DOBRY film: BIRDMAN

Za: www.wired.com

Za: www.wired.com

Już samo zaproszenie na prywatny, przedpremierowy senans od 20th Century Fox brzmiało miło. Choć dojazd do znajdującego się na straszliwych peryferiach gigantycznego centrum handlowego, w którym znajduje się multipleks, w jakim miałem rozkoszować się nieocenzurowanym filmem, trwał dłużej niż ustawa przewiduje (azjatyckie miasta nie wybaczają spóźnień: autobusy jeźdżą jak chcą, a tanie taksówki i tak stoją w niebotycznych korkach ciągnących się po sześciopasmówkach), to złość na urbanistyczny niedorozwój tej części świata zeszła ze mnie już po napisach początkowych. Narastający stopniowo zachwyt utrzymuje się zaś do dzisiaj…

Czytaj dalej

DOBRY, oj DOBRY film: Grand Budapest Hotel

[iheartthetalkies.com] | Wielki Budapeszt. Wielka Obsada.

[iheartthetalkies.com] | Wielki Budapeszt. Wielka Obsada.

The Grand Budapest Hotel

USA, Niemcy 2014

reż. Wes Anderson

scen. Wes Anderson, Hugo Guiness, zainspirowane twórczością Stefana Zweiga

wyk. Ralph Fiennes, Toni Revolori, Hilda Swinton i stała andersonowska zgraja

Dziś rano kończyłam moją pierwszą kawę — nie w kuchni  w piżamie z sasquachem, lecz kinie  w jeansach oraz bluzie z liskiem (na cześć twórczości reżysera). Już od pierwszych kadrów wiedziałam, że będę się dobrze bawić.

[sociaunt.com]

[sociaunt.com]

Ci, co mieli już do czynienia z twórczością Andersona, wiedzą, czego się spodziewać: pięknych, charakterystycznie skomponowanych kadrów, dziwacznego humoru, nostalgii,  zaskakująco krwawych elementów, tysiąca  niezwykle dopracowanych szczegółów, motocykli, tych samych aktorów, przykrótkich spodni. Tutaj dodatkowo mamy świetnie uknutą, zaszkatułkowaną fabułę (zaczyna się od – powiedzmy – teraz, skacze przez lata osiemdziesiąte, sześćdziesiąte, aż do trzydziestych dwudziestego wieku) oraz Zubrowkę, fikcyjne wschodnioeuropejskie państwo wchodzące niegdyś w skład Imperium [austro-węgierskiego]. Jak mogło mi się to nie podobać? W końcu takie fikcyjne ale znajome państwo występuje zarówno w jednym z moich ulubionych filmów (Starsza pani znika), jak i w ukochanej książce mojego dzieciństwa („Wiatr z księżyca” Eric Linklater, tłum. Andrzej Nowicki, bardzo, bardzo polecam).

Czytaj dalej

Kochankowie z księżyca – bardzo DOBRY film

“I’m going to find a tree to chop down”

“Moonrise Kingdom”

USA 2012

reż. Wes Anderson

Jared Gilman, Kara Hayward, Bill Murray

Jako, że od dawna jestem wierną fanką Wesa Andersona i Billa Murraya, moja pochwała tego filmu może  nie być uznana za obiektywną. Jednak to Słoń  stwierdził, że “Moonrise Kingdom” jest “klasycznym przykładem DOBREGO filmu”, a był on do tego stopnia nie zaznajomiony z twórczością tego reżysera, że aż do rozpoczęcia seansu drżał, że zmusiłam go na pójście na coś w stylu “Zmierzchu”.

Jak zwykle u Andersona, obsada jest cudownie dobrana. Poza tymi, co w jego filmach pojawiali się już wielokrotnie (Murray, Schwartzman), doszło kilka “nowych” twarzy (Tilda Swinton, Frances McDormand, Bruce Willis, Bob Balaban), z których większość zagra zresztą w “The Grand Budapest Hotel” tegoż pana (i jeszcze dojdzie do nich Jude Law!). Mimo tak wspaniałych dorosłych, największą rolę odgrywa tu banda utalentowanych dzieci. Myślę, że z parą głównych bohaterów (Jaredem Gilmanem i Karą Hayward) będzie tak samo jak z Jasonem Schwarzmanem, któremu karierę otwarł nastoletni debiut w “Rushmore” (jak nie widzieliście, to koniecznie obejrzyjcie!).

Film jest wizualnie śliczny, każdy szczegół jest starannie dopracowany, od książek ukradzionych przez bohaterkę z biblioteki, przez obozowisko, do najmniejszych brożek, przypinek i przyszywek sprawności na mundurach skautów (warto tu wspomnieć, że kostiumy są autorstwa naszej rodaczki, Kasi Walickiej-Maimone). Ta dbałość o szczegóły przy ujęciach, scenografii i strojach przy jednoczesnym uniknięciu przestylizowania, przenosi się na sposób wypowiadania kwestii (idealny “timing”) i grę aktorów w ogóle, jak też na dobór muzyki.

Ten na pozór cukierkowy, z początku bardzo eskapistyczny, film pokazuje dwa światy: tak smutny, że aż śmieszny świat dorosłych i albo nudny, albo zaskakująco pełen przemocy świat dzieci*. Para bohaterów próbuje uciec od tego wszystkiego. Dorośli próbują ich “uratować”, chociaż to oni bardziej potrzebują pomocy. Wszyscy są “outsiderami”, którzy jednak różnie znoszą zjednoczenie — czy to z własnej, czy z przymuszonej woli. Tym, co chroni dzieci (i, jak się okazuje, nie tylko chodzi tu o główną parę) przed groteskowym smutkiem starszych jest naiwność, ale też pewien wytrwały idealizm, którego dorośli nie rozumieją. Anderson błyskotliwie łączy komizm i ironię z powagą i pewną sympatią do wszystkich bohaterów. Śmiejemy się, jak smutny Bruce Willis – ciapowaty policjant nalewa dwunastolatkowi piwa do szklanki po mleku podczas wykładu o odpowiedzialności, ale jest nam go w sumie żal. “Moonrise Kingdom” , jak nie tylko inne filmy Andersona, ale i “Miłość Larsa” (czy bardziej “mainstreamowy” “Poradnik pozytywnego myślenia“)  jest –w pozytywnym tego słowa znaczeniu– DZIWACZNY (ang. quirky). Śmieszy, ale nie prześmiewa; wzrusza, ale bez łzawego sentymentalizmu.

Rybka

*Według mnie, najbardziej realistyczni są chłopcy. Scena, gdy uzbrojeni po zęby skauci suną do boju przypomniała mi moje harcerskie czasy. Wiele lat temu, na obozie letnim, mój zastęp miał za zadanie wykraść w nocy trochę jedzenia z namiotu-magazynu. Niestety, przyuważyła nas warta i w pogoń za nami rzuciła się banda dwunastolatków z maczetami.

Wiem, że dużo tych zdjęć, ale nie mogłam się oprzeć. Ładny kadr, a do tego smutny harcmistrz Edward Norton.