”. Ale tak naprawdę, to nie ma żadnego wyboru.

Werdykt: ZŁA adaptacja DOBREJ książki.

Dlaczego: Książka jest DOBRA, acz przygnębiająca, jak cholera. Jest to powieść o tęsknocie, smutku i braku kontroli nad własnym losem: Eilis tak naprawdę nie ma wyboru, o wszystkim w jej życiu decydują inni. Jak w końcu musi podjąć jakąś decyzje, to stoi przed dwoma równie trudnymi i tragicznymi w skutkach konsekwencjami decyzji, które podjęli inni. Nie jestem sobie w stanie wyobrazić, jak można dobrze zekranizować powieść, której siła i „dobroć” polega na życiu wewnętrznym bohaterki. Film wygląda, jak ckliwy melodramat nostalgizujący lata pięćdziesiąte, idealizujący „trójkąt” miłosny, „wybór” między dwoma burakami, który w książce stanowi wątek bardzo poboczny.

Czytaj dalej

Noworoczne wróżenie ze zwiastunów (selekcja Współautora)

Za: empireonline.com

Za: empireonline.com

Jeśli prowadzenie bloga filmowego, którego tytuł sugeruje daleko posunięty redukcjonizm, poprzez sprowadzanie ocen filmów do opatrzenia ich jedną z dwóch metek (DOBRY/ZŁY), nie jest wystarczającym przejawem naszej arogancji, to klasyfikowanie filmów jedynie po ich zwiastunie dopełnia chyba czarę naszej blogerskiej bezczelności. Traktujemy to oczywiście z przymrużeniem oka, chcąc po prostu z długich list najbardziej oczekiwanych premier tego roku wybrać te, które szczególnie wzbudzają nasze zainteresowanie.

Po prognozach Współautorki, pora zatem na moje zestawienie. Pozwalam sobie jednak na wspomnienie o paru filmach, do których nie ma jeszcze zwiastunów, ale dotychczasowe informacje pozwalają ostrożnie ocenić co nas czeka. Tym bardziej, że czeka nas nowy Bond!

Jako że nie pierwszy raz bawimy się w ocenianie po zwiastunach, postanowiłem nieco ułatwić pracę naszym licznym fanom. Swój zeszłoroczny post z prognozami na 2014 r. opatrzyłem linkami do recezji filmów. Oczywiście, nie wszystko się udało zobaczyć; po seansie „Pod Mocnym Aniołem” (DOBRY) byłem tak psychicznie skacowany, że nic nie napisałem; „Interstellar” obszernie opisał Artur z pulpozaura.pl, „LEGO: Przygoda” był rozczarowaniem, ale poza tym było dosyć trafnie. Jak będzie tym razem?

Czytaj dalej

ZŁY film: Igrzyska śmierci. Kosogłos. Część I

Za: hdwallpapers.in

Za: hdwallpapers.in

The Hunger Games: Mockingjay Part 1

USA, 2014

reż. Francis Lawrence, scen. Danny Strong, Peter Craig

wyk. Jennifer Lawrence, Josh Hutcherson, Philip Seymour Hoffman

Znalazłem w Internecie recenzję, która — jak mi się wydawało — w sumie dosyć trafnie podsumowuje najnowszą część „Igrzysk Śmierci”. Przypomnijmy, „Kosogłos” jest pierwszą częścią trzeciej części trylogii opartej na bestsellerowej powieści dla młodzieży autorstwa Suzanne Collins. Na portalu foch.pl możemy przeczytać m. in. tak (podkreślenia moje):

Znowu premiera, z okazji której cały świat wstrzymał oddech? Co tym razem? Ach, kolejna część „Igrzysk śmierci”. Która to już, piętnasta? I co za tłumaczenie, przecież wszyscy wiedzą, że oryginał nazywa się „Igrzyska Głodu”, nie można było tak zostawić? I kto by tam sięgał po książkę, przecież została już prawie całkowicie zekranizowana!

Czytaj dalej

Nudny i Zły Film: Igrzyska Śmierci. W pierścieniu Ognia.

Źródło: mashable.com

Źródło: mashable.com

The Hunger Games: Catching Fire

USA, 2013

reż. Francis Lawrence

scen. Simon Beaufoy, Michael Arndt

wyk. Jennifer Lawrence, Josh Hutcherson, Liam Hemsworth

No i udało im się. Złapałem się w pułapkę zastawioną przez tłumaczy, czego bardzo nie lubię. W ogóle nie lubię wpadać w pułapki, ale te związane z tytułem filmu są szczególnie irytujące, bo to tytuł jest zawsze pierwszym wskaźnikiem tego, czy coś jest warte zobaczenia. Zestawcie sobie „Zabójcze ryjówki” z – powiedzmy – „Metro Manila”. Czujecie na wstępie, na co warto wydać kasę by się ukulturalnić, prawda?

Zobaczyłem angielski tytuł „Hunger Games”, więc licząc na wysoki poziom realizmu filmu, zakupiłem sobie przed seansem jakąś drożdżówkę (co w Malezji graniczy prawie z cudem) i sok z ananasa. Niestety, trzeba mi było zobaczyć polski tytuł („Igrzyska Śmierci”) i – o dziwo – posłuchać kreatywnych polskich speców od tłumaczeń. Nastawiłbym się wtedy na nieco inne zagrożenie i zamiast prowiantu, wziałbym poduszkę. Zamiast cierpieć głód i przerażenie, przyszło mi bowiem rzeczywiście umierać. Niestety, w ten najgorszy z możliwych sposobów – z nudów.

Czytaj dalej

Poradnik pozytywnego myślenia – w sumie DOBRY film

Koleś biega cały czas w worku nałożonym na dres a film wygrywa CDGA za najlepsze kostiumy do filmu współczesnego?

„Silver Linings Playbook”

USA, 2012

reż. David O. Russel

Bradley Cooper, Jennifer Lawrence, Robert De Niro*

Ten film jest w sumie dobry. Nie jest to arcydzieło godne ośmiu nominacji do Oskara, ale jest  bardziej dobry niż zły. Ładne zdjęcia, dobre dialogi, dobre aktorstwo — może to kiedyś obejrzę drugi raz, jeśli akurat będzie w telewizji (tylko czy to będzie Zakochana Jedynka, czy Superkino?).  Mimo, że jest tu i przemoc (acz w odległym tle) i choroba psychiczna (choć pod tym względem według mnie Lars lepszy), film ogląda się raczej przyjemnie.

W ogóle „Poradnik… ” jest bardzo amerykański: podfiladelfijska (chodzi o miasto, nie serek) suburbia, i football amerykański, i obstawianie, i jogging, i choroba dwubiegunowa (podobno jedno z najczęstrzych zaburzeń psychicznych diagnozowanych w USA), i rodzina, i nielegalne zakłady, i przekąseczki (kto widział wie o co chodzi). No, i oczywiście, taniec.

Film raz jest dramatem, raz komedią — a te przeskoki są w miarę dobrze zgrane. Myślimy, że oglądamy komedię, a tu BAM przestajemy się śmiać i nam trochę tak smutno się robi. Pod koniec film zaczyna przypominać klasyczną amerykańską screwball comedy: troszkę zbyt wydumane, ale komu to przeszkadza, bo ma to dużo uroku**.

Rybka

* Robert De Niro, nie Al Pacino! Już kilku osobom powiedziałam, że ojcem Coopera w tym filmie jest Al Pacino. Zawsze Ci dwaj mi się mylą, to przez Scorsese.

** Skoro już jesteśmy przy screwball comedy, to obejrzyjcie koniecznie „Filadelfijską Opowieść” (też Filadelfia!), uroczą komedię z Carym Grantem i Katharine Hepburn.