Nie-ZŁY, acz za długi film: JOY

joy_film_still-xlarge.jpg

za: telegraph.co.uk | Każdy marzy, by nową dziewczyną zgryźliwego ojca została zamożna włoska wdowa (i to Isabella Rossellini)

Niedawno ogłoszono nominacje do Złotych Globów, w których Joy została nominowana w kategorii „najlepsza komedia lub musical” (a Jennifer Lawrence za najlepszą główną rolę żeńską w „komedii lub musicalu”). Po obejrzeniu nie dziwię się nominacji, zdziwiła mnie natomiast kategoria. Oczywiście, jest tu trochę humoru, jednak sam film był raczej bardzo dramatyczny, mimo przyprawiającego o mdłości (z różnych powodów) cukierkowego zakończenia dość przygnębiający. Chwilami był też irytujący, jak spoty sprzedaży telewizyjnej, dzięki którym bohaterka zbiła (w końcu) fortunę.

Joy-2-640x340.jpg

Za: naekranie.pl | Te okulary Cooper ukradł dla Lawrence z plany ZŁEGO filmu”Aloha”

Joy

USA 2015

reż. David O. Russel, scen. Tenże (przy współpracy z Annie Mumolo)

wyk. Jennifer Lawrence, Dianne Ladd, Robert de Niro, Bradley Cooper, Edgar Ramirez

Narratorem filmu jest babcia tytułowej bohaterki (opartej na Joy Mangano). Przedstawia nam swą wnuczkę, która od dziecka tworzyła różne praktyczne wynalazki i ulepszenia przedmiotów użytku domowego. Joy miała wielkie ambicje, lecz życie tak się potoczyło, że poznajemy ją jako tyrającą w nielubianej pracy „samotną” matkę, która ma na głowie cały rozpadający się dom, gdzie mieszka z babcią, dwójką dzieci, oglądającą całymi dniami telenowele matką oraz śpiewającym eks-mężem w piwnicy, do jakiej właśnie wprowadził się wyrzucony od kolejnej kochanki ojciec.

Przez większość filmu główna bohaterka boryka się z poczuciem zmarnowanego życia, zaprzepaszczonych nadziei, tego, że nie udało jej się ziścić młodzieńczych marzeń. Nawet, jak Joy wymyśliła swój pierwszy wynalazek (łatwo wykręcającego się mopa), trudom produkcji, reklamy, dystrybucji nie opuszcza jej lęk przed zmarnowanym czasem (i pieniędzmi). Coś mi tu jednak nie pasowało. Dopiero po chwili doszło do mnie, co tu nie gra: Jennifer Lawrence (która oczywiście zagrała bardzo dobrze) jest zdecydowanie za młoda. W chwili kręcenia nie ukończyła nawet dwudziestu pięciu lat, a miała być przynajmniej 10-kilkanaście lat starsza. I jak mam uwierzyć, że moja rówieśniczka (starsza o niecały miesiąc) może mieć jakiekolwiek realne obawy, że „zaprzepaściła życie”? Rozumiem, że David O. Russel chciał po raz kolejny nakręcić z nią film, ale dlaczego akurat nie mógł w tej konkretnej roli zatrudnić kogoś bliżej czterdziestki? Wtedy film miałby mocniejszy wyraz.

Kolejną rzeczą, która sprawiła, że ten ślicznie nakręcony i bardzo dobrze zagrany film nie jest tak DOBRY, jak mógł być, jest jego długość. Serio. Pierwsza godzina-półtorej toczy się wartko, trzyma w napięciu, ale przez ostatnie pół godziny zaczęliśmy już zerkać na zegarek (ja wręcz zaczęłam nieszczęsnemu Współautorowi płakać w ramię, że chcę już iść, niech to się skończy, przecież wiadomo, jak będzie).

Joy-2.jpg

Większość scen z Cooperem służyła wyłącznie wywołaniu nostalgii widzów za innymi wspólnymi filmami tej dwójki

Pod wieloma względami jest to aż komicznie stereotypowo amerykański film. Od white trash do milionerki, żmudna praca nagrodzona pieniędzmi. Z jednej strony zdrowa pochwała przedsiębiorczości, z drugiej: romantyzacja sprzedaży wysyłkowej (czy raczej tych telewizyjnych krzykliwych naciągaczy  nieszczęsnych staruszek,  „zamów i zadzwoń”, jeśli zadzwonisz w ciągu trzech minut, do jednego chłamu dostaniesz drugi za pół ceny). Morał: nawet okropną rodzinę da się wytrzymać, o ile ma się dużo pieniędzy.

OK, czepiam się. Bardzo mi się podobało, że mamy tu ciekawe postacie kobiece, które „nie potrzebują księcia z bajki”, całość była ślicznie i ciekawie nakręcona, dobrze zagrana, ze świetnie dobraną muzyką. Choć pod koniec, gdy zasypiałam, budziła się we mnie marksistowska ascetka… Wcześniej jednak bardzo dobrze się bawiłam. Współautor też, mimo, że wcześniej fryzjerka powiedziała mu, że zaczyna łysieć i był obolały po nartach.

W skrócie: Jest do czego się przyczepić, to nie jest Poradnik pozytywnego myślenia ani American Hustle, ale da się obejrzeć.

Ryba.

2A8E891900000578-0-image-m-9_1436974125435.jpg

0 myśli nt. „Nie-ZŁY, acz za długi film: JOY

  1. Dla mnie „Joy” to trochę jeden z tych rodzai filmów, gdzie wszystkie dobre sceny zostały już zamieszczone w zwiastunie, a człowiek w kinie przekonuje się, że właściwie już wie, jak będzie wyglądał środek i koniec i piekielnie się na seansie nudzi. Przynajmniej tak było w moim przypadku.

  2. Pingback: Dobry film z Pruszkowem: X-men. Apocalypse | Dobry Film, Zły Film

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *