W duńskim kinie dobry film: Wdowy

Na Jutlandii nie ma zbyt dużego wyboru, jeśli chodzi o kino. Pomimo zatrważającej ceny, odległości, jaką trzeba było pokonać, oraz motywu szkalującego dobre imię naszych rodaków za granicą, nowy film Steve McQueena — dla którego w niedzielę wieczorem nie było alternatywy — jest DOBRY. Choć spodziewałem się trochę czegoś innego, zobaczyłem dobre połączenie heist-movie, z problematyką znaną ze “Zniewolonego”. Bo choć akcje obu filmów dzieli ponad 100 lat, to z przerażeniem odkrywamy, że Ameryka dalej ma problem…

Widows

USA, Wielka Brytania, 2018

reż. Steve McQueen, scen. Steve McQueen, Gillian Flynn

wyk. Viola Davis, Elizabeth Debicki, Michelle Rodriguez,

Zacznę od zrzędzenia — widzieliście zwiastun? Harde babki zabierają się za brudną robotę, wybuchy, strzelaniny, pościgi. Do tego Liam Neeson, znany ostatnio głównie z kolejnych filmów sensacyjnych, na które trochę szkoda nam czasu, ale przynajmniej się dzieje. Dlatego też szedłem do kina — oprócz mnie w niedzielny wieczór na sali były cztery (CZTERY!) osoby — z myślą, że gdyby nie to, że Dania, to kupiłbym popcorn, by w pełni cieszyć się galopem heist-movie.

Nie kupiłem, bo bilet kosztował horrendalne 100 pieniążków duńskich, więc o strawę już nie spytałem. A po drugie — to jednak poważny Steve McQueen, a nie beztroskie “Ocean’s 8”. W toku seansu, lekkie rozczarowanie szybko ustąpiło zachwytowi, tak że nawet nie myślałem o przeprocesowanej termicznie kukurydzy. Ale ostrzegam — jeśli spodziewacie się frenetycznej rozpierduchy, to źle wybraliście.

Od samej akcji, ważniejszy jest we “Wdowach” cały kontekst. Partnerki zamordowanych złodziei nagle są zdane same na siebie, gdy ich dotychczasowe życie sypie się. Oprócz spodziewanych dramatów, jak utrata towarzysza życia, a z nim źródła dochodów, pojawia się kwestia niezałatwionych interesów chłopców.

Umiesz liczyć? Licz na siebie!

Szalony plan skoku staje się symbolem walki o swoją podmiotowość. Kobiety zdane na siebie muszą nauczyć się same ogarniać życie. Rodzina — zamiast wesprzeć — staje się zagrożeniem. Zadanie nie jest łatwe, bo trzeba wejść w nieznany dotychczas świat. Ameryka XXI w. to kraj rządzony przez mafie albo cyniczne polityczne dynastie.  Tocząca się w tle kampania wyborcza jest beznadziejna jak ostatnie wybory w Krakowie — do wyboru jest dżuma lub cholera. Przez czarne dzielnice trzeba uciekać, żeby przeżyć, z kolei biali żyją w swoich wieżach z kości słoniowej. Dla władz dziewczyny są laskami przestępców, więc próżno szukać na horyzoncie jakiegoś obrońcy porządku.

Najciekawszym wątkiem jest oczywiście ten kolorowy. Akcję opracowuje Afroamerykanka, Latynoska i córka polskich imigrantów. Alice pije wódkę, użera się z matką przypominającą Violettę Villas 3 dni po śmierci, a gnata chce kupić błagając po polsku (swoją drogą, aparycja mającej 190cm wzrostu pani Debicki jest urzekająca!). Ich pozycja jest zatem jeszcze bardziej skomplikowana, ale w sumie to dzięki znajomości hiszpańskiego, polskiej urodzie i znajomościom z Bronxu jest nadzieja na happy-end.

Duzi chłopcy knują o zdobyciu sławy i wpływów, ale zapominają, że nie tylko oni chodzą po tej planecie. Wymowny przekaz, ubrany zostaje w nieco rozciągniętą, ale trzymającą tempo historyjkę wielokrotnie okraszaną rewelacyjnymi scenami. Jeśli na coś jeszcze  trzeba zwrócić uwagę to na pracę kamery. Cierpliwy kadr zza samochodu wracającego do domu Colina Farrela genialnie ukazuje problem nierówności. Za oknem bajzel kolorowej dzielni w parę chwil zmienia się w czyściutką jak chodnik w Kopenhadze dzielnię. Targowisko broni, sceny z czarnej dzielni czy aukcja samochodowa, to przecież współczesna Ameryka w pigułce.

Dobry, choć nie sensacyjny film, o hardych babkach i upadającym Imperium. Choć nie tak wstrząsający jak “Zniewolony”, to dalej bardzo DOBRY film.

Współautor

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *