Emma:O adaptacjach DOBREJ książki, cz. 1. (Festiwal Emmy)

emma-jane-austen.jpg

Rok 2015 to ważny rok dla fanów twórczości Jane Austen: parę dni temu obchodziliśmy 240. rocznicę jej urodzin, która pięknie zbiegła się z 200. rocznicą wydania “Emmy”. Z tej okazji Tarnina z bloga “Czytam to i owo…” zorganizowała blogowy festiwal, na który się wprosiłam za namową Hadyny (tej od Rozkmin). Tu znajdziecie wciąż aktualizowaną listę blogów i wpisów festiwalowych, a ja dziś powymądrzam się o adaptacjach tej powieści (na razie tych bardziej “klasycznych”, o modernizacjach przeczytacie tu w poniedziałek).

Po pierwsze, trzeba przyznać, że choć powieść czyta się wyśmienicie, jest ona strasznie trudna do przełożenia na język filmu czy telewizji. Dlaczego? Bo pod względem akcji, pozornie prawie nic się nie dzieje: ktośtam wychodzi za mąż, ktoś się nudzi, na kogoś się czeka, ktośtam przyjeżdża, ktoś coś knuje, ktoś się myli (raz po raz), ma być jakiś bal, potem jest odwołany, potem znowu jest, potem jest jakieś zamieszanie z piknikiem, najbardziej traumatycznym przeżyciem może wydawać się… upał?

Czytaj dalej

ZŁY film: Wielkie Nadzieje

Great Expectations

Wielka Brytania, USA 2012

reż. Mike Newell, scen. David Nicholls, na podst. powieści Charlesa Dickensa

wyk. Tim Irvine, Jeremy Irvine, Helena Bonham Carter, Ralph Fiennes

Są dni, kiedy nie jestem pewna co sądzić o filmie. Zwlekam z napisaniem recenzji, pluję sobie w brodę, że uczepiliśmy się konieczności określania czy dany film jest ZŁY czy DOBRY. Tak było i w przypadku tego. W sumie nie jest to jakiś masakrycznie ZŁY film, lecz mógł być znacznie lepszy. Jak zawsze w przypadku takich dylematów, po powrocie z kina chcę się z tym przespać, a jak i drzemka nie pomoże, to jęczę i zatruwam życie towarzyszom seansu. Tym razem ofiarą padła Stefa*. Ze Stefą przyjaźnię się się dziesięć lat, przeszłyśmy razem niejedno. Razem wykradałyśmy jedzenie i uciekałyśmy przed bandą harcerzy, razem chodziłyśmy do podstawówki, gimnazjum i liceum. Stefa wie co to ZŁY film. W ciągu ostatniej dekady widziałyśmy dużo ZŁYCH (i trochę DOBRYCH) filmów. Liczę się z jej diagnozą, za parę lat to właśnie ona będzie mnie leczyć  w mojej hipohondrii (współczuję). Nękana moimi rozterkami, udzieliła mi takiej rady: “Ja bym jednak napisała, że ZŁY, bo jeśli kogoś zachęcisz, pisząc, że DOBRY, to pewnie wyjdzie rozczarowany”.

Przytaknęłam i posłuchałam. Zamiast iść na ten film, lepiej wypożyczyć książkę,przeczytać,  a potem zobaczyć którąś z prawie dwudziestu adaptacji, najlepiej serialowe prod. BBC. Najpierw przeczytajcie książkę, bo jest DOBRA. Najlepsza w Dickensie jest narracja i przekomiczna charakterystyka postaci. Film, niestety, zdziera ten urok dickensowości. Natomiast dla anglistów — i lektura, i film obowiązkowy. Dla fanów Harry’ego Pottera w sumie też, bo to “spoteryzowany” (“zrowlingowany”?) Dickens, ale o tym za chwilę.

Czytaj dalej