Świetny film: Avengers: Wojna bez granic (a recka bez spoilerów)

Oklaski na sali w trakcie seansu i niemal mistyczna cisza po ostatniej scenie. Zawrotne 29 milionów dolarów zarobionych tylko w Stanach w dniu otwarcia i krytycy, nieumiejący zrecenzować tego filmu bez spoilerów. Fakt — gdy po raz pierwszy zobaczyłem zwiastun nowych przygód Kapitana Ameryki i spółki, trochę kręciłem nosem. Znowu wielcy i potężni mieli walczyć z kolejnym szwarccharakterem, by go pokonać, po epickiej bitwie. Są Strażnicy Galaktyki (bardzo dobra zarówno pierwsza jak i druga część!), Thor (dobra druga i trzecia część), Czarna Pantera i cała gwardia awendżersowa, ale czy jest to coś nowego i odkrywczego? Cóż — TAK. Kino totalne. Bez spoilerów o epicko DOBRYM filmie.

Avengers: Inifinity War

reż. Anthony Russo, Joe Russo, scen.Stephen McFeely, Christopher Markus

USA, 2018

wyst. Chris Evans, Robert Downey Jr., Chris Pratt, Chris Hemsworth, Scarlett Johansson, Benedict Cumberbatch, Zoe Salanda i inni.

Bóg (Piorunów) zapłać za bilety od Cinema City!

Komiksy Marvela słynęły z tego, że potrafiły zawsze zaskakiwać. Kolejne historie bohaterów przeplatały się, mieszały, by stopniowo prowadzić do finału, który był jedynie początkiem nowego. W tym znaczeniu najnowsza odsłona filmowego uniwersum ze studia Marvela ładnie wpisuje się w fabularne wygibasy komiksowej korporacji. Jest syntezą, ale i nowym rozdaniem, przełamaniem konwencji i pokazaniem: możemy wszystko!

 

Strażnicy galaktyki spotykają Iron Mana (Rober Downey Jr.), Avengers walczą u boku wojowników pod dowództwem Czarnej Pantery (Chadwick Boseman), Spiderman (Tom Holland) urywa się z wycieczki szkolnej by poznać Dr. Strange (Benedict Cumberbath),. Wszystkie te spotkania są genialne. Nie tylko rozbawiają fanów, ale są to po prostu świetne i zabawne dialogi. Widać, że aktorzy bawią się postaciami, równowaga między patosem sytuacji, a dystansem do całej tej pompy tworzy odpowiednią atmosferę. Na horyzoncie pojawia się kolejny zły, więc nasi bohaterowie muszą zewrzeć szyki po niesnaskach z poprzedniej części i rutynowo stawić czoło zagrażającemu wszechświatowi zagrożeniu. Business as usuall?

Z jednej strony tak. Bo na arenę wkraczają wszyscy. Drugi najdroższy w historii kina film jest naćkany gwiazdami. Radują nas tak spotkania celebrytów, ale przede wszystkim bohaterów kolejnych odsłon sagi. Thor wyjaśnia szopowi, że jego mama została zabita przez mrocznego elfa, Iron Man sprzecza się z Doctor Strange o przywództwo, a Quill walczy o odzyskanie prawo do bycia kapitanem statku, przedrzeźniając pełen patosu baryton boga gromów. To dla fanów i nie ukrywam — radowały kolejne owacje na sali kinowej.

Ale…

Z drugiej strony jest to film totalny. Scenariusz rozciąga się w pewnym momencie na parę wątków, z których każdy jest logicznie rozprowadzony. Thor próbuje odzyskać topór, Doctor Strange z Iron Manem stawiają opór Thanosowi, ten zwabia Gamorrę (Zoe Salanda), a Ziemia szykuje się na bitwę o losy wrzechświata. Historia jest gęsta, ale pełna napięcia. Retrospekcje budują psychologiczny kontekst, bohaterowie są targani emocjami i rozterkami, romanse są rześkie, a animozje — żywe. Spiderman wprowadza konflikt generacyjny (Iron Man nie za bardzo lubi gimbazę), a niezwykłe spotkanie z synem lat 80. — Quillem — natychmiast nadaje tym postaciom nowego kontekstu.

Wspomniany Zły, Thanos (rewelacyjny Josh Brolin), jest perwersyjnie niepokojący i przekonujący. Zdając sobie sprawy ze swojej brutalności, tłumaczy, że jest tym, który rozumiejąc zagrożenie, nie boi się lekarstwa. Jego utylitarny nazizm inspirowany maltuzjanizmem może pociągać. „Nie wymordowałem twojej cywilizacji, ale okazałem łaskę. Co was czekało?” — przekonuje Gamorrę (jej młoda wersja jest chyba najbrzydszym dzieckiem kina — zielona skóra i rude włosy??). Wie, że jest mordercą, ale przekonuje, że on jako jedyny rozumie sytuację. Ludobójstwo jest koniecznie, bo nie ma dla nas innego ratunku. A kto jak nie ja podejmie się takiego poświęcenia? Udowadnia, że potrafi pokonać największe trudności. Intryguje jego przełamanie imposybilizmu, ucieleśnienie polityki jako skuteczności, udowodnienie — niczym rząd PiSu — że się da. To, na ile jego cel jest słuszny pozostaje co najmniej dyskusyjne (ostatnio w Bloombergu słusznie pisali, że przeludnienie planety jest mitem) I o to do walki znowu staną nasi herosi.

Nowy początek

„Wojna bez granic” staje się nowym rozdaniem przede wszystkim zakończeniem. Dawno nie byłem na filmie, który wywołując tyle entuzjazmu na sali, skutkuje taką ciszą po ostatniej scenie (CZEKAMY DO ZAKOŃCZENIA NAPISÓW!!!) Niektórzy krytycy, pisali, że nie da się za wiele napisać o tym filmie bez zdradzania zakończenia. Faktycznie, to ono czyni całe dzieło tak dobrym i zaskakującym. Nie chcę za bardzo nakręcać oczekiwań, bo sam jestem fanem Thora czy Strażników, a i publika dopisała. Niemniej nie mam wątpliwości, że jest to jeden z najlepszych filmów ze stajni Marveli.

Współautor

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *