DOBRY film: SMOLEŃSK

Ledwo wróciłem z płockiego Audiorivera, kurz po epickiej elektro bibie jeszcze nie opadł, alkohol wolno parował z ciała, a od razu wpadłem na projekcję najgorętszego filmu zeszłego roku. Do seansu przymierzaliśmy się długo, ale to sygnał do zakończenia miesięcznic (bo jest 96-ta, a tyle było ofiar, analiza tej koincydencji fajnie opisana na rp.pl) zdaje się być idealnym momentem na chłodną i obiektywą recenzję. Oczywiście, katastrofa dalej jest ważnym lejtmotywem życia politycznego w Najjaśniejszej, ale przynajmniej do dzieła filmowego możemy podejść z należytym dystansem…

„Smoleńsk”

Polska, 2016

reż. Antoni Krauze,

wyk. Beata Fido, Redbad Klynstra

„Smoleńsk” jest gatunkowym dziwadłem. Z jednej strony, od samego początku na bohaterkę wyrasta dziennikarka, Nina (Beata Fido), która rzucona jest na pierwszy front walki o rzetelne informacje na temat tego, co się stało o poranku 10 kwietnia 2010 r. Buduje to mniej lub bardziej udolnie atmosferę politycznego thrilleru. Z czasem jednak, śledztwo Niny, przechodzi na dalszy plan. Pojawia się coraz więcej scen z tego pamiętnego poranka, co powoli zaczyna dominować nad akcją. Nina praktycznie znika, byśmy mogli oglądnąć fabularyzowaną historię lotu do Smoleńska.

Dużym zaskoczeniem była właśnie postać Niny, która dopiero z czasem odkrywa szereg zbiegów okoliczności, morderstw, niewyjaśnionych wydarzeń oraz kolejnych matactw Rosjan oraz polskiego rządu. Wdowa po generale Błasiku, piloci Jak-a (samolotu, nie zwierz-aka), który wylądował przed Tupolewem w Smoleńsku czy oficerowie wywiadu będą uchylali kolejne rąbki smoleńskiej tajemnicy. Nachalność i nierzetelność przełożonego Niny (Redbad Klynstra), niezainteresowanego kolejnymi rewelacjami, a jednocześnie podrzucającego dziennikarce kolejne informacje „prorządowe”, utwierdza ją w narastającym przekonaniu, że coś jest na rzeczy. Redaktor bluzga na „smoleńskich oszołomów”, nakazując Ninie forsowanie rządowej propagandy. Oczywiście prowadzi to do narastającego konfliktu między Niepokorną i polskojęzycznym szefem.

film.org.pl

Film jest warsztatowo słaby jak barszcz. Z nagromadzeniem zbędnych dialogów, bezsensownych kwestii („Nie filmuj mamy!”), poszarpanymi wątkami, scenariuszowym chaosem, grą aktorską z jasełek w podstawówce. Absurdalności dodają smaczki, jakimi są na przykłasd Azjaci protestujący pod krakowską kurią przeciwko pochówkowi Lecha Kaczyńskiego na Wawelu. Wszystko nieźle podsumowuje — spoiler alert — finałowa scena z brataniem się ofiar katastrofy z pomordowanymi w Katyniu.

Co w tym DOBREGO? Nie, nie sądzę, żeby był to film tak zły, że aż dobry, choć są momenty. Najważniejsze to to, jak bardzo nie udało się osiągnąć zamierzonego celu. Byłem widziałem kiedyś dokumenty o zamachach na WTC, po których do dzisiaj jest we mnie ziarno niepewności, czy nie był to sfingowany spisek administracji Busha, mający na celu usprawiedliwić agresję na Afganistan i Irak. Próżno tego szukać w „Smoleńsku”.

Kolejne tropy i dowody pojawiają się i znikają. „Przed lotem rozbudowano salon dla VIPów, pomyśl o tym!” — mówi Ninie w tajemnicy koleżanka, pracująca dla prawicowych mediów. Ale na daremno czekamy na rozwinięcie. Argument jednego z oficerów, iż Lecha Kaczyńskiego zamordowano za poparcie Gruzji w wojnie z Rosją też nie trzyma się kupy, a ukazywany jest jak największa tajemnica. (Kaczyński przemawia oczywiście do tłumu w Tbilisi po polsku). I tak po kolei z wszystkimi eksplozjami, morderstwami, trotylami. Ktoś coś komuś, jest wątpliwość, poszlaki, ale nie da się z tego zbudować spójnej i minimalnie sensownej historii.

Nie udało się ani reżyserowi, ani rządowi.

m.7dni.pl

Mógłby być „Smoleńsk” takimi „Służbami Specjalnymi” — z intrygującymi bohaterami i wciągającą akcją, jakim jest śledztwo dziennikarskie, a w tle wielki przekręt międzynarodowa polityka. Z dramaturgią jak w powyższym memie. Nie był i nie mógł jednać być, bo żadna ze spiskowych teorii wokół Smoleńska nie trzyma się kupy, a Antonii Krauze nie ma polotu ani werwy Vegi. Finałem wybuchowo-brzozowych dywagacji są badania pewnego profesora polonijnego w budzie na obrzeżach Chicago, co doskonale podsumowuje całość.

„Smoleńsk” jest filmem o tyle DOBRYM, że doskonale i zwięźle ukazuje, jak bezsensowne są wszystkie próby doszukiwania się w katastrofie spisku Moskwy i Tuska. Dlatego próżne czekanie Prezesa na prawdę o Smoleńsku na 8. rocznicę.

Wątek martyrologiczny w filmie jest zbyt mały, by mieć z tego dużo zabawy, ale przyznaję — walor edukacyjny: wybitny. DOBRY film!

Słoń

ocdn.eu2

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *