Zaskakująco ZŁY: Batman kontra Superman. Świt sprawiedliwości

96732b485ac46ee972bab027c8d2c415104532d0

“Słuchajcie, dobrze wiecie, że ten dzień musiał nadejść, więc po prostu posadźcie swoje dupy w kinowych fotelach, pogapcie się parę godzin na ekran IMAX-a i będziecie mieli to gówno raz na zawsze z głowy” — wyzłośliwiał się satyryczny portal The Onion, wkładając takie właśnie słowa w usta szefowej ds. wizerunku wytwórni Warner Bros stojącej za filmem. Wpływowi blogerzy oficjalnie bojkotowali seans. Była to oczywiście kulminacja narzakań na bardzo źle wyglądającego zwiastuna, z jakiego nie za bardzo można było za Boga Pana rozgryźć dlaczego dwóch pozytywnych bohaterów ma się naparzać na śmierć i życie. Cóż — film nie przyniósł odpowiedzi na to pytanie, ale przyznam — pierwsze pół godziny zapowiadało naprawdę zaskakującą niespodziankę. 

Czytaj dalej

ZŁY film o DOBRYM zdrajcy: Jack Strong

Źródło: ocdn.eu

Źródło: ocdn.eu

Jack Strong

Polska, 2014

reż. i scen. Władysław Pasikowski

wyk. Marcin Dorociński, Maja Ostaszewska,

Władysław Pasikowski powrócił. O jego ostatniej produkcji mimochodem wspomniałem w recenzji “Psów”, gdzie byłem napisałem, że Pan Władysław w ciągu ostatnich lat nieco zmienił podejście do sztuki filmowej. O ile przygody Franza były dość neutralnym jeśli chodzi o ocenę wydarzeń politycznych obrazem (choć z silnym naciskiem na moralność naszych bohaterów), o tyle w filmie o pułkowniku Kuklińskim reżyser nie bawi się w żadne subtelności i niedopowiedzenia — Kukliński jest zajebisty i tyle. Miałem jednak nadzieję, że pomimo tego, iż będziemy mieć do czynienia z laurką, która dodatkowo ma zarobić na wygonionej do kin młodzieży szkolnej, to dostaniemy przynajmniej kawał dobrego kina sensacyjno-szpiegowskiego. Początek, z okrutną egzekucją Olega Pieńkowskiego w piecu hutnicznym jest mocny i zapowiada niezłe emocje. Drugą równie emocjonującą sekwencją, choć już zahaczającą nieco o absurd, jest pościg fiatami 126p po zasypanych śniegiem ulicami Warszawy. A potem jest już koniec, choć obie sceny dzielą — jak nam się wydaje — lata świetlne.

Czytaj dalej

“Operacja Argo”: DOBRY FILM

Gdzie jest Wally? ee... Brodaty Ben?

Gdzie jest Wally? ee… Brodaty Ben?

“Argo”

USA 2012

reż. Ben Affleck,

Ben Affleck, Bryan Cranston, Alan Arkin, John Goodman

Do Oskarów zostało jedynie parę dni. Rybka już skrobnęła o “Poradniku pozytywnego myślenia”, ja w jednym z pierwszych postów na tym blogu podzieliłem się swoimi wrażeniami z “Django“, ale by wyczerpać temat nominacji do “Best Picture” zostało jeszcze trochę… Choć nie wyrobimy z wszystkim, mamy nadzieję, że uda nam się do 24 lutego napisać recenzję filmu, który dostanie Oscara. No chyba że nagroda, na przekór wszystkiemu i wszystkich powędruje do Haneke’go… Bo o “Miłości” pewnie napiszemy, ale chyba nie tak szybko, jak byśmy chcieli.

Jako dyżurny politolog tej strony spadł na mnie obowiązek recenzji “Operacji Argo”, co – nie ukrywam – czynię z niemałą satysfakcją. Filmu dziwnego, bo od fabuły wszyscy się bardziej podniecali powracającym z niebytu Benem Affleckiem. Nie chcę się zagłębiać w szczegóły perypetiów życia Pana Bena, bo ładnie zrobili to już w Newsweeku, gdzie – chyba jacyś żeglarscy zapaleńcy – napisali, że: “pokonał aktorskie flauty, sztorm wokół związku z Jennifer Lopez, tsunami prasowych złośliwości i wiry alkoholizmu.” A teraz pewnie zmierza po Oscara. Co z tego wyjdzie – zobaczymy. Ale faktem jest, że Affleck niespodziewanie wyrasta nam na jednego z ciekawszych i ambitniejszych reżyserów!

Mam kolegę dziennikarza. Kiedyś, jak mu się użalałem, że mam do napisania jakiśtam tekst, temat – absolutnie super, no ale nie idze, źle mi się pisze i nie mam wrażenia, że zmierzam ku dobremu. Kolega przyznał rację. Stwierdził, że on też tak ma – przy słabym temacie, człowiek staje na rzęsach i skupia całe siły, by formą nadrobić niedostatki treści. Z kolei na odwrót – kiedy ma się o czym pisać, nieraz zaniedbuje się “opakowanie” i efekt nie zawsze jest satysfakcjonujący.

Affleck mógł być doskonałym przykładem takiego paradoksu. Historia, jaką pokazał jest doskonała, jest wręcz gotowym scenariuszem na film. Oparta na faktach, a przy tym tak pełna napięcia i niewyobrażalna, że z zaskoczeniem czytamy na wiki, że oni naprawdę TO zrobili! Ale trzeba to jeszcze jakoś sensownie pokazać. I Affleckowi się udało. Nie powiem, że “Argo” jest filmem doskonałym, ale DOBRYM w pełni tego słowa znaczeniu.

argo2

“Argo, fuck yourself!”

Dobrze się to ogląda. Solidny warsztatowo, z ciekawą grą aktorską. Brodaty Ben Affleck, do tego świetny duet Alan Arkin – John Goodman, a dla fanów “Breaking Bad” w tle Bryan, do tego świetne dialogi. Fakt, byliśmy z Rybką jedynymi, którzy śmiali się z tekstu o Marksie (i na końcu prawie biliśmy brawo, jak zobaczyliśmy nad łóżkiem syna głównego bohatera figurki z “Gwiezdnych Wojen”, ale to nie znaczy, że jesteśmy dziwni!) I ten nieprzetłumaczalny kalambur na samym końcu:

– President says that you’re a true American…

– American what?

– He didn’t say…

Niektórzy kręcą nosem, że niby thriller, czekamy na wielki finał, ale koniec końców nie jest on aż tak szokujący. Spodziwamy się czegoś więcej i zostaje niedosyt. Nie zgadzam się. Nie ten film, nie te oczekiwania. Chcecie rozwałki to zobaczcie sobie indonezyjski “Raid”, reklamowany  jako “30 pięter chaosu”. Affleck bierze na tapetę prawdziwą historię, wiadomo – w jednym filmie nie nakreśli całego skomplikowanego konstekstu społeczno-politycznego, ale stara sie trzymać faktów.

Zatem: w Iranie wybuchła w 1979 r. rewolucja. Sytuacja – jak to w przypadku porządnej rewolucji – wymknęła się spod jakiejkolwiek kontroli, nastał chaos  i anarchia. W tym bezładnym szleństwie rewolucyjnego impetu pojawił się pomysł, by okupować amerykańską ambasadę. I to – jak się okazało – nie na tydzień czy miesiąc. Okupacja ambasady w Teheranie trwała aż 444 dni i przeszła do historii pod nazwą Iran hostage crisis.

[Nawias – koleżanka podrzuciła mi film “444” – irański dokument o pomysłodawcach całej akcji okupacji. Na samym początku pomysł przedstawiono m.in. Ahmadineżadowi, wówczas studentowi (obecnenie prezydent Iranu),który odrzucił go, uważająć, że raczej należy okupować ambasadę radzieckich ateistów. W końcu wygrała polityka – okupacja amerykańskiej ambasady była wyrazem gniewu Irańczyków na politykę USA, które wiernie wspierały krwawy reżim szaha.]

Przyznajcie sami – trochę głupia sprawa dla jednego z dwóch światowych mocarstw, by dać sobie zrobić taki afront. tym bardziej, że w Moskwie tylko czekają na taki akt słabości. Doskonały pretekst by ośmieszyć wroga, który nie potrafi się zaopiekować swoimi obywatelami. Oczywiście w USA  podjęto próbę uwolnienia zakładników. Carter zezwolił na posłanie sześciu helikopterów z komandosami, jednak jeden się rozbił po drodze, a w drugim padła hydraulika i trzeba było przerwać misję.

Argo, film of the week

“You did well, Ben!”

O tym w 1980 r. było wiadomo. Carter przyznał się do porażki, tym bardziej bolesnej, że była szansa na uratowanie prezydentury. A tak przegrał z przebojowym Republikaninem Reaganem. Tymczasem dopiero pod koniec lat 90., Clinton odtajnił akta dotyczące tego, o czym opowiada fabuła “Operacji Argo”. Okazało się bowiem, że sześciu pracowników ambasady zbiegło do placówki dyplomatycznej Kanady. Wiadomo było, że nie będą mogli się tam ukrywać wiecznie. I opracowano szleńczy plan uwolnienia. CIA wymyśliło, by sprzedać Irańczykom następującą bajkę: Hollywood kręci w Iranie film si-fi, przy którym pracuje kanadyjska ekipa (nasi ucieknierzy). Całą akcję trzeba było oczywiście misternie zaplanować, a zajął się tym agent Tony Mendes (Ben Affleck), który miał za zadane wyciągnąć dyplomatów z Iranu.

W całej historii najważniejszy jest mały epizod, który najpełniej rozwiązuje problem kontekstu, w jakim powstaje film. “Operacja Argo” łatwo mogłaby się bowiem stać elementem politycznej histerii – już nie wnikam w to, na ile słusznej – związanej z obecnymi posunięciami reżimu w Teheranie. Ot, przypomijmy światu, kto nim tak naprawdę rządzi (rządził) i wskażmy wroga. Jasne, po wyjściu z kina każdy zazdrości Amerykanom CIA, Bena Afflecka i “Gwiezdnych Wojen”, ale Affleckowi udaje się uniknąć jednostronności, nadmiernego patosu i moralizatorstwa.

W uwolnieniu zakładników, kluczową rolę gra młoda irańska dziewczyna, pokojówka w kanadyjskiej ambasadzie. Wie kim są “goście” ambasadora, ale decyduje się okłamać indagujących ją przedstawicieli władz rewolucyjnych. Dzięki jej dyskrecji i odwadze, cała akcja ma szansę się powieść. Choć pomysłodawcą i wykonawcą całej akcji był Tony Mendes, to bez jej milczenia nie byłoby mowy sukcesie. Gdy Amerykanie cieszą się na pokładzie samolotu, na którym można już spożywać alkohol, dziewczyna wraz z tłumem ucieknierów przekracza kranicę Iranu. Happy end z delikatną nutką goryczy, nie pozwalający zapomnieć, że świat nie jest czarno-biały. Kolejny powód, by Was bez wyrzutów sumienia wygonić do kina.

Reasumując – brawa dla Afflecka, DOBRY film, me gusta!

(Ale Oskar chyba jednak dla Spielberga…)

Słoń