Dobry film o Brexicie: Brexit

W języku rosyjskim ponoć pojawiło się nowe słowo — brexitować. Gdy ktoś mówi, że zawija się z imprezy, ale mimo to pozostaje na niej. Faktycznie — kto śledzi telenowelę z wychodzeniem Królestwa z Unii niemało główkuje, o co w tym wszystkim chodzi. Fabularna historia referendum, które zatrzęsło Starym Kontynentem, cofa nas do genezy całego ambarasu i ładnie odpowiada nie tylko na pytanie “kto?”, ale “jak?”…

Brexit: The Uncivil War

Wielka Brytania, 2019

reż. Toby Haynes, scen. James Graham,

wyk. Benedict Cumberbatch, Rory Kinnear

Dominic Cummings (Benedict Cumberbatch) właściwie nie ma ochoty pakować się w cały ambaras. Żona jest w ciąży, a największymi entuzjastami ogłoszonego właśnie przez premiera Camerona referendum są chłopaki z UKIP, których nienawidzi jeszcze bardziej niż Konserwatystów. Przyjmuje rolę głównego stratega kampanii zwolenników opuszczenia Unii pod jednym warunkiem — on odpowiada w całości za kampanię. Do pokonania będzie nie tylko cały prounijny establiszment biznesowo-polityczny, ale przede wszystkim politycy, żyjący mentalnie dalej w XX w. “Rozkleimy plakaty, ulotki, tak się robi politykę” — mówi jeden z Torysów, ku przerażeniu Cummingsa.

Samotny macher od losu

Cummings kreuje się na wizjoniera-odludka — nie dba o ubiór, gdzieś ma konwenanse, rzuci przekleństwem na spotkaniu z grzybami z partyjnego świecznika. Jest rewolucjonistą, chcącym zmienić logikę prowadzenia kampanii, w trakcie burzy mózgów porównuje się wręcz do Aleksandra Wielkiego czy Napoleona — burzycieli porządku. Nie chodzi jednak jedynie o samo wyjście z Unii — największego bloku gospodarczego świata, który w cudowny sposób uspokoił kontynent, na którym wybuchły dwie ostatnie wojny światowe. Cummins zamierza zrewolucjonizować machinę społeczno-polityczną kraju, znajdując ponad 3 miliony ludzi, którymi od dwudziestu lat nikt się nie zainteresował. Uczyni to też w sposób, o jakim jeszcze nie słyszano.

“Brexit” świetnie ukazuje szaleństwo Brexitu i głupotę elit, które dopiero tydzień przed głosowaniem zrozumiały, o czym tak naprawdę jest referendum. Jego główny przeciwnik, Craig Oliver (Rory Kinnear) jest pewnym zwycięstwa bufonem, który przegrywa w nierównej walce. “Tu jest napisane, że zaleje nas fala 70 miliona Turków!” — mówi kobieta na wiecu, na co zdziwiony mer Londynu odpowiada, że tyle to chyba liczy populacja całego kraju. Euroentuzjaści nie mogą narzucić tematyki, a odpowiadanie faktami, na kolejne kłamstwa nie sprawdza się. Angielski tytuł dobrze oddaje styl kampanii (uncivil war). “Trzeba uderzyć do serc, nie do umysłów!” — trafnie odkrywa Cummings.

Dlatego też film Heynesa to dobra analiza populizmu oraz zagrożeń płynących z oligarchizacji życia publicznego i globalnego usieciowienia. Dużo pieniędzy, jeszcze więcej danych z Facebooka i kłamstw i jeden geniusz, były potrzebne, by wyciągnąć Brytanię ze Wspólnoty. Dobre i kształcące — choć nieco tracące wigoru w środku — widowisko, do oglądnięcia na stronie HBO.

Współautor

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *