Dobry film, acz…: Narodziny Gwiazdy

“Bohemian Rhapsody”, choć nie było dziełem wybitnym, to muzycznie pozamiatało do końca sezonu. Tymczasem od dawna wiadomo było, że zaraz na ekrany wejdzie reżyserski debiut Bradleya Coopera, z Lady Gagą w roli głównej. Porównywanie obu filmów jest bluźnierstwem, acz mówimy od razu — nawet jeśli uważacie, że muzyka skończyła się 24 listopada 1991 r., to warto wybrać się na “Narodziny Gwiazdy”.

A Star is Born

USA, 2018

reż. i scen. Bradley Cooper,

wyk. Bradley Cooper, Stefani Joanne Angelina Germanotta aka Lady Gaga

Cooper na tapetę wziął dramat romantyczny z 1937 r., którego od tego czasu przerobiono na musical, rock-operę i bollywoodzkie romansidło. Jak na gatunek przystało, diebeł tkwi w stworzeniu wiarygodnego duetu. Do współpracy została zaciągnięta sama Lady Gaga, która w dokumencie, jaki można zobaczyć na Netflixie, zastanawia się, czy przyjąć propozycję znanego aktora. Skończyło się jak się skończyło. I bogu rocka dzięki.

Aktor i gwiazda popu doskonale odnajdują się w swoich rolach. Copper gra zblazowanego i zmęczonego życiem rockmana, który najlepsze ma już za sobą. Gaga — właściwie siebie. Laskę, która w przeciągu chwili, z przeciętnej dziewczyny z nikąd, staje się celebrytką. Początek ich relacji, z żartami, mrożonym groszkiem na obolałej ręce, śpiewaniem na bani pod supermarketem i wyciąganiem na koncert, jest świetny. Czują do siebie miętę, ich relacja jest autentyczna i urocza.

Rewelacyjny początek, a potem…

Im dalej w las, tym niestety więcej problemów. Jakby reżyser chciał nam powiedzieć, że miłość umiera po ślubie. Oczywiście, na pierwszy plan wysuwają się problemy kowboja, ale jednocześnie coś się psuje między naszymi bohaterami i chyba nie do końca wiemy co.

I to jest może zagwozdka tego filmu. Czy faktycznie jest to film o problemach pierwszego świata ludzi, którzy weszli na piedestał? Pieniądze, sława, najlepsi lekarze i całonocne biby nie dają szczęścia. Czy jednak sukces drugiej połówki może dla każdego być tak nieznośny? Jackson Maine osiągnął już szczyt, pora na odcinanie kuponów od sławy, ale dlaczego nie godzi się z upływam czasu?

Psychoanalityczny fragment filmu zabiera dużo czasu, eksponująć postać brata gwiazdora. On też musiał pogodzić się z tym, że obok jest ktoś bardziej utalentowany, któremu pisany jest sukces. W sumie to samo może powiedzieć ojciec Ally, niedoszły następna Franka Sinatry.

Muzyczny melodramat z muzykami w rolach głównych staje się w tym momencie gorzką i dającą do myślenia opowieścią o porażce i umiejętności zaakceptowania rzeczywistości. Nie tylko o zblazowanych gwiazdach. Oczywiście, nie można pozostać biernym, bo bez nuty szaleństwa i chęci zmiany, Ally dalej pracowałaby w dupaśnym hotelu, a nie promowała płyty.

Dlatego choć można utyskiwać na przewagę melodramatu nad muzyką, to Cooper i Lady Gaga dali radę. Nie pozwalają o sobie tak szybko zapomnieć.

A piosenka ze zwiastunu, choć nie jest “Bohemian Rhapsody” też pozostaje w mózgu.

Współautor

Jedna myśl nt. „Dobry film, acz…: Narodziny Gwiazdy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *