(Dobry) Krakowski Festiwal Filmowy cz.I

Za: ocdn.eu

Za: ocdn.eu

Krakowski Festiwal Filmowy, najstarszy w tym kraju, a i jeden ze starszych na tym kontynencie ma swoją renomę. Mniej lub bardziej nieudolne rysunki znanych aktorów i reżyserów zdobiły (i dalej zdobią!) całą stolicę Małopolski, przypominając, że do niedawna trwało święto dokumentu, krótkiego metrażu i animacji, będące nieraz bramą do wielkich przeglądów kina. Pomimo wydźwięku kampanii promocyjnej, nie spodziewaliśmy się jednak zobaczyć (chociaż kto wie, może w przyszłości?) Arnolda Schwarzeneggera czy Jacka Nickolsona. Ale to przekora marketingowców — KFF to festiwal pełną gębą, z masą debiutów, młodych twórców i zaskakujących tematów. Jak to się udało? Cóż — DOBRZE!

Za: www.krakowfilmfestival.pl

Za: www.krakowfilmfestival.pl

Tych, który oczekują fabuł z końca świata, od razu uprzedzamy — nie będzie ani długich filmów fiction, ani dużo egzotyki. Tak, zaczynam od kamyczka do ogródka. Wspomniane plakaty z podobiznami gwiazd kina mają — jak się błędnie wydaje — ręczny dopisek „Więcej kobiet!” oraz doklejone na mniejszych kartkach rysunki aktorek i reżyserek. Piękne to nawołanie do walki z kinowym szowinizmem budzi mój przekąs, gdy patrzę na miejsca produkcji prezentowanych obrazów. Oczywiście, Fokus na Niemcy (z okazji ćwierćwiecza Goethe Institut w Krakowie), czy retrospekcje nestorów polskiej animacji, Witolda Giersza i Daniela Szczechury, jak i konkurs filmów polskich podciągają średnią europejską. Ale i abstrachując od tego, sześć produkcji spoza Zachodu (wliczam tutaj Australię, Kanadę czy Izrael), pięć koprodukcji z krajami Ameryki Południowej czy Azji i ZERO reprezentatów kinematografii afrykańskiej budziło moje nieukontentowanie. Szczególnie przy deklarowanej otwartości, wiary w humanizm i sprawczą moc kina.

Jak czytaliśmy w katalogu słowo wstępne dyrektora, Krzysztofa Gierata:

Z ich [Gierata, Szczechury i Yorama Grossa, którego tablicę upamiętniającą odsłonięto w trakcie festiwalu — przyp. mój] sztuki płynie ponadczasowa mądrość ludzi kochających ludzi.

Ponadczasowa, ale czy uniwersalna, światowa?

Niemniej przyznać trzeba, że pomimo tej koncentracji na zachodniej kinematografii, w trakcie festiwalu wielokrotnie podejmowano tematy związane z granicami, nie tylko geograficznymi, ale tymi trudniejszym do przekroczenia — między ludźmi. Tutaj moją szczególną uwagę przykuło luksemburskie „Eldorado”.

(Nie ukrywam, zachęcony przez Współautorkę liczyłem na wywiad z konsulem honorowym Luksemburga (pierwsza wersja) albo twórców (druga wersja). Skończyło się na niemałym spóźnieniu, bo komunikacja miejska postanowiła zorganizować godziny szczytu, a twórcy byli na innym pokazie. #Ogara)

W dobie zjednoczonej Europy, w którą tak często się wątpi, zawracając sobie głowę fikcyjnym zderzeniem cywilizacji judeochrześcijańskiej i muzułmańskiej, zapominamy o tym, ile granic dzieli nas jeszcze na kontynencie. Gdy ktoś ostatnio powiedział mi, że w Krakowie jest prawdopodobnie więcej Hiszpanów niż Niemców (ktoś potrafi to zweryfikować?), to ucieszyłem się — oto w końcu zadziałał unijny wspólny rynek. Nadmiar podażu siły roboczej w stosunku do zapotrzebowań pogrążonego w kryzysie rynku, prowadzący do bezrobocia, transferowany jest w regiony (kraje), gdzie jest większy popyt na pracownika.

Udało się? Niekoniecznie.

Dramat i samotność Portugalczyków jadących do swojej Ziemi Obiecanej na północy kontynentu, jest pełna rozczarowań, goryczy i trudnych decyzji. W pewnym momencie orientujemy się, że właściwie równie dobrze mogliby być emigrantami z Syrii czy Libii — wykonują najgorsze prace, najczęściej słabo płatne, żyją daleko od rodzin, a rodzinne strony opuścili mamieni perspektywami raju.

-Jak Ci się wiedzie? Pracujesz gdzieś? – pyta mieszkający w Luksemburgu ojciec córkę, która przyjechała do nigo z ojczyzny.

— Tak, w hipermarkecie.

— Dużo?

— 9-19, przez siedem dni w tygodniu.

— Dobrze płacą?

— Minimalną krajową.

Za: www.filmfund.lu

Za: www.filmfund.lu

Niemniej piękno dokumentu zasadza się nie tyle na ładnych ujęciach, ale subtelnie przemycanej poetyce (urocza scena tańca sprzątaczek hotelowych pod koniec) i uniwersalizmie. Dylematy emigrantów dotyczą poważnych problemów życiowych, ważnych wyborów, konieczności pojednania się z rodzicami i pójścia swoją drogą. Rozłąka z krajem jest tutaj pretekstem dla namysłu nad sytuacją człowieka, a nie prostą, acz subtelną krytyką skutków kryzysu finansowego  i nierówności we Wspólnocie. Intrygująco traktuje też problem uchodźców, pokazując, że można być Obcym w rodzinie.

Z rodzimego podwórka — interesująco i różnorodnie prezentowały się produkcje w Konkursie Polskim. Twórcy odnajdywali inspirację nie tylko w historiach z okolicznego podwórka, ale i jeździli po świecie, co obfitowało różnorodnością tematyczną. Fabularny „Koniec Widzenia” Grzegorza Miłdy był sprawną, mroczną i dobrze zagraną etiudą „z życia”. Narastający w młodej dziewczynie konflikt, między chęcią uwolnienia chłopaka, a koniecznością znaczącego popsucia sobie relacji z ojcem, nie grzeszył zjawiskowym fabularnym zwrotem akcji. Jednak stopniowo narastające napięcie, świetna gra aktorska i cudna praca kamery, budziły w nas niezaspokojone oczekiwanie na pełnometrażowy debiut reżysera.

"Koniec Widzenia", a może dopiero początek? Za: bi.gazeta.pl.2

„Koniec Widzenia”, a może dopiero początek? Za: bi.gazeta.pl.2

Z kolei „Miss Holocaust” Michaliny Musielak, pod pozorem dokumentu o organizowanych w Hajfie wyborach najpiękniejszej z Ocalałych, przekazywał jakąś prawdę o Pamięci. Sterane życiem i wiekiem staruszki, cichym głosem mówiły do mikrofonu o konieczności pokoju i życzyły, by nigdy więcej nie doszło do dramatu Zagłady, a w koło ludzie jedli, pili i gadali. Przemyślany i zgryźliwy komentarz do kultury pamięci i sytuacji na Bliskim Wschodzie?

Ponoć na film — pokazywany na Berlinae — zupełnie inaczej reagowano w Europie, a inaczej w samym Izrazelu. Jak mówiła sama reżyserka (rocznik 1990r.!) w wywiadzie dla wyborcza.pl.:

Dla mojej znajomej [z Izraela – przyp. mój] to raczej film o starości, nie o Holocauście. To, co nam wydaje się mocne, np. zwyczajny stosunek do ocalałych z Zagłady, dla nich jest przezroczyste. 

Trzeba oddać — prosty w swojej formie, jest przebogaty w treść, ilość odniesień i otwartość na liczne interpretacje. A to tylko 22 minuty!

"Miss Holocaust" Za: bi.gazeta.pl

„Miss Holocaust” Za: bi.gazeta.pl

Nieco grymasów na naszych twarzach wywołały dwa dokumenty, które z pewnością były ciekawe, ale zdecydowanie niegodne tak długiej formy. Zarówno czytane przez Macieja Stuhra „Dzienniki Sierakowiaka” Michała Bukojemskiego, jak i „Dramaty” Zvika Gregoryego Portnoya były portretami. Trzeba przyznać postaci niebanalnych, bo polskiego Żyda, jaki trafił do getta łódzkiego, jak i więźnia, po 14 latach opuszczającego zakład karny. Oba obrazy można próbować porównywać: mężczyźni, postawieni w ekstremalnej życiowo sytuacji, próbujący sobie poradzić i przeanalizować swoje życie. Niestety tym, co je najbardziej łączy, to przeczucie widzów, że gdyby twórcy skrócili oba dzieła o dwie trzecie, to całość jedynie zyskałaby. Bo dzienniki więźnia getta interesująco, choć boleśnie, ukazują codzienną katorgę wojennej rzeczywistości, zaś w „Dramatach” widzimy w sumie niezwykłą postać, nawróconego mordercy, walczącego ze swoją potrzebą odnalezienia córki.

Ogólnie, za trafne uważamy — bo jeszcze na dniach Współautorka doda cuś niecoś od siebie — słowa jednego z jurorów, Pawła Łozińskiego, jakie przytoczone zostały w kronice festiwalowej, że młodzi polscy twórcy z powodzeniem szukają swojego własnego języka filmowego. Bardzo nas to cieszy, bo nie tylko nie brakowało pozytywnych wrażeń na festiwalu, ale i budzi to nadzieję na przyszłość. Czekamy zatem na kolejne dzieła, a i kolejny Krakowski Festiwal Filmowy, który ma zdecydowanie większą i ciekawszą ofertę niż zakończony niedawno Netia Off Camera. Interesujące kino, ciekawe tematy i wyrobienie warsztatowe.

Po prostu — DOBRY festiwal filmowy! (Tak przy okazji — kto na jakie imprezy filmowe wybiera się w nadchodzące nieubłaganie lato?)

Ach — Ci, którzy nie mieli okazji wpaść na festiwal, polecamy zakładkę Filmy KFF dostępne na VOD na stronie festiwalu. Kultura ma być legalna, ale przecież dostępna!

Współautor

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *