Dwa filmy o tym samym człowieku, ale trochę o czym innym, czyli Hawking (2004) i Teoria Wszystkiego (2014)

Theory of Everything Movie

Widziałam ostatnio dwa filmy o Stephenie Hawkingu: jeden w sumie DOBRY (Hawking, 2004), drugi ładny, lecz w gruncie rzeczy i w porównaniu z pierwszym ZŁY (Teoria wszystkiego, 2014). Wiele je łączy: ci sami bohaterowie oparci na prawdziwych (co gorsza – żyjących!) ludziach, to samo miejsce dużej części akcji, niektóre rozmowy są powielone, nawet co najmniej jeden aktor gra w obu (lekarz z Teorii… to przecież ojciec Hawkinga z Hawkinga). Widać jednak, że pierwszy został nakręcony z myślą o małym ekranie (dla BBC), a drugi – na wielki ekran, z większymi gwiazdami, dla znacznie szerszej publiczności. Jednak nie tylko to je różni…

Czytaj dalej

DOBRY film: Zapętleni

źródło:northernheckler.files

źródło:northernheckler.files| Ja też mam czasem taką minę, zwłaszcza jak o 8:03 dzwoni do mnie ktoś chcący mi sprzedać odtruwające organizm wkładki do butów.

In the Loop

Wielka Brytania 2009

reż. Armando Iannucci, scen. Idem, Jesse Armstrong, Simon Blackwell, Tony Roche

wyk. Peter Capaldi, Tom Hollander, James Gandolfini, Anna Chlumski, Chris Addison

(Tak, Zapętleni. Nie mylić z disneyowskimi Zaplątanymi, też DOBRY film, ale trochę co innego)

Strasznie nie lubię niepotrzebnych przekleństw w filmach. W In the Loop jest mnóstwo słów uznanych powszechnie za dość niegrzeczne. Żadne nie jest nie na miejscu. To dlatego, że klnącym — i to ze szkockim akcentem — jest grany przez Petera Capaldiego Malcolm Tucker, czyli wzbudzający przerażenie w współpracownikach, a zachwyt w widzach spin doctor z DOBREGO serialu BBC The Thick of It (brytyjskiego pierwowzoru HBOwskiego VEEP).

Czytaj dalej

DOBRY film: Austenland

źródło: atthecinema

źródło: atthecinema.com

Austenland

USA, Wielka Brytania 2013

reż. Jerusha Hess, scen. Jerusha Hess i Shannon Hale (na podstawie książki tej ostatniej)

wyk. Keri Russell, JJ Feild, Jennifer Coolidge, Jane Seymour

Czytelnicy czytający tego bloga półregularnie mogli się już zorientować, że bardzo lubię książki (i adaptacje) Jane Austen. Ci z pośród nich, co znają mnie osobiście, a co gorsza są ze mną spokrewnieni, tym bardziej. Jak podczas “Tygodnia w kostiumie” na zaprzyjaźnionym blogu Pulpozaur Joanna Kucharska wspomniała o filmie Austenland, wiedziałam, że muszę to zobaczyć. Zwłaszcza, że dawno, dawno temu (chyba zamiast się uczyć do matury…) przeczytałam książkę, na której opiera się reżyserski debiut Jerushy Hess. W skrócie: fanka prozy Jane Austen jak i — przede wszystkim — adaptacji BBC z Colinem Firthem wydaje wszystkie oszczędności, by spędzić kilka tygodni w ośrodku, który ma do złudzenia przypominać świat z czasów Autorki. To mogło być ZŁE, a wyszedł uroczy eskapistyczny (pozornie)anty-eskapistyczny film.

Czytaj dalej

DOBRY film: Starter for 10

Starter for 10

Wielka Brytania, USA 2006

reż. Tom Vaughan, scen. David Nicholls (na podstawie własnej książki)

wyk. James McAvoy, Rebecca Hall, Alice Eve, Catherine Tate i ktokolwiek kiedykolwiek zagrał w jakimś serialu BBC

Oficjalny polski tytuł brzmi „Miłosna układanka”. Ma się to do treści tak jakby „Szczęki” nazwać „Morskie opowieści”, więc postanowiłam to zignorować. 

Kiedy Czytelniczka Magda i Czytelniczka Zosia polecały mi ten film, ostrzegły, żeby przypadkiem nie prowadzić żadnej drinking game*  na znanych mi (choćby tylko z serialów BBC) aktorów, bo padnę po pierwszym kwadransie. Miały rację. Ten film, w którym główne i drugoplanowe role odgrywają aktorzy, którzy teraz są dość bardzo sławni, to istna kolizja fandomów.  Zresztą nic dziwnego, Wielka Brytania to mała wyspa z ograniczoną liczbą aktorów. Tragicznym w skutkach mogłaby się okazać gra, w której jedynym założeniem byłoby wypicie łyka trunku na widok kogoś, kto pojawił się chociaż tylko w Doktorze Who lub w Sherlocku (poza tymi oczywistymi, filmowa matka Alice Eve była w i w finale trzeciej serii Sherlocka, i w jednym z moich ulubionych odcinków Doktora).

"What happened to your face, brother dear?"

“What happened to your face, brother dear?”

Czytaj dalej

DOBRE przedstawienie: “Frankenstein”

Frankie-2-Image-Text

źródło: sharmillfilms

Frankenstein (Royal National Theatre)

Wielka Brytania, 2011

reż. Danny Boyle, scen. Nick Dear (na podstawie powieści Mary Shelley)

wyk. Benedict Cumberbatch, Jonny Lee Miller, Naomie Harris

Rok 1963 to był ważny rok: urodzili się moi rodzice i Quentin Tarantino, zabito Kennediego, BBC nadało pierwszy odcinek serialu Doctor Who, a w Londynie powstał National Theatre. Z okazji pięćdziesięciolecia tego ostatniego wydarzenia w kinach całego świata można zobaczyć niektóre z ich nagranych spektakli, w tym “Makbeta” i “Frankensteina”. Rzecz jasna przedstawienie oglądane na dużym ekranie to nie to samo, co na żywo na scenie, jednak skoro nie pojawiła się u mnie (na razie) niebieska budka telefoniczna, która zawiozłaby mnie do Londynu gdzieś między lutym a majem roku 2011, z radością zadowoliłam się możliwością* oglądnięcia transmisji w krakowskim kinie Mikro (grają to jeszcze 8.12! Rezerwujcie bilety póki są!).

Choć zwykle nie piszemy tu o sztukach, ja skorzystam z faktu, że bądź co bądź to przedstawienie widziałam w kinie oraz z tego, że Współautor już pewnie śpi lub znowu imprezuje na jakimś malezyjskim wieżowcu i nie może mnie pilnować. Najpierw kilka ciekawostek. To przedstawienie istnieje w dwóch wersjach** — w jednej w Stworzenie wciela się łysy Jonny Lee Miller, a w Wiktora Frankensteina naturalnie ryży Benedict Cumberbatch, w drugim jest na odwrót. Ja widziałam “pierwszą” wersję. Koleżanka, która obejrzała obie wersje zarzeka się, że ta jest lepsza, więc jej wierzę. Nie oznacza to oczywiście, że przy najbliższej sposobności nie popędzę zobaczyć drugiej! Nie byłabym jednak sobą, gdybym nie opisała kolejnej ciekawostki związanej z wymienionymi aktorami: obaj zdolni panowie grają obecnie Sherlocka Holmesa w dwóch różnych — acz w obu DOBRYCH — serialowych modernizacjach opowieści Arthura Conan Doyle’a. 

Czytaj dalej