DOBRY film: The Square

Zanim przystąpimy do zachłyśnięcia się amerykańskimi produkcjami w ilościach hurtowych, zacznijmy od najbardziej kolonialnej kategorii, jaką jest najlepszy film nieanglojęzyczny. Szwedzki “The Square” w rankingach ściga się z chilijską “Fantastyczną Kobietą”, ale nawet abstrahując od oscarowej gorączki i Złotej Palmy w Cannes, jest to dobre, wrednie zabawne i inteligentne kino z ojczyzny politycznej poprawności…

The Square

Szwecja, Dania, Francja, Niemcy

reż. i scen. Ruben Östlund

wyk. Claes Bang, Elisabeth Moss

Przygody naszego bohatera, Christiana, dyrektora królewskiego muzeum sztuki, od samego początku naszpikowane są zadziwiającymi i konfundującymi wydarzeniami. Co krok los rzuca pod stopy naszego wymuskanego inteligenta w czerwonych okularach skórki od banana, które łatwo ominąć, ale przy większych dywagacjach mogą stać się śmiertelnym (dla kariery i dobrego mniemania o sobie) niebezpieczeństwem.

Zaczyna się od niewinnego incydentu zgubienia telefonu i portfela, ale kolejne sytuacje okażą się nie mniej trudne. Kryzys w życiu osobistym rozlewa się na pracę i wkrótce wszystko zacznie się wymykać Christianowi spod kontroli. Kumulacją nie będzie jednak “Atak Paniki”, ale interesująca droga do samopoznania. Choć mało w tym filmie psychologizowania!

Wic zasadza się na zręcznym balansowaniu między tym, co się powinno, a tym, co jest.

Christian opuszcza wieżę z kości słoniowej swojego życia — jazda Teslą, techno imprezy w pałacach zamkowych, piękne apartamenty — by wejść w blokowiska zamieszkane przez imigrantów, porozmawiać z bezdomnymi czy poromansować z neurotyczną erudytką. W ogóle margines i odrzuceni stanowią stały przerywnik opowieści, która toczy się i w naturalnym habitacie Christiana. Niemniej w tym gąszczu różnic społecznych i materialnych ciężko znaleźć dobry kompas.

“The Square” wyśmiewa tak naiwny idealizm politycznej poprawności, jak i wszelkiego rodzaju uprzedzenia. To co wydaje się słusze i moralne w danej klasie, nieraz może się okazać uwłaczające i obraźliwe. Niewinna prośba o oddanie zajumanych rzeczy, w społeczności imigrantów zarezonuje jako akt oskarżenia. Dostaje się tez mediom — promocyjna wtopa, będąca strzałem w twarz dla upośledzonych i najsłabszych, może się okazać nawet w Szwecji strzałem w dziesiątkę. Sceny odkurzania jednej z instalacji artystycznej czy kontrowersyjny performans na gali otwarcia wystawy kierują z kolei ostrze tej satyry w stronę zjadającej swój ogon sztuki współczesnej.

Film to niepozbawiona goryczy humoreska na nasze oszołomstwo i zagubienie. Nieumiejętność ucieczki od politykowania, analizowania, intelektualizowania w czasach płynnej ponowoczesności. Paskudna i nieco nieprzyjemna krytyka daremnych prób bycia przyzwoitym i zamknięcia otaczającego nas świata w jasne i zrozumiałe schematy. W tej dekonstrukcyjnej anarchii można się jednak odnaleźć, jeśli zdamy sobie sprawę, że każdy z nas jest na swój sposób hipokrytą, a wystarczy po prostu trochę empatii i wiedzy. Jak w “South Parku” dostaje się wszystkim, ale kolejne obrazki bezdomnych przypominają, co jest w czasach deliberacji, gdybań i gadających głów naszym największym problemem.

Współautor

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *