DOBRY film: BIRDMAN

Za: www.wired.com

Za: www.wired.com

Już samo zaproszenie na prywatny, przedpremierowy senans od 20th Century Fox brzmiało miło. Choć dojazd do znajdującego się na straszliwych peryferiach gigantycznego centrum handlowego, w którym znajduje się multipleks, w jakim miałem rozkoszować się nieocenzurowanym filmem, trwał dłużej niż ustawa przewiduje (azjatyckie miasta nie wybaczają spóźnień: autobusy jeźdżą jak chcą, a tanie taksówki i tak stoją w niebotycznych korkach ciągnących się po sześciopasmówkach), to złość na urbanistyczny niedorozwój tej części świata zeszła ze mnie już po napisach początkowych. Narastający stopniowo zachwyt utrzymuje się zaś do dzisiaj…

Czytaj dalej

Oceniamy filmy po zwiastunie (i nie tylko) część 2, czyli noworoczne prognozy Współautora

Haha, sam nie wierzę, że to robimy, ale dzieje się: nie dość, że nie robimy żadnych podsumowań końcoworocznych (zawsze najbardziej mi się podobał sylwestrowy flesz na teleexpressie i nic tego nie pobije), to jeszcze typujemy filmy po zwiastunach, a i czasem zaryzykujemy, że już po trailerze widać, że będzie źle. No, ale jak napisała Ryba poprzednio, trza nam patrzeć w przyszłość. Ja się cieszę niezmiernie na parę tytułów: od nowego Nolana, przez powrót zjawiskowo pięknej Jennifer Connelly (“Requiem dla snu”) po intrygujący “LEGO: Przygoda” i kolejną część “Igrzysk Śmierci (z nudów)”, która nabije nam punktów hejtingu na forach fanów “Hunger Games” i wywoła kolejne awantury z nieletnimi w komentarzach. Co z tego będzie — zobaczymy. Oczywiście, nie chcemy z góry skreślać żadnych filmów, jednak jak wierzę w pierwsze wrażenie w interakcjach międzyludzkich, tak sądzę, że w większości zwiastunów można się doszukać tego czegoś, co nam powie, czy warto iść do kina. W miarę możliwośći postaramy się zobaczyć wszystkie te filmy o których piszemy, z chęcią przyznamy się do błędu i za 365 dni zobaczymy, w których punktach mieliśmy rację, co bezpodstawnie skrytykowaliśmy, a gdzie pospieszyliśmy się z zachwytem. Oczywiście wszystko to robimy z przymrużeniem oka, więc proszę nas nie trzymać za słowo. No bo przecież frustracja rodzi się z nadmiernych oczekiwań. I może dlatego lepiej w tych prognozach być bardziej wybrednym niż zazwyczaj — w końcu lepszy pozytywny zawód, od gorzkiego rozczarowania. Ale do rzeczy.

Czytaj dalej

DOBRY film z Sandrą w kosmosie: Grawitacja

Źródło: bostonurbannews.com

Źródło: bostonurbannews.com

Gravity

USA, UK, 2013

reż. Alfonso Cuarón

scen. Alfonso i Jonás Cuarón (ojciec i syn)

wyk. Sandra Bullock, George Clooney

Usłyszałem “Grawitacja”, pomyślałem — Justyna Steczkowska z czasów, gdy miałem mało lat (doczekajcie do refrenu!). Ostatni film Alfonso Cuaróna przykuł moją uwagę jednak z innego powodu. Powodów. Po pierwsze — obsada. Po drugie — dużo pochwał pod adresem muzyki, efektów specjalnych i montażu. Po trzecie — zachwyty krytyki, na potwierdzenie czego nominacja do Złotych Globów. I po czwarte — niezwykły, jak na mainstreamowe kino, pomysł na inteligentne kino katastroficzne, które pomimo swojej hollywoodzkości urzeka mnogością znaczeń i symboli. I może nie prowadzi nas ono do niezwykle odkrywczych wniosków, a także nie poraża głębią dialogów, to naprawę tworzy niezwykłe napięcie aż do samego końca. A to jedna z moich ulubionych cech DOBREGO filmu.

Na wstępie zaznaczę, że celem dokładnego nakreślenia, dlaczego “Grawitacja” jest DOBRYM filmem, który warto zobaczyć, będę musiał zdradzić końcówkę. Ale może uda mi się ją opisać na tyle zawile, że nie będzie tak łatwo się tego domyślić…

Czytaj dalej

Zły film: Stażyści

Zdjęcie: thetechpanda.com

Zdjęcie: thetechpanda.com

“The Internship”

USA, 2013

reż. Shawn Levy

scen. Vince Vaughn, Jared Stern

wyk. Owen Wilson, Vince Vaughn, Dylan O’Brian

Rozsiadłem się wygodnie w samolocie. Trochę mi zajęło znalezienie miejsca w tej ogromnej przestrzeni foteli, a następnie ogarnięcie się z własnym bagażem i milionem prezentów od linii lotniczej (poduszka, kocyk, wykałaczki, gazety), ale — szczęściem — w końcu się udało. Pierwszy raz w życiu leciałem chyba tak ekskluzywnymi liniami i to tak długo. Co więcej, lot z Belina do stolicy ZEA — Abu Dhabi — był jedynie etapem całej większej podróży do Azji Południowo-Wschodniej. Wiedząc, że taka eskapada trochę zajmuje, byłem uzbrojony w polską prasę, z którą miałem się wkrótce na długo pożegnać. Gdy ja zagłębiałem się w lekturę, ludzie dookoła roczpoczęli walkę z ekranem znajdującym się na opartu fotela naprzeciwko. Odpalono muzykę, seriale i filmy…

Większość ruszyła z “Kac Vegas III”, ktoś tam z jakimś romantycznym badziewiem, a ja, gdy zamknąłem ostatnią stronę gazety, odnalazłem idealny film na tę okazję, czyli lot na koniec świata by odbyć darmowy staż. Tak się składało, że tę produkcję wyśmiewającą generację stażystów chciałem oglądnąć już jakiś czas temu, a że nie wiedziałem, kiedy następnym razem pójdę do kina, z dumą wmontowałem swoje lansiarskie białe słuchawki i oddałem się filmowi…

Czytaj dalej