Zły, śmieszny i straszny: Zakonnica

Jak na wyjście z ekipą z pracy w środku tygodnia — pozycja idealna. Chłodny browar, lekka głupawka i skuteczna ochrona od resztek skrzącego się na wrześniowym niebie lata. Film, na który trzeba iść w towarzystwie, ale gust filmowy zostawić przed kinem. Grając na znanych motywach, “Zakonnica” pomimo sukcesu kasowego pozostaje daleko w tyle za poprzednimi odsłonami “Obecności” naszymi oczekiwaniami… I nie wiadomo, czy bardziej to śmieszny, zły czy straszny film.

The Nun

USA, 2018

reż. Corin Hardy, scen. Gary Daubermanscen

wyk. Demián Bichiri, Taissa Farmiga

Jak doedukowała Współautora Towarzyska Seansu, pierwsze horrory docelowo miały być dla dojrzałej, męskiej publiczności. Szybko się jednak okazało, że na filmy grozy chodzą przede wszystkim… nastolatki. “Zakonnica” zdaje się o tym przypominać. Twórcy jakby gdzieś mieli dylematy, jak wywołać grozę u widza u schyłku drugiej dekady XXI w. Jak skutecznie skonstruować potwora, tak by nie popaść w groteskę? Czy ktoś jeszcze wierzy w duchy i wilkołaki? Oczywiście nie, ale tutaj nie ma żadnej próby pokazania czegoś nowego. Konserwatyzm nie byłby zły, ale poczucie, że wszyscy poszli w “Zakonnicy” na wyjątkową łatwiznę, a scenarzystom się nie chciało, jest trochę zbyt nachalne. Wpędźmy bohaterów w nawiedzone zamczysko i nastraszmy demonicznymi mniszkami. W tle złe skojarzenia z zakonami żeńskimi (na dniach zabieram się za “Zakonnice odchodzą po cichu”) i opowiastkami o egzorcyzmach. Starczy?

Urgh, nie. No chyba, że wracamy do korzeni i właśnie jesteśmy młodzieżą testującą, czy wpuszczą nas na film dla dorosłych.

Zły, że aż dobry?

Współtowarzysze seansu byli zgodni — klimat zrobiła muzyka, groza wynikała z czekania, zza którego winkla wyskoczy zombie-zakonnica i pod którym habitem będzie siostra, a pod którym — brzydki demon. Co umówmy się dobrze działało, było trochę krzyków na sali i zlęknione twarze chowane w drżących rękach. Ale chcieliśmy więcej. Historia diabła wyskakującego z dziury w ziemi i zreaktywowanego po bombardowaniach w drugiej wojnie światowej przypomina trochę klimatem komiksy “Hellboya”, ale wywołuje uśmiech niedowierzania. Diabełek przyszedł i pozjadał duszyczki zakonnic. Tym samym lata święte świetlne za nastrojowością i atmosferą  “Obecności”.

Absurdów jest niestety więcej i niewątpliwie psują seans. Amerykański egzorcysta Burke (Demián Bichiri) i siostrzyczka Irene (Taissa Farmiga) potrzebują pół filmu, by zrozumieć, że miejsce nie jest święte. W zapomnianej przez świat rumuńskiej wioseczce wszyscy mówią po angielsku, a chłop, któremu szatan-zakonnica chce odgryźć gardło precyzuje, że nie jest Francuzem, ale Francuzo-Kanadyjczykiem. Takich smaczków jest dużo, a w zestawieniu z nieco mozolną fabułą, naiwną historią o szatanku w tle i kuriozalnymi dialogami, mamy wrażenie, jakby twórcy dystansowali się od dzieła. “OK, wiemy, że to bzdury, jesteśmy z wami!”. Rozmowa o relikwii przechodzi do annałów kina (poniżej) i chyba nieźle podsumowuje całość.

Zakonnice w ponurych murach są tak krypne, jak współlokator wyskakujący zza lodówki, gdy ty idziesz w środku nocy do łazienki, dlatego też ze spokojnym sumieniem odradzam. Choć ja bawiłem się wybornie, acz więcej tu było radości ze zła tej produkcji i przerażenia towarzyszy seansu.

Na deser rzeczony dialog:

(Bohaterowie patrzą na relikwię z krwią Chrystusa):

— This is the Holy Blood of Christ!

— Holy Shit!

— …the Holiest!

AMEN!

Współautor

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *