Dobry, azjatycki rom-kom: Bogaci Azjaci

Pod zapachem pad-thaia i ukropem słońca z krańca Malajów, kryje się klasyczna komedia romantyczna o Kopciuszku. Jest zła matka, paskudne zazdrośnice i nieskazitelny książę z bajki. Wzruszeń nie brakuje, fabuła porusza się zgrabnie, a choć potencjał komediowy nie zostaje do końca wykorzystany i wszystko toczy się zgodnie z przewidywaniami, to była to DOBRA komedia na świętowanie urodzin Współautorki.

Crazy Rich Asians

USA, 2018

reż.  Jon M. Chu scen. Peter Chiarelli, Adele Lim

wyk. Constance Wu, Henry Golding

Ona, Rachel Chu (Constance Wu), zgadza się pojechać do niego (Henry Golding). Na miejscu — w Singapurze — okazuje się, że książę, jest naprawdę księciem. Jego rodzina posiada co drugą nieruchomość w Singapurze, co czwartą w regionie i parę hoteli na Zachodzie. Szok kulturowy będzie jednak najmniejszym problemem, bo szybko okazuje się, że pochodząca z Chin wykładowczyni uniwersytecka nie za łatwo dogada się z obrzydliwie bogatą rodzinką lubego z Singapuru. I nie pójdzie tylko o kasę.

Tylko dla Azjatów?

Wątek kulturowy, starcie azjatyckich wartości z zachodnią obsesją samorealizacji niewątpliwie wprowadza powiew świeżości. Podobnie jak lokalny koloryt. Choć upodobania modowo-rozrywkowe niezbyt odbiegają od zachodnich, napatrzymy się na rajskie wysepki w Indonezji, szykowne wille kolonialne, śliczne Azjatki i napakowanych Chińczyków. Dla Współautora była to niewątpliwa atrakcja. Jeśli zabawność słowa “Alamak” (mal. kurka wodna!) w SMSie rozumieją nieliczni, to i ci, którzy nie mieli styczności z gwarem ulicznych straganów, upierdliwością chińskich kobiet i dżunglą singapurskiej zabudowy dadzą się uwieść.

Niewątpliwą atrakcją dla wszystkich będzie obłędny przepych, który choć wielokrotnie zahacza o groteskę, to trzyma się w ryzach wiarygodności. Singapurscy odpowiednicy “bogatych pojebów z ukrytymi kapliczkami” robią wieczory kawalerskie na wodach międzyterytorialnych, wesele w Gardens by the Bay i na poprawę humoru kupują kolczyki za ponad milion dolców. Po rabacie oczywiście.

Niby rom-kom jak każdy, ale jednak przez grupę docelową (amerykańscy Azjaci) niewątpliwie film, na który można pójść nie tylko w święto Współautorki czy ze swoim bogatym chłopakiem z Singapuru. Złe wrażenia po recenzowanej dawno temu podobnej produkcji z daleka zostały zatarte!

Współautor

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *