DOBRY „Laggies” i ZŁY „1 Night”: czyli dwa filmy o wspominaniu balu maturalnego

laggies-0226.jpg

Twórcom „Laggies” udało się przedstawić nastolatki, które wyglądają i zachowują się na swój wiek, a nie są przy tym niezwykle irytujące

W filmach amerykańskich strasznie dużo dzieje się na balu maturalnym. Albo ktoś wyznaje ci miłość, albo łamie serce. Niekiedy ktoś zaczyna rodzić, można zostać oblanym wiadrem świńskiej krwi;  zdarza się, że na scenie podskakuje twój przyszły syn grając muzykę z przyszłości. Czasem imprezę przerywa nawet atak zombie. Jeśli dorośli już bohaterowie wspominają go, to tylko skrajnie: albo był to najlepszy dzień w ich życiu, albo najgorszy. Ja studniówkę wspominam bardzo dobrze, choć na szczęście byłam i na lepszych imprezach. Nie prześladuje mnie żadne mroczne wspomnienie — jestem nawet zadowolona z tego, jak wyglądałam, może tylko jednak upięłabym włosy, żeby podczas cha-chy się nie zaplątać lokami w guzik od mankietu kolegi. Znacznie więcej dramy było na komersie na koniec gimnazjum, podczas którego jakaś zupełnie nieznana mi dziewczyna  niespodziewanie mnie spoliczkowała. Nawet to jednak nie popsuło mi zabawy i koniec końców uważam wieczór za dość udany. 

Tak się złożyło, że niedawno oglądałam dwa filmy, w których jakimś punktem wyjścia jest właśnie bal maturalny czy jego wspomnienie. „Laggies „(a.k.a. Życie nie gryzie) okazał się niespodziewanie DOBRY, „1 Night” natomiast zaskakująco ZŁY.

Czytaj dalej

Socjalistyczny Zombie Mord czyli czeski wieczorek filmowy. Cz. I:”King Fury” i indyjska horror-komedia o zombie

Za: wtfbabe-files-wordpress-com

Za: wtfbabe-files-wordpress-com

Kiedy spotkałem V. okazało się, że na tej planecie jest więcej osób, które widziały takie zwyrodnialcze cuda kinematografii  jak japońską wersję człowieka z żelaza, czyli cyberpunkowy odlot „Tetsuo” z 1988 r. z jedną z najdziwniejszych scen seksu w historii kina (w końcu nieczęsto penis protagonisty zamienia się w dłuto wiertnicze), czy najkrwawszy film w historii kina, jakim jest  „Martwica Mózgu” Petera Jacksona (OK, to drugie jest bardziej mainstreamowe niż mi się wydawało;). Zorganizowanie wieczorku filmowego było kwestią czasu…

Czytaj dalej

Dobry, krypny film na Halloween: Lista Płatnych Zleceń

Za: wonderfulcinemaposters.files.wordpress.com

Za: wonderfulcinemaposters.files.wordpress.com

Jak grzyby po deszczu popojawiały się listy najlepszych filmów na Halloween. Można nadrobić zaległości i sięgnąć po klasyki, albo pokopać głębiej, na przykład poczesać naszego blogaska (gdzie są recenzje niezależnego „Coś za mną chodzi” czy gimbazowo-skajpowego „Cybernatural”), albo bardziej specjalistyczne blogi jak Filmy, Które Ryją Banię Zbyt Mocno czy „mentalne ochujenie” (jak można swobodnie przetłumaczyć tytuł tego bloga). Filmów dziwnych jest wiele, swobodnie można poszukać tych mocno poruszających nasze poczucie dobrego smaku (o recenzję „Serbskiego Filmu” postaram się niedługo). Na ten rok proponuję jednak produkcję, po której mój rodziciel oświadczył, że to ostatni raz gdy wybieram film na rodzinny wieczór, ja zaś miałem kłopoty z zaśnięciem.

Czytaj dalej

ZŁY film w DOBRYM kinie. Crimson Peak: Wzgórze Krwi

Za: nerdist.com

Za: nerdist.com

Trzecia podróż do Bangkoku musiała doprowadzić do nadrobienia katastrofalnej zaległości, jaką było nie pójście jeszcze do kina w Tajlandii. Z trzech kin niezależnych najbliżej była nowo wyremontowana Scalia, w której nie było za bardzo wyboru, jeśli chodzi o seans — cóż, uroki jednej sali kinowej. Padło na „Wzgórze krwi”, baśniowy horror od Guillermo del Toro (świetny „Labirynt Fauna”) z Tomem Hiddlestonem (prawie równie krwawy „Koriolan„, wdzięczny Loki z „Thora”) i Mią Wasikowską („Stoker”), który nie był ani tak głęboki jak horror Meksykańczyka z hiszpańską wojną domową w tle, ani tak krypny jak dramat rodzinny ze „Stokera”.

Czytaj dalej

DOBRY niezależny horror: Coś za mną chodzi

Babcia?? Za: 4.bp.blogspot.com

Babcia?? Za: 4.bp.blogspot.com

Jak usłyszałem w dużym skrócie o co chodzi, to nie wiedziałem, czy się śmiać czy płakać: na młodych ludziach ciąży klątwa, której pozbyć się można uprawiając seks z inną osobą. Idealny przepis na pikantną produkcję o erotycznym dominie, z domieszką kina grozy i aż się proszący o mniej lub bardziej moralizatorski przekaz, okazał się być zaskakująco świetnym przykładem niezależnego kina grozy. Sprawnie unikającego popadania w śmieszność i banału konwencji, choć nie stroniące od klasycznych rozwiązań tego typu kina. I co najważniejsze — napędzającego porządnego stracha. Aż dziw bierze, że reżyser do tej pory ma na koncie jedną fabułę — „Legendarne Amerykańskie pidżama party”.

Czytaj dalej

Dobry film: Cybernatural

JAK TO NIEPOPRAWNE HASŁO DO USOSA?! Za: cdn.bloody-disgusting.com

„JAK TO NIEPOPRAWNE HASŁO DO USOSA?!?!” Za: cdn.bloody-disgusting.com

W oryginale ten oryginaly horror nosi tytuł „Unfriended” (USA), chociaż funkcjonuje też jako „Cybernatural” (w Kanadzie). Szkoda, bo w „Odkolegowieniu”, które — jak słychać — ciężko przetłumaczyć na polski, ukryta jest ciekawa gra słów, odsyłająca zarówno do opcji na facebooku „Usuń z grona znajomych” jak i samego procesu zrywania znajomości w realu. Bo film ma ambicje, a co! W tym social-media horrorze, intensywnie promowanym przez niegdyś muzyczną stację MTV, najbardziej podoba się dosyć nowatorska forma. I choć można się zrzymać na fabułę, to moje wrażenia są zdecydowanie powyżej umiarkowanego zachwytu WSZYSTKICH.

Czytaj dalej

Dwa horrory (jeden DOBRY, drugi ZŁY) o nawiedzonej lalce: Obecność i Annabelle

Za: yallknowwhat.com

Za: yallknowwhat.com

Jak zwykle na imprezie zeszła rozmowa na filmy. Jedna z koleżanek odparała, że „Conjuring” („Obecność”) był jednym z najbardziej przerażających obrazów filmowych, jakie miała (nie)przyjemność w życiu oglądać. Na tyle traumatycznym, że wręcz histerycznie zareagowała, jak ktoś, kto miał pod ręką komputer z Internetem znalazł szybciutko film w sieci i zaczął odtwarzać początek. Z szacunku dla wrażliwości znajomej odpuściliśmy sobie projekcję hitowego horroru z 2013 r., ale co ma wisieć nie utonie. W kinach można było już oglądnąć „Annabelle”, dlatego nadarzyła się okazja by nadrobić zaległości, znaleźć DOBRY powód, żeby iść do kina, a w rezultacie napisać podwóją recenzję. Ciekawą, bo choć „Obecność” nie wywołała we mnie jakiś strasznych emocji, uniemożliwiających zaśnięcie w nocy, to uważam ten obraz — w przeciwieństwie do ZŁEGO sequelu — za kawał DOBREGO kina grozy. Mamy zatem recenzję DOBREGO i ZŁEGO, nowego i starego filmu na raz!

Czytaj dalej

Nienajlepszy horror z Tajlandii: ตัวอย่าง บ้านขังวิญญาณ

Źródło: klips.my

Źródło: klips.my

 ตัวอย่าง บ้านขังวิญญาณ, (ang. Cursed House)

Tajlandia, 2014

reż. Teeratorn Chowvanayotin

wyst. Akara Amarttayaku, Kamolnapatch Thanwong

Sam nie wiem, czemu tyle to trwało, ale po paru miesiącach siedzenia w Azji, w końcu postanowiłem wybrać się na jakąś lokalną produkcję. Boję sie cholernie malezyjskich komedii, biorąc pod uwagę w jak zaskakujących dla mnie momentach śmieją się widzowie w kinach, dlatego postanowiłem pójść na coś znacznie bezpieczniejszego, acz jednocześnie przerażającego — tajski horror. Z jednej strony super skojarzenia z oczarowującą widza tajską nową falą. Moje doświadczenia z ową sprowadzają się do dwóch filmów en-Ek Ratanaruanga, czyli cholernie źle przetłumaczonego buddyjskiego thrillera kryminalnego „Headshot. Mroczna Karma”  (w oryginale było — jeśli dobrze pamiętam — „Człowiek, który widział do góry nogami”) i onirycznego horroru „Nimfa”, ze świetną drugoplanową rolą dżungli. No i rewelacyjny film o rewelacyjnym tytule, czyli  „Wujek Boonmee, który potrafi przywołać swoje poprzednie wcielenia”, zwycięzca z Cannes z 2010 r.  Z drugiej strony — popularna w horrorach konwencja nawiedzonego domu: wikipedia odnotowuje 186 filmów w tym gatunku. Wyszło dużo poniżej oczekiwań, ale nie było dramatu. Czytaj dalej

Dobry horror: 13 grzechów

Za: s20.postimg.org

Za: s20.postimg.org

„13 Sins”

USA, 2014

reż. Daniel Stamm, scen. David Birke, Daniel Stamm,

wyk. Mark Webber (nie, nie kierowca F1), Devon Graye,

Na początku wyjaśnienie — na facebooku ogłosiłem, że mamy znowu DOBRY thriller, mea culpa, „13 grzechów” ometkowany został przez dystrybutora jako horror. No nic — mamy DOBRY horror. Ale od razu powiem: film opiera się na starym jak świat pomyśle, jest remakiem filmu produkcji tajlandzkiej z 2006 r. (będącego z kolei adaptacją komiksu) i niebezpiecznie flirtuje z satyrą i groteską, przez co naraża się na zarzuty o to i owo (wtórność, nielogiczność, żałosność, nazwij to jak chcesz!). Ja jednak z lubością oglądałem produkcję, która trochę wymyka się schematowi zrobionemu w 100 proc. na serio horrorowi pozbawionego dystansu do siebie. A że było już po zmroku i padało, dałem się ponieść klimatowi…

Czytaj dalej