DOBRY film: Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie

i-perfetti-sconosciuti-paolo-genovese-e-il-cast-presentano-il-film-31269993740x308780x325

Nie należy iść na to na głodno. Towarzysze musieli tuż po seansie spałaszować kebaba.

Myśleliśmy, że idziemy na w miarę lekką komedię. W końcu to przecież sugerował zwiastun, ukazujący wieczorne spotkanie grupy przyjaciół , w rytmie lekkiego i wpadającego w ucho przeboju. Uzbrojeni w paczkę M&Mków z orzeszkiem i popcorn szykowaliśmy się na ubaw po pachy. Wyszliśmy z kina zadowoleni, z  bolącym od śmiechu (i mieszaniny popcornu ze słodyczami) brzuchami. Ale pod tym wszystkim kryło się pewne przygnębienie, które próbowaliśmy stłumić tłustym jedzeniem i kieliszkiem…

52628.jpg

Perfetti sconosciuti

Włochy 2016

reż. Paolo Genovese

scen. tenże oraz Filippo Bologna, Paolo Costella, Paula Mammini, Rolando Ravello

wyk. Kasia Smutniak, Giuseppe Battiston, Anna Foglietta, Marco Giallini, Edoardo Leo, Alba Rohrwacher, Valerio Mastandrea

Grupa znających się „od zawsze” przyjaciół — trzy pary w różnym stadium (rozpadu) związku oraz świeżo upieczony rozwodnik — zbiera się na kolacji. Oprócz zwyczajowych pogaduch nad domowym jedzeniem, okazją jest wspólne oglądanie zaćmienia książyca. To spoglądanie od czasu do czasu w niebo przywodzi na myśl „Melancholię” Triera — w obu filmach zjawiska niebieskie zapowiadają koniec. W obu przypadkach dotychczas znanego świata, choć oczywiście różnie pojmowanego.

Tocząca się rozmowa przybiera ton raz lżejszy, raz poważniejszy. W końcu, gdy schodzi ona na na temat szczerości, gospodyni, Eva („nasza” Kasia Smutniak!) proponuje intrygującą grę towarzyską. Wszyscy muszą wystawić komórki na stół i czytać na głos wszystkie przychodzące wiadomości, a rozmowy prowadzić — bez wiedzy dzwoniącego — na głośnomówiącym.

W końcu co mamy przed sobą do ukrycia? Znamy się przecież od lat!

To oczywiście nie może się dobrze skończyć.

Towarzyski eksperyment z grą znamy z rewelacyjnego „Chevalier”, gdzie w „najlepszego” grali zblazowani rejsem pięciesięcioletni mężczyźni. Od greckiego filmu ta włoska komedia różni się jednak mniejszym zacięciem socjologicznym. Bardziej jest to studium grupy, niż krytyka społeczeństwa.

A i — jak stwierdzili Towarzysze smutno przeżuwając niedobre jedzenie — poziomem emocji bliżej jej do „Jumanji”. I choć obędzie się bez biegających słoni, to nie będziemy narzekać na brak wrażeń.

Zaczyna się oczywiście komicznie. Dzwonią koledzy z piłki, szefowie, kumple z pracy, a potem, wraz z postępującym zaciemieniem księżyca, uaktywnią się kochanki, internetowe romanse, nastoletnie córki (no, jedna nastoletnia córka)… Wyjdą na jaw mniejsze i większe tajemnice.  Niektóre łączą kilka osób, o niektórych wiedzą prawie wszyscy; jedne są pomiędzy parami, jeszcze inne — nigdy nie wyjdą z mroku ocienionego srebrnego globu. Pod wpływem „zabawy”przyjaciele dowiedzą się o sobie więcej, niżby chcieli. Każdy coś ukrywa, jednak największym zaskoczeniem dla wszystkich będzie to, że w tej doskonale zgranej paczce starych przyjaciół, właściwie nikt się dobrze nie zna. I wcale nie każdy może na każdego liczyć.

A przynajmniej czasem się można na tym bardzo przejechać.

„Dobrze się kłamie…” to ciekawe zestawienie różnych zachowań — tego, co robimy, gdy nikt na nas nie patrzy, tego, jak się zachowujemy w towarzystwie i udajemy, że jesteśmy tacy, jakimi chcemy być widziani. Bohaterowie zbierają się razem i odgrywają rolę zgranej paczki, bo tak jest wygodniej. W dużej części świadomie ignorują niektóre problemy, prezentują innym uładnioną, „prostą” wersję rzeczywistości, za wszelką cenę unikają niewygodnych tematów  (kto z nas tak nie robi, niech pierwszy rzuci kamień), bo wolą zachować status quo, boją się wszelkiej zmiany (i szczerej rozmowy), jak ognia. Ich spotkanie z mdłego rytuału, teatru staje się brutalnym, pokerowym „sprawdzam”. Dla wszystkich.

Myślałem, że to ja mam tajemnicę! A tymczasem, najwięcej się dowiedziałem o was! — powie, nie bez oskarżenia, pod koniec ten, który choć ma najwięcej do ukrycia, to okazuje się być jednym z niewielu niewinnych.

Perfetti-sconosciuti-3.jpg

Większość akcji rozgrywa się w jednym mieszkaniu — w jadalni, salonie, kuchni, łazience, czasem bohaterowie wychodzą na balkon zapalić lub oglądać zaćmienie księżyca. Twórcy bardzo dobrze wykorzystali tą ograniczoną przestrzeń (trochę, jak Polański w „Rzezi”, o „Locke’u” nie wspominając), wiarygodnie zamykając bohaterów w mieszkaniu. Chwilami można odnieść wrażenie, że ogląda się sztukę teatralną.

„Dobrze się kłamie…” reklamowany jest jako radosna komedia, ewentualnie komediodramat. Na to też wskazywałby polski tytuł — oryginalny od razu wskazuje, że ci przyjaciele to tak naprawdę nieznajomi. To prawda, jest śmiesznie. Nierzadko pękała nie tylko sala w szwach od ilości gości, ale i my ze śmiechu.

Jednak ten komizm podkreśla tylko tragiczność sytuacji. Co ważne, nastrój napięcia i oszustwa, subtelnie, acz wyraziście, podsycany jest od pierwszych scen. Część z nas zastanawiała się, czy trochę nie brakowało zaakcentowana tego, że ci ludzie naprawdę długo się znają i dobrze czują w swoim towarzystwie. Owszem, są momenty, ale bardzo szybko widzimy to, co tak naprawdę niszczy tę paczkę — pokłady fałszu, kłamstwa, brak akceptacji i szacunku wobec osób podobno najbliższych, prowadzących do upadku przyjaźni i miłości. Z jakiegoś powodu utrata tego pierwszego wydaje się smutniejsza. A po filmie można się zastanawiać, na ile związki między bohaterami okazują się na tyle silne, by mogły przetrwać ból prawdy ujawnionej przez upublicznienie SMS-ów.

Co ważne — dużo tu goryczy, dramatu i groteski, ale udało się wszystko utrzymać w granicach dobrego smaku. Jest śmiech przez łzy, ale scenariusz w żadnym momencie nie staje się żenujący. Poziom zakłamania ekipy jest rozbrajający, ale do końca jesteśmy z naszymi bohaterami. W końcu — co chyba najbardziej uwiera — każdy z nas może się utożsamić z kimś przy stole.

dobrze-sie-klamie_panorama.jpg

Swoją drogą: fajny stół.

Całość jest dobrze zagrana, bohaterowie są charakterni i różnorodni. Każdy ma swoją osobowość, historię i problemy. Iście serialowo! Jedyne, co nie pasuje to wyjątkowo kiczowata i źle dobrana ścieżka dźwiękowa. Zastanawia nas też, że w filmie, który w dużej mierze opiera się na roli technologii w codziennym życiu nie zastosowano jakiegoś ciekawszego sposobu zaprezentowania wiadomości tekstowych na ekranie niż czytanie wszystkiego na głos.

W skrócie: DOBRY film do oglądania w dobrym towarzystwie. Choć trzeba wziąć pod uwagę, że po wyjściu z kina zaczniecie się zastanawiać, co przed sobą ukrywacie, albo odczuwać wyrzuty sumienia wobec tego, czego nie wiedzą o was najbliżsi… Kieliszek mocnego alkoholu (nie „bio wina” za 25 euro spożywanego przez bohaterów) może być niezbędny!

Współautorzy

PS. Cały czas wydawało mi się, że skądś znam Biancę, a to przecież matka w Cudach.(R)

00550_PMM3737-bassa-1170x658.jpg

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *