Dobry (dla fanów?): Deadpool

Za: cdn-arstechnica-net

Za: cdn-arstechnica-net

Deadpool zjawił się niespodziewanie. Zaatakował w kinie, obok jakiego przechodzę niemal codziennie wracając z pracy oraz steraną koszulką znajomego, który na facebooku cieszył się, że wreszcie znajomi wiedzą, kim jest przypominający Spidermana superbohater w masce. Nie był to film nurtujący moją filmową ciekawość, z takich produkcji czekałem na superbohaterskie antybromanse: katastrofalnie zapowiadającego się „Batman vs. Supermen”oraz „Kapitan Ameryka: Wojna Bohaterów”. Tymczasem najpierw przyszło mi zderzyć się z moją komiksową ignorancją, która z całą mocą uwiera po seansie „Deadpoola”…

Czytaj dalej

ZŁY malezyjski film zrobiony przez Japończyków: NOTA

Za: i.ytimg.com

Za: i.ytimg.com

W trakcie festiwalu AIFFA na Kuchingu poznałem małżeństwo Tanaka, Japończyków, stających za „Notą” (właściwie należałoby powiedzieć „Notatką”, bo o to się cała rzecz w filmie rozgrywa, niemniej w poście trzymam się oryginalnego tytułu). Na prelekcję Yasu trochę się spóźniłem, ale zdążyłem zarejestrować, że opowiadał on o scenariuszach, właśnie w kontekście nadchodzącej premiery „Noty”. W kraju, którego toczą te same filmowe zgryzoty, jakie znamy z rodzimego podwórka — sztuka kontra biznes, naśladownictwo za Hollywoodem przy braku środków i umiejętności, do tego (już lokalna specyfika) czyli wredna cenzura — wydawało się, że przyłożenie szczególnej uwagi do historii da przynajmniej dobre widowisko. Tymczasem mam wrażenie, że pierwszy lepszy reżyser dałby w zęby każdemu, kto przyszedłby do niego i w paru słowach zreferował pomysł na scenariusz, jaki zrealizowano w „Nocie”.

Czytaj dalej

Dobry festiwal (FAFF) ze złym filmem otwarcia („Piękna i Bestia”)

Za: 41.media.tumblr.com

Za: 41.media.tumblr.com

Dystyngowana Chinka (choć Malezyjka!), ze sceny pod ekranem kinowym, komplementowała: „Serdecznie dziękujemy ambasadzie Francji, za zorganizowanie festiwalu, który przybliża nam inną kulturę, poprzez liczne wydarzenia i filmy, jakie będziemy mieli okazję zobaczyć w trakcie rozpoczynającego się Festiwalu Sztuki i Kina Francuskiego (French Arts and Film Festival, FAFF)”. Pani była szefową największej sieci multipleksów w Malezji, GSC, i cóż: nie dziwota, że to na barkach ambasad (w tym przypadku Francji) leży przybliżanie ludziom kultury kinowej innych krajów. Szkoda, że Francuzi zaczęli od „Pięknej i Bestii”, czyli „Czarownicę” w języku Moliera.

Czytaj dalej

ZŁA cenzura: Gościnnie dla 16mm

W Malezji, podobnie jak w Hongkongu czy Australii, cenzura jest instytucją rządową (state-based), a nie zorganizowaną w ramach branżowych instytucji, jak w USA czy Wielkiej Brytanii (industry-based). Jednak w przeciwieństwie do tych krajów, Malezja nie może pochwalić się produkcjami, które zyskały międzynarodowy rozgłos i uznanie krytyków. Wynika to z dużej pieczołowitości instytucji cenzury filmowej, jaka wpisuje się w cały system ograniczenia wolności słowa w Malezji. To dzięki niemu kraj wylądował w 2014 roku na zaszczytnym sto czterdziestym siódmym miejscu w rankingu wolności prasy (World Press Index)… c.d.

Dając upust swoim zainteresowaniom politologicznym i filmowym na raz, napisałem gościnnie dla znanego i lubianego żurnalu studentów-filmoznawców „16 milimetrów” to i owo o tym, dlaczego w Malezji nie mieliśmy do czynienia z „nową falą”. O DOBRYCH festiwalach filmowych w duchu „Do It Yourself”, zmuszonym do emigracji Tsai Ming-liangu i tym, dlaczego kinomanom jednak dane było w kinach zobaczyć „Zack i Miri kręcą porno” możecie przeczytać tutaj.

P.S. „16 milimetrów” jest poważnym żurnalem, dlatego wycięto moje humorystyczne zakończenie, w którym wspominałem wizytę w Urzędzie Cenzorskim, gdzie po daremnej próbie wyjaśnienia, że „damska nagość jest dziełem Boga”, w drodze do windy minąłem m. in. plakat z filmu „Noe. Wybrany przez Boga”. Niedopuszczonego do dystrybucji.

ZŁY film: Więzień labiryntu

Za: i.ytimg.com

Za: i.ytimg.com

Maze Runner

USA, 2014

reż. Wes Ball, scen. Noah Oppenheim, T.S. Nowlin, Grant Pierce Myers

wyk. Dylan O’Brien, Kaya Scodelario

ZŁE strony oglądania filmów w kinach w Azji Południowo-Wschodniej są dosyć oczywiste i chyba nieraz już o nich wspominałem: upierdliwa cenzura, nędzny wybór, bekanie i mlaskanie wokół, ot, żeby poprzestać na paru. Choć, ze zdziwnieniem odnotowuję, do wszystkiego można się przyzwyczaić. Wczoraj do repertuaru radosnych zagrywek dołożono kolejne: patriotyczną propagandę. Trzeba było zatem nie tylko zdzierżyć reklamówki kolorowych soczewek i słodkiej kukurydzy, ale oglądnąć parominutowy spot promujący Najpiękniejszy Kraj na Świecie, parominutowy spot wyprodukowany przez największą firmę w kraju, która ufundowała jego najpopularniejszy budynek (wieże Petronasu), plus odśpiewać na stojąco hymn narodowy (bo 57. rocznica niepodległości). Dobrze, że podali słowa, też pośpiewałem. DOBRĄ stroną chodzenia do kina tam, gdzie mieszkam, jest oczywiście to, że niektóre premiery mają miejsce wcześniej niż w Polsce. Jakie ma to jednak znacznie, gdy poszedłem na „Więźnia labiryntu”?!

Czytaj dalej

ZŁA komedia: Milion sposobów jak zginąć na Zachodzie

Źródło: krazy00nothing.files.wordpress.com

Źródło: krazy00nothing.files.wordpress.com

A Million Ways to Die in the West

USA, 2014

reż. i scen. Seth MacFarlane

wyk. Seth MacFarlane, Charlize Theron, Liam Neeson

„Milion sposobów…” jest tym filmem, który operuje bardzo specyficznym humorem (#SETH_MacFARLANE), w jakim — przyznam się — znajduję upodobanie. Jest to nieustannie osuwający się za granicę dobrego smaku styl żarcików, nie uznających żadnych świętości i za nic mający wrażliwość widzów. Doskonale zdaję sobie sprawę, że dla wielu, szczególnie mających nieco bardziej wyrafinowany gust, jest to hańbiąca i wulgarna produkcja, której oglądnie wywoła silną tęsknotę za jakąś formą cenzury w kinie. I u mnie pojawiły się takie uczucia, choć wiecie, że mam traumę z wycinaniem scen z filmów. Co więcej, fabuła jest prosta jak konstrukcja cepa, której dłużyznę ratują wspomniane wyżej gagi, których największym problemem wcale nie jest brak jakiegokolwiek smaku.

Czytaj dalej

Do DOBREJ Evy: 300: Początek Imperium

300: Rise of an Empire

USA 2014

reż. Noam Murro,

scen. Zack Snyder, Kurt Johnstad

wyk. Eva Green, Sullivan Stapleton

Droga Evo,

już myślałem, że mnie szlag trafi. Przygotowałem się najlepiej jak potrafiłem do nowego filmu z Twoim udziałem: zakupiłem sushi, kurczaka a la Malaysia no i chipsy. Wszystko bez problemu przemyciłem przez bramki na wejściu do kina, razem z kawą ze S. dla koleżanki P. Wziąłem nawet odpowiednio gruby sweterek, bo jak wiesz, rano, wieczór, we dnie, w nocy jest tutaj 30 stopni, ale jak już włączają klimatyzację w pomieszczeniach to można zamarznąć. Dlatego jak się jedzie autobusem, bądź idzie do właśnie kina należy się odpowiednio grubo odziać, by nie umrzeć z hipotermii. Pierwszy atak złości przyszedł, gdy próbowałem otworzyć chipsy. Nie wiedzieć czemu, do zamknięcia paczki jakichkolwiek chrupsów używają tutaj super kleju, wiec zawsze jest walka. No, ale harcerzem byłem to sobie poradziłem (zębami). Złość mnie ogarnęła, gdy się okazało, już po seansie, że te purytańskie sukinsyny wycięły najlepszą scenę filmu…

Czytaj dalej

Zły film: RoboCop

Źródło: this-is-cool.co.uk

Źródło: this-is-cool.co.uk

RoboCop

USA, 2014

reż. José Padilha, scen. Joshua Zetumer

wyk. Joel Kinnaman, Michael Keaton, Gary Oldman

Miał jedynie sześć lat. Może siedem. Przerażony siedział za fotelem, na którym ojciec oglądał film. Z początku niewinna historyjska o policjantach i złodziejach, w pewnym momencie zmieniła się w ostrą jatkę. I to nie niewinną strzelaninkę jak w tych filmach z agentem Bondem, ale naprawdę krwawą łaźnię, z zamienianiem nadgarstów leżących na ziemi złoczyńców w mokrą plamę krwi, czy rozwalaniem w drobny mak ludzi, którzy nawinęli się pod działka robota, nad którym stracono kontrolę. Tak, oryginalny „RoboCop” z 1987 r., jaki musiał oglądać w zbyt młodym wieku pozostał traumą na długo. Dlatego kiedy parędziesiąt lat później padło sakramentalne pytanie: Dobra, ale na co idziemy?” wiedział, że odpowiedź jest tylko jedna. Z resztą zastawił na siebie pułapkę, bezczelnie kwalifikując wcześniej na swoim blogu film do kategorii ZŁYCH, a tym samym niejako zmuszając do odprawienia tego kinowego egzorcyzmu. Niestety, nie dość, że sprawdziły się jego najgorsze przewidywania (ach, ten nos blogera!) to wróciła trauma z dzieciństwa…

Czytaj dalej

ZŁY film: Jack Ryan. Teoria Chaosu

Źródło: craveonline.com

Źródło: craveonline.com

Jack Ryan. Shadow Recruit

Rosja, USA, 2014

reż. Kenneth Branagh, scen. Adam Cozad, David Koepp

wyk. Chris Pine, Keira Knightley, Kevin Costner, Kenneth Branagh

Zaletą chodzenia do kina w Azji Południowo-Wschodniej jest to, że niektóre filmy pojawiają się tam/tutaj wcześniej niż w Europie. Jest też oczywiście kilka wad, ale o tym na koniec. Tym razem padło na thriller z kultową postacią z książek Toma Clancy’ego. Wiem, że  zmarły w październiku zeszłego roku Clancy był manufakturą powieści o szpiegach, podobno stał się swego czasu obiektem niewybrednych żartów informatyków bodajże z Australii, którzy stworzyli program generujący powieści w jego stylu, jednak pamiętajmy, że obok J. K. Rowling i Johna Grishama należy do trójki autorów, którym udało się w latach 90. sprzedać pierwsze wydanie swojej książki w nakładzie ponad 2 mln. No i napisał takie cuda jak „Suma wszystkich strachów” czy „Polowanie na czerwony październik”, za które z powodzeniem brał się przemysł filmowy. Wkrótce kalkulacje, na ile można zaufać weteranowi amerykańskiej prozy sensacyjnej wzięły w łeb, bo okazało się, że „Teoria chaosu” nie jest oparta na żadnej powieści. Chyba szkoda. Tym bardziej, że jeden ze współtowarzyszy seansu powiedział po filmie: „Jestem ciekaw, jaka jest ta książka, bo chyba nie jest tak zła jak film”.

Czytaj dalej

Dobry Film: Londyn. Współczesny Babilon.

Źródło: torrentbutler.com

Źródło: torrentbutler.com

„London. The Modern Babylon”

Wielka Brytania, 2012

reż. Julien Temple

wyk. Michael Gambon (narrator)

W Malezji trzeba uważać w kinie. Ostatnio pobiłem sam siebie kupując bilet w złym kinie, na złą godzinę i w złym dniu. Przynajmniej film był ten sam, co chciałem. Ale o tym pod koniec niniejszej recenzji. Pomny tego nieprzyjemnego i gorzkiego doświadczenia (jak to mówi mój dziadek – „przez takie rzeczy się przegrywa wojny”) goniąc na Festiwal Filmowy Unii Europejskiej już uważnie przeczytałem rozpiskę. Nawet utrafiłem w film, będący darmową projekcją! 

Festiwal, mający wpisywać się w agendę kulturalnej dyplomacji Europy, od początku wydawał się nieco podejrzany jeśli chodzi repertuar. Miałem bowiem wrażanie, że Brytyjczycy, Szwedzi czy Grecy mieli ostatnio naprawdę mocne produkcje, a wystawili — jak mi się wydawało — takie kino klasy B. Podobnie my, jeśli oczywiście odstawimy na bok złośliwości cisnące się na usta („a to my mamy jakieś kino klasy A?”), mogliśmy pokazać coś bardziej szałowego, niż (patrz: quiz poniżej). Niestety, tutaj wkraczamy na drażliwy politycznie problem kulturowych rozbieżności, zasadzający się na tym, że – według obiegowej opinii – jak nie będzie na ekranie rozpierduchy, to żaden Azjata nie pójdzie ci do kina. Kontrowersyjna teza. Tym ciekawiej zapowiadała się propozycja brytyjska, czyli dokument o London Town…

Czytaj dalej