DOBRY, acz ledwo: Pierwszy Śnieg

cdn.vox-cdn.com„Pierwszy Śnieg” Alfredsona nie ma nic z niepokojąco skomplikowanej intrygi „Szpiega”, nie wywołuje gęsiej skórki jak „Pozwól mi wejść”, ani nie wciąga jak książka Jo Nesbø. Jest to film poprawny, dobry na niezobowiązujące sobotnie popołudnie, ale nic więcej. Bogu dzięki, że zawczasu spodziewałem się klapy. Dzięki temu nabrałem niezbędnego dystansu, by obiektywnie powiedzieć — dobry, ale to tak na granicy.

Snowman

USA, 2017

reż. Tomas Alfredson,

wyk. Michael Fassbender, Rebecca Ferguson,

I teraz ciężko powiedzieć co najmniej zagrało. Akcja jakoś się toczy, bohaterowie są wyraziści, aktorzy (Fassbender, Gainsbourg, J. K. Simmons) z pierwszej półki. Trochę widoczków Oslo, parę makabresek, fabularny zwrot. Policjant (Michael Fassbender) goni za mordercą lepiącym bałwanki, a jednocześnie użera się ze swoimi problemami i ma na karku podopieczną, Katrin (Rebecca Ferguson),  która ma swoje plany. Trochę znajomo, trochę fabularnych zdziwień, ale w sumie pędzi to jakoś do chyba zbyt zaskakującego finału.

Wydaje się jednak, że literatura pokonała film. Książkowy pierwowzór jest dosyć obszerny. Na ponad czterystu stronach można kompletnie uśpić czytelnika motywem rodzinnym, a po drodze zasypać nas zwodniczymi tropami, by na ostatnich stronach wyciągnąć królika z kapelusza i pokazać, że najciemniej jest pod latarnią. Jest czas na budowę przekonującego portretu głównego bohatera, jego otoczenia i długie, ale nie przynudne rozwijanie kolejnych wątków.

cdn.vox-cdn.com2

Tutaj chciano ewidentnie trochę za dużo wyciągnąć z książki. Stąd nieco konfundujące i kumulujące się wątki. Jednocześnie wiedziałem, że Harry Hole jest policyjnym geniuszem, ale niestety nie radzi sobie najlepiej w prozie życia codziennego (alkoholizm, rozpad rodziny, ogólna degrengolada). Ale czy każdy wspierał i kibicował komisarzowi-melomanowi? Raziła mnie jednocześnie Gainsbourg, która znowu grała jak w artystycznym kinie von Triera, a nie w kryminale Universala. A Rakel była przecież zwykłą, bezpretensjonalną norweską kobietą!

Nie wiem, czy ci, co nie czytali książki, mieli podobne wrażenia. Choć książkowy pierwowzór zgłębiałem dawno temu, to jednak miło było zobaczyć to wszystko na ekranie. Film składał się podług wspomnień, jakie powoli wracały, co w sumie przydawało niemało rozrywki. (Choć zakończenie trąciło niezłym kuriozum jak dla mnie, muszę chyba wrócić do książki, bo przy lekturze nie miałem takiego zdziwienia!) Niemniej Towarzyszka seansu, która nie miała takiego przygotowania, nieraz gubiła się w ilości kolejnych elementów kryminalnej układanki. „To się bardziej nadaje na serial!” — podsumowała po seansie.

I tym samym napisała chyba najlepszą recenzję filmu, który kosztując 35 mln dolarów, w weekend otwarcia zarobił… niecałe 3,5 mln.

Współautor

assets1.ignimgs.com

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *