DOBRY film o tańcu: Mr. Gaga

Za: zwierciadlo.pl

Za: zwierciadlo.pl

Dla niewtajemniczonych: nie, „Mr. Gaga” to nie żadna wariacja o jednej z największych i najbardziej zakręconych gwiazd amerykańskiej estrady ani — jak myślała Ryba — biopic Mercury’ego. W prawie każdej recenzji tego filmu pojawi się za to odniesienie do „Piny”, bo „Mr. Gaga” traktowany jest jako najlepszy dokument o tańcu od czasu trzygodzinnej opowieści Wima Wendersa. Tym razem bohaterem jest izraelski tancerz i choreograf, wizjonier sztuk performatywnych, Ohad Naharin. I od razu uprzedzamy tych, którzy nie przepadają za domeną Terpsychory — będzie DOBRZE: ciekawie, wzruszająco, a przede wszystkim ładnie.

Mr. Gaga

Izrael, 2015

reż. Tomer Heymann

wyk. Ohad Naharin

Dokument sprawnie miesza chronologoczną opowieść bohatera — od młodości w kibucu, służbę wojskową w czasie Wojny Jom Kippur (kiedy to dwudziestoletni Naharin musiał „śpiewać kiepskie piosenki straumatyzowanym żołnierzom”), przez przygodę w Ameryce i powrót do bliskowschodniej ojczyzny — z fragmentami różnych przedstawień realizowanych przez Naharina. Skutkiem tego mamy piekną grę i różnorodność formy. Porażające estetyką, hipnotyzującą grą świateł, muzyką, a przede wszystkim poezją tańczącego ciała fragmenty ostatnich występów Izraelczyka są poprzetykane niewyraźnymi wspominkami zarejestrowanymi domowymi kamerkami, obiektywem kroniki wojskowej z wojny Jom Kippur i nagraniami z VHS z czasów pobytu w Nowym Jorku w latach 80. Ten kontrast jest jednak tutaj pozorny, co cała narracja jest harmoniją opowieścią o człowieku, artyście, a przede wszystkim poszukiwaniu piękna, miłości i doskonałości.

Łatwo byłoby tutaj zaćkać wszystko niesamowitymi realizacjami tanecznymi Naharina. Zrezygnowano też z próby ukazania go przez pryzmat jakiegoś konkretnego wydarzenia i zdecydowano się na podejście biograficzne. Mniej trudne z punktu prowadzenia opowieści, ale bardziej zdradzieckie, bo większym staje się ryzyko, że bohater przysłoni sam film i otrzymamy dokument z telewizji regionalnej. A po gorąco nielubianej przez Współautora „Żelaznej Damie” (sorry, Maryla!) wiemy, że to nie o to chodzi. Tymczasem tutaj udało się bardzo sprawie wyjść z tej pułapki.

Za: www.teatrnaplazy.pl

Za: www.teatrnaplazy.pl

Naharin jawi się nam jako skomplikowana postać. Artysta, geniusz, wizjonier, który jednocześnie potrafi doprowadzać przyjaciół do łez morderczymi próbami. Jednak i tutaj udało się twórcom zachować wyważoną ocenę i ukazać dylemat „geniusza dupka” tak, że jego twórczość i dorobek z całą mocą unieważnia zapewnie i trudny charakter.

W filmie nie brak polityki. Obchody 50. rocznicy powstania państwa Izrael i awantura o kalesony dla tancerzy stają się pięknym symbolem walki o wolność artystycznej wypowiedzi. Naharin występuje tutaj jako postać publiczna, a poparcie jakie otrzymuje są jednych z pięknych momentów triumfu nie tylko jego samego nad ograniczeniami rzeczywistości i swoimi, ale promykiem nadziei w skomplikowanej sytuacji politycznej.

Na koniec jednak najważniejsze — choreografie Nazarina oraz tytułowe Gaga, czyli nie tyle technika, co „język” tańca. Oparty o płynne ruchy, improwizacje i słuchanie własnego ciała, którymi bohater napisał niesamowite opowieści. Jego pomysłowość, umiejętność wykorzystania ludzkiego ciała do przekazania najgłębszych emocji, kreatywność konstelacji splecionych nóg i rąk, czy po prostu tancerzy stojących w szeregu powinny zadziałać na każdego.

W ramach kończących podśmiechiwań nosimy się z poważnym zdaniem zrobienia kiedyś recenzji według metodologii tego chrześcijańskiego bloga (polecamy reckę „Allo, Allo!”, dwie czaszki filmowego ZŁA). Jesteśmy pewni, że „Mr. Gaga” dostałby co najmniej trzy czaszki niemoralności — za żydowstwo, erotyzm i sztukę kontestującą.

Czyli wszystko to, co Współautorzy lubią najbardziej.

Współautorzy

tumblr_inline_nxloxep6ag1t29uzj_540

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *