DOBRY film z fantastyczną ścieżką dźwiękową: Ja, Tonya

W ostatnim czasie mamy dużo filmów przedstawiających w ciekawy sposób historie osób intrygujących, ekscentrycznych i z nieźle popapraną biografią. Król polki to i tak stonowana historia naszego rodaka, który zbudował imperium jarmarcznych tańców i wycieczek do Polski a przy okazji (przypadkiem?) stworzył piramidę finansową. Disaster Artist jest o kolejnym Polaku, który zrobił film tak ZŁY, że na tym blogu znajduje się nie jedna, lecz dwie recenzje. Niedługo zrecenzujemy też Głupi i pusty gest, który pokazuje absurdalnie tragikomiczne losy redakcji “National Lampoon”. Ja, Tonya (pełny polski tytuł: Jestem Najlepsza. Ja, Tonya) — film ze zdecydowanie największym budżetem spośród wymienionych — doskonale wpisuje się w ten trend tragikomicznego “life fiction” dotyczący biografii tak niesamowitych i absurdalnych, że czasem trudno uwierzyć, że są w dużej mierze oparte na faktach. Tym razem oglądamy opowieść o Tonyi Harding — łyżwiarce figurowej, pierwszej Amerykance której udał się potrójny axel, która dorastała w okropnych warunkach, której kariera rozwijała się pomimo przeciwności, a zakończyła się w sposób niezwykle przykry. 

A grająca matkę tytułowej bohaterki Allison Janney zdobyła za tę rolę Oskara. 

I, Tonya

USA 2017

reż. Craig Gillespie scen. Steven Rogers

wyk. Margot Robbie, Allison Janney, Sebastian Stan, Paul Walter Hauser

 

Film ma formę paradokumentu. Przeplatają się “wywiady” z Tonyą (Robbie) oraz jej byłym mężem Jeffem (Stan), LaVoną, matką Tonyi (Janney), trenerką Diane Rawlinson (Nicholson), mitomańczym zbirem Shawnem (cudowny Hauser) oraz dziennikarzem (Carnivale), którzy przedstawiają swoje wersje i komentarze do pokazanych wydarzeń. Twórcy oparli to na rozmowach z prawdziwymi dramatis personae. Podobno relacje Tonyi i Jeffa skrajnie się różniły we wszystkich prawie aspektach, poza jednym. Zgadzali się wyłącznie w tym, jak niesamowicie trudną (mówiąc łagodnie) osobą jest LaVona.

Tak. Matka rzeczywiście chodziła z ptakiem i w futrze. Rurkę z tlenem ma dlatego, że ludzie od papugi zabronili palić przy ptaku, a LaVona nigdy nie rozstawała się z papierosem.

Dowcipne dialogi i absurdalne sytuacje śmieszą, ale nie odwracają uwagi od w sumie bardzo smutnej historii. Film porusza kilka bardzo ciekawych kwestii. Mamy trudne, przepełnione przemocą dzieciństwo i młodość tytułowej bohaterki. Mamy wytrwałe dążenie do celu poprzez mordercze ćwiczenia i stawianie czoła nieprzychylnemu i snobistycznemu światu łyżwiarstwa figurowego. Widzimy w jaki w sumie idiotyczny sposób bohaterka po krótkim okresie radosnej sławy stała się najbardziej znienawidzoną kobietą Ameryki a potem przedmiotem żartów.

Podobieństwo jest, choć współcześni styliści bali się trochę fryzur wczesnych lat dziewięćdziesiątych.

Aktorsko ten film jest naprawdę bardzo DOBRY. Wszystkie postaci są zarysowane w bardzo ciekawy, wielowymiarowy sposób. Podczas napisów widzimy fragmenty materiałów filmowych przedstawiające postaci — wtedy z przerażeniem widzimy, że sceny które wzięliśmy za zabawne koloryzowanie są wiernym odtworzeniem prawdziwych nagrań.

Paul Walter Hauser fantastycznie gra jedną z najbardziej fascynująco dziwnych postaci — niebezpiecznego mitomana Shawna.

Doskonałe są też efekty specjalne. Aby pokazać jazdę na łyżwach oczywiście musiano użyć CGI — jest to zrobione w taki sposób, że naprawdę wydaje się, jakby to Margot Robbie piruetowała. Polecam zapoznać się z tym, jak powstawała scena z potrójnym axelem — zwłaszcza, że jedyne dwie Amerykanki, które są obecnie w stanie to zrobić odmówiły w obawie, że się pokiereszują przed Igrzyskami Olimpijskimi.

A wszystko to z naprawdę świetną ścieżką dźwiękową. Słyszymy Dire Straits, Chicago, Fleetwood Mac… i “Baraccudę” zespołu Heart.

W skrócie: BARDZO DOBRY film, który trzyma w napięciu nawet jeśli znamy przebieg wydarzeń.

Ryba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *