DOBRY, acz gorszy od prequela. Sicario 2: Soldado

Pierwszy “Sicario” było mrocznym, świetnie zmontowanym filmem, doskonale łączącym kino akcji i napięcie rodem z thrillera. W najnowszej odsłonie znowu jest nieprzyjemnie, krwawo i realistycznie. Choć nie ma Emily Blunt i takiej tajemnicy jak poprzednio, to jest to nadal świetne kino, które polecamy fanom mocniejszych wrażeń, mocno osadzonych w bezlitosnej współczesności.

Sicario: Day of the Soldado

USA, 2018

reż. Stefano Sollima, scen. Taylor Sheridan

wyk. Benicio del Toro, Josh Brolin

Po tragicznym w skutkach zamachu w Kansas City władze USA zwierają szyki. Ewentualni zamachowcy przybyli najprawdopodobniej z Meksyku, więc z rubieży Afryki sprowadza się bezwzględnie skutecznego agenta CIA Matta Gravera (Josh Brolin, Thanos z ostatnich Avengersów), który z pomocą przybyłego z Kolumbii zabijaki Alejandro Gillicka (Benicio del Toro) ma rozpętać wojnę meksykańskich karteli. “Robimy to co w Afganistanie?” — dopytuje się z rozbrajającą szczerością przy uzgadnianiu szczegółów planu realizowanego w Meksyku. Akcja toczy się sprawnie, ale jedynie do czasu, bo wszystko się w pewnym momencie oczywiście musi solidnie rypnąć.

Za granicą prawa i kraju

Ekipa amerykańskich wojaków działa na terenie Meksyku właściwie poza prawem. Nie ma z tym zasadniczo problemów, ale kto raz przekracza Rubikon prawa i porządku, szybko orientuje się, że miecz wojennej anarchii jest obusieczny. A gdy oficjele mówią, że jesteście zdani na siebie, to niestety naprawdę tak jest.

Film oczywiście doskonale wpisuje się w bieżące wydarzenia (przypominijmy — POTUS Trump tweetnął, że jak nie powstanie mur na granicy z Meksykiem, to zamknie federalny rząd). Imperium musi pokazać, że nie da sobie w kaszę dmuchać i za wszelką cenę realizuje polityczne cele. Wojna jest tutaj innym sposobem prowadzenia polityki, ale szybko zjada swoje dzieci, o czym boleśnie przekonują się bohaterowie filmu.

Rozpierducha z przesłaniem

Jest to solidne kino akcji, o brutalności mafii i bezwzględności demokratycznego rządu, urządzającego wojskowy rajd w sąsiednim kraju. W kraju tym — niestety — nawet policja pracuje dla gangsterów, zatem nikt nie jest bez winy. Bezprawie zatacza szerokie kręgi, a pokusa nielegalnego zarobku dotyka nawet najmłodszych, którzy w zostaniu lojalnym żołdakiem mafii — sicario — widzą nadzieję na poprawę swojego losu. Rozwiązaniem byłaby raczej próba uporania się z biedą i edukacja. Niestety, duzi chłopcy dalej uważają, że paroma granatami i karabinami rozwiążą skomplikowane problemy świata.

Cierpią na tym najmłodsi, bo paradoksalnie bohaterami filmu nie są starzy wyjadacze, ale córka gangstera i młody sicario. Zbyt szybko wkraczają w świat dorosłych i bardzo boleśnie przekonują się, że fajne giwery i dobry hajs to nie wszystko.

I to właśnie oni rekompensują żal pozostały po nieobecności Emily Blunt.

Współautor

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *