Dobra winna przyjemność: Pitbull. Ostatni Pies

Niestety, “guilty pleasure” ma na Wikipedii jedynie tłumaczenie na serbskochorwacki, więc wybaczcie nieporadność tłumaczeniową w tytule. Trzecia filmowa odsłona przygód “Despero” nie ma wszystkiego tego, czego nienawidzimy w filmach Vegi i chyba dlatego ląduje w kategorii dobry. Ja potraktowałem seans w kategorii sadomasochistycznego żartu primaaprilisowego. I nawet nie płakałem…

Pitbull. Ostatni Pies

Polska, 2018

reż. Władysław Pasikowski

Marcin Dorociński, Dorota R.,

W wyniku niezgody — ponoć poszło o Dodę — pomiędzy producentem Emilem S. (nazwisko ucięte przez prokuratora, podobnie jak wyżej nazwisko odtwórczyni głównej roli żeńskiej) a Patrykiem V. (nazwisko ucięte przeze mnie), doszło do iście szachowej roszady. Reżyser dwugodzinnych zwiastunów zabrał się za trzecią część “Psów”, a mistrz Pasikowski, który ostatnio popełnił m. in. film o wyklętym żołnierzu pułkowniku — za “Pitbulla”. Prosiło się o podwójną recenzję, ale chyba przekonała mnie uwaga, że nie chcemy, aby natchniony reżyser “Botoksu” cośkolwiek na nas zarobił. Stanęło jedynie na przygodach Dody, jako królowej mafii i — coby utrzymać klimat Wielkanocy — zmartwychwstałego w roli legendarnego policjanta Dorocińskiego.

Nie jest to błyskotliwe kino gangsterskie. Fabuła rozkręca się jak karuzela w lunaparku we Władysławowie, a bohaterowie mają robić, co im wymyślił scenarzysta. Akcja gna do przodu, ale niespodzianek po drodze nie będzie za wiele. Spotkanie Metyla i Despero po latach kończy się ochlejem na komendzie. Jednak brak nam pasji Franza, problemów Gebelsa z żoną czy namiętnego romansu. Są łzy i dramaty, ale nie czujemy tego, jedynie czekamy na kolejną rozwałkę. Naprawdę, rzadko to mi się zdarza, ale powiem to — prosi się o wątek romantyczny. Jednak liczyłem na jakiś moment namiętności między policyjną wtyczką, a Dodą. Byłoby ciekawiej, bo Despero bez większych problemów infiltruje i rozpracowuje gang.

Dorota R., jako Mira – boss mafii

Swoją drogą celebrytka, nawet odnajduje się w roli Mirki, dziewczyny z chodnika, która nagle bierze na siebie zadanie prowadzenie brudnego interesu po mężu. Jej ostatnie perypetie z prawem dodają jej udziałowi w tym filmie pikanterii, kto wie, czy nie ma na sumieniu więcej niż Tonya Harding (świetny film!). Pasikowski trafnie zauważa, że wielcy gracze przeszli od haraczy i wymuszeń do przestępstw gospodarczych. Za to matriarchat w polskiej mafii się jednak nigdy nie sprawdził i wdowy po gangsterach raczej próbowały sobie na nowo ułożyć życie, niż kontynuując dzieło małżonka. Pomimo tego elementu fantastycznego jakoś to się ciągnie, tak że nawet wybaczamy, że Despero ma czas, by wymknąć się z kryminalnej hawiry, by zrobić z kolegami z policji rozwałkę na targowisku.

Co najważniejsze — nie ma namolnych ujęć z drona, fabuła tworzy logiczną całość, a nie zbieraninę gagów i scen. Po kryjomu w ciemnej sali ocierałem łzy na wspomnienie pierwszych dwóch części “Psów” czy serialowego Pitbulla, ale w kraju zdominowanym przez filmy natchnionego Duchem Świętym Patryka, dobre i to.

Jak macie chcicę na polskie kino spod znaku dresu i pistoletu, to proszę iść na Pasikowskiego.

Współautor

Jedna myśl nt. „Dobra winna przyjemność: Pitbull. Ostatni Pies

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *