DOBRY dokument: Miejski serwis randkowy

Za: ceskatelevize.cz

Za: ceskatelevize.cz

Dokument Eriki Hnikovej „Miejski Serwis Randkowy” (oryginalny „Nesvatbov” lepiej oddany w angielskim tłumaczeniu jako „Matchmaking Mayor”) to nic innego jak ukazanie tego, jak w pewnej słowackiej wiosce radzą sobie z problemem ukazanym w „Szwedzkiej Teorii Miłości”. Choć mieszkańcy tej mieściny nie najleżą do najbogatszych, to chodzi przecież o to samo — czemu lud nie chce się rozmnażać? Film prosty, bez fajerwerków, ale wsłuchując się w miłosne dramaty trzestoparoletnich gniazdowników widzimy większy, może nie tylko słowacki, problem…

Czytaj dalej

DOBRY film, ZŁY dokument: Szwedzka Teoria Miłości

ocdn.eu

Długo polowaliśmy na ten szwedzki dokument. W końcu się udało, a i upiekliśmy dwie pieczenie na jednym ogniu, bo w końcu odwiedziliśmy krakowską kinokawiarnię KIKA, w jakiej odbędzie się nasz urodzinowy kinderbal. Trochę wstyd się przyznać, że była to nasza pierwsza wizyta w tym uroczym zakątku… Posadziliśmy się zatem wygodnie na pufach w bocznej, kameralnej sali, by zobaczyć ładnie i dobrze zmontowany film, który niestety jest złym dokumentem. Skąd taki paradoks?

Czytaj dalej

DOBRY film o wilkach z Miami: Rekiny Wojny

pmcvariety.files.wordpress.comByłyby „Psy Wojny”, gdyby nie film z 1980 r. o takim samym tytule. W anglojęzycznych bazach danych filmowych są zatem obie produkcje oparte na książkach — tegoroczne „War Dogs”, jak i „The Dogs of War” na bazie powieści Forsytha. Polski tłumacz postanowił uniknąć zamieszania i korzystając z dużej swobody w tym zakresie, zamienił psy w rekiny. Choć zasadniej powiedzieć, że było o wilkach. Ale nie z Wall Street tylko z Miami. I parającymi się sprzedażą nie akcji, ale broni dla amerykańskiej armii w Iraku i Afganistanie. Najnowszy film Todda Philipsa (producent „Kac Vegas” czy „Projektu X”), to oparta na faktach brawurowa opowieść o dwudziestokilkuletnich gnojkach, którzy wygrali wart 300 mln dolarów przetarg na uzbrojenie afgańskiej armii. 

Czytaj dalej

Dobry film: Where to Invade Next?

i.ytimg.comKontrowersyjny Michael Moore powraca. Nie dajcie się jednak zwieść, nie jest to — jak się wydaje po tytule, a co też sugerują niektóre informacje prasowe — opowiastka o przemyśle wojskowym, imperializmie, czy tym, co się stanie ze Stanami jak wygra Donald Trump (jego ostatnia wypowiedź, że Belgia to fajne miasto powoduje, że można się trochę obawiać o racjonalność amerykańskiego wyborcy prawicy…). To znaczy tak, to wszystko znajduje się w najnowszym dokumencie twórcy „Zabaw z bronią”, ale raczej w tle. Dla podróży, jaka ukazuje, że Stany to nie wzór do naśladowania, ale nieraz dziwny wyjątek od reguł cywilizowanego świata…

Czytaj dalej

Słodkośc Zła, Słodkość Dobra: „Cały ten cukier”

kinoelektronik.plPo primaaprilisowych żartach Współautorki, dzisiaj będzie wyjątkowo słodko i DOBRZE, choć nie tylko z filmowych powodów. Ale po kolei. Najpierw najważniejsze, czyli świetny, gorzko-słodki dokument, który na ekrany polskich kin wszedł niedawno, a Współautor — ku swojej radości – miał okazję zobaczyć w kraju, powszechnie uznawanym, za najbardziej otyły w całej Azji. Ciekawostka oczywiście ta nie pozostaje bez znaczenia w kontekście filmu o przemyśle cukrowym. Słowem: DOBRY film, o ZŁEJ słodyczy, czyli „Cały ten cukier”.

Czytaj dalej

Dobry dokument: Citizenfour

Za: eatdrinkfilms.files.wordpress.com

Za: eatdrinkfilms.files.wordpress.com

Trzynasta edycja malezyjskiego Freedom Film Festival, w tym roku pod hasłem przewodnim Unseen, Unheard, Untold, rozpoczęła się mocnym uderzeniem. Bo zdobywca Nagrody Akademii za najlepszy dokument od razu ustawia wysoko poprzeczkę. I choć jako inspiracja dla prodemokratycznych działaczy na całym świecie działalność Edwarda Snowdena, czyli tak zwanego whistle-blowera (nieco pokracznie tłumaczonego na polski jako „demaskator”) jest co najmniej kontrowersyjna, a film mógłby być spokojnie krótszy, to nadal jest to porządne kino dokumentalne.

Czytaj dalej

Porażająco DOBRY partyzancki dokument z serca Afryki: The Ambassador

Za: images.huffingtonpost.com

Za: images.huffingtonpost.com

Duński dziennikarz postanawia się wkręcić w biznes tzw. krwawych diamentów, czyli drogich minerałów, zysków z których nie otrzymują niewolniczo pracujący w urągających ludzkiej wolności lokalni wyrobnicy, ale różnej maści partyzanci i rebelianci. Mads Brügger odnajduje zatem firmę o wdzięcznej nazwie Diplomatic Services i nabywa liberyjski paszport dyplomatyczny, dzięki któremu bez przeszkód będzie mógł wywozić drogocenne kamyki z Republiki Środkowoafrykanskiej. Boski przepis na powalająco mocny dokument, przy którym nie wiadomo, czy się śmiać czy płakać.

Czytaj dalej

Dobry Dokument: Big Men

Za: ncronline.org

Za: ncronline.org

Jeden z tych zwiastunów, po których wiemy, że film trzeba zobaczyć. O tyle ciekawy, że zrobiony w konwencji thrilleru//filmu sensacyjnego, a jest przecież dokumentem. Producent — Brad Pitt. Do tego niezwykła możliwość wejścia do biznesowej kuchni i podglądanie od środka dramatycznej epopei, w której chodzi o miliardy dolarów, los milionów ludzi, stan środowiska naturalnego i niepodległość niektórych krajów. Wszystko to zaś unikając niesprawiedliwych uproszczeń, z szerszym kontekstem i prowokującymi do myślenia przykładami.

Czytaj dalej

Dobry polski dokument z Malezji: Badjao. Duchy z morza

Za: bi.gazeta.pl

Za: bi.gazeta.pl

Było o Japończykach kręcących filmy w Malezji, nawet Japonkach w Polsce, teraz będzie o rodakach działających w Malezji, a z jakim efektem! Jak „Nota” była przykładem, gdzie śliczne ujęcia natury miały nieudolnie ratować cały koncept, tak polski dokument z zeszłego roku ukazuje nieziemskie piękno wysp dookoła Borneo w tle doskonałej historii o losie morskich cyganów zapomnianych przez państwo i cywilizację. Zapierające dech w piersiach widoki podmorskich cudów, prosta historia okraszona magią oraz ilość interpretacji czynią z „Badjao…”, który choć nie jest wartkim dokumentem, naprawdę DOBRE kino. 

Czytaj dalej

DOBRE filmy w Chinach, cz. I: Hawajskie dżender w Szanghaju

Za: leiculture.com

Za: leiculture.com

Najpierw Współautorka opuściła Europę (i komputer), by otrzeźwić płuca i umysł w rześkim powietrzu Ameryki Północnej, gdzie roślinność lasu deszczowego strefy umiarkowanej jest tak obfita, że człowiek stojąc obok wznoszących się na dwa metry krzaków ostrężyn czuje się jak — zacytujmy Współautorkę — „hobbit, tyci krasnoludek”. Zaraz potem ja sam rozstałem się ze swim komputerem, by udać się tam, gdzie — fakt — też jest zjawiskowa przyroda, ale przede wszystkim cholernie zadymiona smogiem dumna cywilizacja, wschodząca potęga światowa twardo opierająca się facebookom i googlom, czyli Chiny. I tak oto na parę dni wyłączyliśmy się z obiegu internetowego. Pora nadrobić zaległości i szybciutko, w pierwszej części filmowej relacji z Chin, napisać o DOBRYM szanghajskim festiwalu i pewnym filmie nurtu LGBT z Hawajów.

Czytaj dalej