DOBRY film: Przyjaźń czy kochanie?

love-and-friendship-sevigny-beckinsale

Rzadko nadarza mi się okazja, by zobaczyć adaptację ulubionej książki. Bzdura. Skreślić. Kiedy uwielbia się książki Jane Austen, okazja nadarza się często. Jednak rzadko ma się możliwość, by obejrzeć adaptację jej nieadaptowanego dzieła –  sześć dokończonych powieści  autorki zostało sfilmowanych na wszelkie możliwe sposoby. Teraz na szczęście Amerykanin Whit Stillman zabrał się za napisaną przez dziewiętnastoletnią autorkę powiastkę epistolarną, Lady Susan i z jakiegoś powodu postanowił dać jej tytuł innego spośród jej juweniliów. Dzięki temu teraz historia kina wzbogaciła się o jedną z najrozkoszniej paskudnych bohaterek literatury angielskiej, zamieszkującą dotychczas wyłącznie jedno z cudownie najzłośliwszych dzieł Austen. Lady Susan to takie Niebiezpieczne Związki, tyle że napisane przez błyskotliwie złośliwą nastoletnią Jane. 

Czytaj dalej

Znowu oceniamy filmy po zwiastunie, czyli Współautorka wróży co nas czeka w 2016

2A8E891900000578-0-image-m-9_1436974125435

Nowy Rok! Po co myśleć o dość DOBRYM roku poprzednim, skoro czekają nas nowe filmy (nawet, jeśli z 2015). Jak co roku oceniamy co nas czeka w przyszłym roku po zwiastunach (lub nawet samych tytułach!). 

Styczeń:

Joy (8.01)

reż. i scen. David O Russel

wyk. Jennifer Lawrence, Bradley Cooper, Robert de Niro

O czym? [opis z Filmwebu]: Joy Mangano jest samotną matką z Long Island, która wynajduje mopa i staje się milionerką.

Werdykt: DOBRY

Dlaczego: Widzieliśmy już dwa filmy tego reżysera z praktycznie tą samą obsadą, Poradnik poztywnego myślenia, który był w sumie DOBRY oraz American Hustle, który Współautorowi się bardzo podobał, a mnie trochę znudził. Biedny de Niro zasługuje ostatnio na zagranie w DOBRYM filmie, tak samo jak nieszczęsny Cooper. Podejrzewam, że będzie to ciut pretensjonalny, lecz w sumie DOBRY film, idealny na zimowe wygrzewanie się w kinie.

Luty:

Brooklyn (19.02)

reż. John Crowley, scen. Nick Hornby (powieść: Colm Tóibín)

wyk. Saoirse Ronan, Domhnall Gleeson, Emory Cohen

O czym? Lata pięćdziesiąte dwudziestego wieku. Eilis Lacey, młoda Irlandka, musi wybrać pomiędzy życiem w rodzinnej wiosce a życiem „na Brooklynie”. Ale tak naprawdę, to nie ma żadnego wyboru.

Werdykt: ZŁA adaptacja DOBREJ książki.

Dlaczego: Książka jest DOBRA, acz przygnębiająca, jak cholera. Jest to powieść o tęsknocie, smutku i braku kontroli nad własnym losem: Eilis tak naprawdę nie ma wyboru, o wszystkim w jej życiu decydują inni. Jak w końcu musi podjąć jakąś decyzje, to stoi przed dwoma równie trudnymi i tragicznymi w skutkach konsekwencjami decyzji, które podjęli inni. Nie jestem sobie w stanie wyobrazić, jak można dobrze zekranizować powieść, której siła i „dobroć” polega na życiu wewnętrznym bohaterki. Film wygląda, jak ckliwy melodramat nostalgizujący lata pięćdziesiąte, idealizujący „trójkąt” miłosny, „wybór” między dwoma burakami, który w książce stanowi wątek bardzo poboczny.

Czytaj dalej

Emma zmodernizowana: o adaptacjach DOBREJ powieści, cz. 2 (Festiwal 200 lat Emmy)

as-if

Rok 2015 to ważny rok dla fanów twórczości Jane Austen: parę dni temu obchodziliśmy 240. rocznicę jej urodzin, która pięknie zbiegła się z 200. rocznicą wydania „Emmy”. Z tej okazji Tarnina z bloga „Czytam to i owo…” zorganizowała blogowy festiwal. Tu znajdziecie wciąż aktualizowaną listę blogów i wpisów festiwalowych. Parę dni temu pisałam o „klasycznych” adaptacjach tej powieści, dziś powymądrzam się na temat modernizacji.

Po pierwsze: co to jest ta modernizacja? To przeniesienie akcji danej powieści do czasów współczesnych (lub przynajmniej późniejszych, niż w oryginale). Oczywiście modernizacje mogą być nie tylko filmowe, ale i książkowe (weźmy na przykład choćby „The Jane Austen Project” czy „The Shakespeare Project”, w których znani pisarze zostali poproszeni o uwspółcześnie klasyków literatury brytyjskiej), jednak na potrzeby tego artykułu (i tematyki tegoż bloga) przyglądam się wyłącznie modernizacjom – ekranizacjom.

Czytaj dalej

DOBRY film ze ŚWIETNĄ obsadą: Odrobina Chaosu

nypost.com

nypost.com | Po dwudziestu latach (!) Rickman i Winslet znowu razem w filmie, choć nie tak DOBRYM, jak poprzednio.

Podejrzewam, że każdy z nas ma takich twórców, których nazwiska działają, jak magnes: gdy  tylko usłyszymy, że gdzieś grają/coś piszą/coś reżyserują, to od razu musimy po to sięgnąć. W przypadku Odrobiny chaosu to przyciąganie działało na mnie podwójnie — magnesami byli Rickman i Winslet, którzy grali razem w jednym z moich ulubionych filmów (dlaczego jeszcze nie pisałam o Rozważnej i romantycznej?). Jak rzuciłam okiem na listę płac zobaczyłam, że liczna (wręcz za liczna, o czym za chwilę) obsada jest pełna świetnych nazwisk. Czekałam cierpliwie, aż to drugie reżyserskie dzieło wejdzie do naszych kin. Niestety, nie doczekałam się, ale przypadkiem odkryłam, że można wyszło u nas prosto na DVD. I dobrze! Ten film nie nadaje się do oglądania w kinie. Dlaczego? Czytajcie dalej, to się dowiecie. 

Czytaj dalej

DOBRY film: Zapętleni

źródło:northernheckler.files

źródło:northernheckler.files| Ja też mam czasem taką minę, zwłaszcza jak o 8:03 dzwoni do mnie ktoś chcący mi sprzedać odtruwające organizm wkładki do butów.

In the Loop

Wielka Brytania 2009

reż. Armando Iannucci, scen. Idem, Jesse Armstrong, Simon Blackwell, Tony Roche

wyk. Peter Capaldi, Tom Hollander, James Gandolfini, Anna Chlumski, Chris Addison

(Tak, Zapętleni. Nie mylić z disneyowskimi Zaplątanymi, też DOBRY film, ale trochę co innego)

Strasznie nie lubię niepotrzebnych przekleństw w filmach. W In the Loop jest mnóstwo słów uznanych powszechnie za dość niegrzeczne. Żadne nie jest nie na miejscu. To dlatego, że klnącym — i to ze szkockim akcentem — jest grany przez Petera Capaldiego Malcolm Tucker, czyli wzbudzający przerażenie w współpracownikach, a zachwyt w widzach spin doctor z DOBREGO serialu BBC The Thick of It (brytyjskiego pierwowzoru HBOwskiego VEEP).

Czytaj dalej

DOBRY film: Austenland

źródło: atthecinema

źródło: atthecinema.com

Austenland

USA, Wielka Brytania 2013

reż. Jerusha Hess, scen. Jerusha Hess i Shannon Hale (na podstawie książki tej ostatniej)

wyk. Keri Russell, JJ Feild, Jennifer Coolidge, Jane Seymour

Czytelnicy czytający tego bloga półregularnie mogli się już zorientować, że bardzo lubię książki (i adaptacje) Jane Austen. Ci z pośród nich, co znają mnie osobiście, a co gorsza są ze mną spokrewnieni, tym bardziej. Jak podczas „Tygodnia w kostiumie” na zaprzyjaźnionym blogu Pulpozaur Joanna Kucharska wspomniała o filmie Austenland, wiedziałam, że muszę to zobaczyć. Zwłaszcza, że dawno, dawno temu (chyba zamiast się uczyć do matury…) przeczytałam książkę, na której opiera się reżyserski debiut Jerushy Hess. W skrócie: fanka prozy Jane Austen jak i — przede wszystkim — adaptacji BBC z Colinem Firthem wydaje wszystkie oszczędności, by spędzić kilka tygodni w ośrodku, który ma do złudzenia przypominać świat z czasów Autorki. To mogło być ZŁE, a wyszedł uroczy eskapistyczny (pozornie)anty-eskapistyczny film.

Czytaj dalej

DOBRE i ZŁE adaptacje: Tydzień kostiumów na Pulpozaurze

Sense-and-Sensibility-1995-sense-and-sensibility-5222108-1024-576

 

Hej! Dziś niestandardowo. Odsyłam na zaprzyjaźnionego Pulpozaura, gdzie dziś zaczął się Tydzień z kostiumem. A tam mój artykuł na temat adaptacji powieści Jane Austen — i tych DOBRYCH i tych ZŁYCH.

http://pulpozaur.pl/2013/09/16/klub-adaptacji-jane-austen/

Zapraszam, i obczajcie całego Pulpozaura.

Rybka

Pulpozaur.pl

DOBRY film: Perswazje

Persuasion

Wielka Brytania, USA, Francja 1995

reż. Roger Michell, scen. Nick Dear (na podstawie powieści Jane Austen)

wyk. Amanda Root, Ciarán Hinds, Sophie Thompson, Corin Redgrave

„Nie grał pan przypadkiem w Harrym Potterze?”

Jest prawdą powszechnie znaną, że każdy szanujący się brytyjski aktor spełnił przynajmniej jeden z poniższych warunków:

  1. zagrać w filmie z Maggie Smith.
  2. zagrać w adaptacji Jane Austen.
  3. Zagrać w Harrym Potterze lub w Doctorze Who.

Braków w trzecim na razie nie da się nadrobić (choćpewnie za paręnaście lat będzie nowa adaptacja…), z pierwszym trzeba się spieszyć (choć Maggie Smith jest wieczna*), za to zwykle co dwa laty wychodzi jakaś adaptacja Jane Austen lub przynajmniej film biograficzny inspirowany jej życiem.

W „Perswazjach” z 1995 roku**  nie ma Maggie Smith, a z aktorów HP’owskich gra „tylko” brat Dumbledora, Miranda Hopkirk i ciotka Petunia (dla porównania: w „Rozważnej i Romantycznej” mamy z dziewięciu potterowców i dr. House’a). Jest to jednak jedna z lepszych adaptacji*** powieści Jane Austen i po prostu DOBRY film.  Twórcy nie próbują na siłę „zbrontezować” powieści. Nie ma stania na klifie o zachodzie słońca, tylko subtelny romantyzm i ironiczne pokazanie ludzkich wad. Nie ma sztywnych kostiumów i niewygodnych fryzur, aktorzy wyglądają, jakby założyli coś wygodnego. Jak wracają z długiego spaceru są brudni, jak tańczą, to niekoniecznie zgrabnie. Wszyscy grali bez makijażu. Ulice Bath są brudne, nad morzem prawie że śmierdzi rybami. Przy jedzeniu ludzie mlaskają, a na stole bywa bałagan.

Mimo subtelnych komicznych smaczków książka pisana prawie na łożu śmierci, jest najbardziej melancholijnym dziełem Austen, film tak samo. Śmieszy przeglądający się w każdym sztućcu pompatyczny ojciec głównej bohaterki (Corin Redgrave), śmieszy jej siostra-hipochondryczka (Sophie Thompson), która opowiada jak to fatalnie z nią jest zażerając się pasztetem. Jednak melancholia głównej bohaterki — jak również jej stopniowa przemiana — jest świetnie oddana poprzez mistrzowskie dopasowanie muzyki (głównie preludia Chopina i Bach). Świetna równowaga pomięddzy tym, co śmieszne, i tym, co smutne. Film pokazuje dystans Austen do sentymentalizmu i romantyzmu. No i zdaje test Bechdel! I porusza wątki feministyczne (decydowanie o sobie, dominacja mężczyzn w literaturze). No i ten list…

Oczywiście, zawsze polecam przeczytanie książki (zwłaszcza w oryginale — tłumaczenia Jane Austen na polski są nienajlepsze). Jednak film jest świetnym jej uzupełnieniem — a może zachęci kogoś do przeczytania oryginału?

Rybka

*Co ciekawe, sama MS nie zagrała jeszcze w żadnej adaptacji Jane Austen, choć grała w dość okropnej (i nadmiernie sentymentalizującej autorkę, która zawsze stawała po stronie zdrowego rozsądku i nierzadko gorzkiej ironii) „Zakochanej Jane”. Na wyrzekanie na ten film jeszcze przyjdzie czas.

**Nie mylić z koszmarną wersją z 2007 roku, w której zamiast najpiękniejszego listu miłosnego w historii literatury mamy maraton kalek po Bath i najobrzydliwszy pocałunek w historii brytyjskiej telewizji.

***Puryści przeyczepiliby się może tylko do tego, że „zły” bohater nie jest w filmie tak podły jak w książce.

Moim marzeniem jest, by kiedyś wszyscy znani mi faceci założyli coś takiego.