DOBRA, polska komedia: Gotowi na wszystko. Exterminator.

Wprawdzie film ustępuje dramaturgią świetnemu zwiastunowi, a scenariusz nie jest bez wad, to “Gotowi na Wszystko. Exterminator” daje nadzieję, że być może jeszcze wrócą czasy na dobre, rodzime komedie. Choć na seansie nie było dużo ludzi, to ta garstka ryzykantów naprawdę dobrze się bawiła. Świeżość pomysłu, liczne aluzje (w tym polityczne) dobre żarty i epickie wykonanie hitu Piaska wynagradzały wszystkim tym, którzy parę lat temu nie otarli się spektakularny sukces muzyczny (Współautorowi to nigdy nie groziło, ale były przymiarki...)

Gotowi na Wszystko. Exterminator

Polska, 2018

reż. Michał Rogalski, scen. Przemysław JurekMichał Rogalski

wyk. Paweł Domagała, Piotr Żurawski, Krzysztof Czeczot

Śmierć kolegi z zespołu daje asumpt do nieśmiałych prób reaktywacji niedoszłej legendy polskiego metalu, ale rachunki krzywd są trudne do wyrównania. Przypomniane zostanie, kto ile miał solówek i kto tak naprawdę założył zespół. Niesnaski są rozwiązywane z trudem, a kulturze musi pomóc władza w osobie średnio zrównoważonej pani burmistrz (Dominika Kluźniak).

Jak we “Wszystko co Kocham” z 2009 r., muzyka w “Exterminatorze…” jest zakładnikiem polityki. Tam było na poważnie, z punkrockiem w czasach paskudy komuny. Tymczasem i wolna Polska nie jest rajem dla artystów. Na przeszkodzie stają cenzorzy (Wirski w osobie Eryka Lubosa), wykorzystujący środki unijne do realizacji własnej agendy, brutalne realia kapitalistycznej gospodarki, zmuszające bohaterów do ogarnięcia się i znalezienia pracy na etat, jak i… sami muzycy.

Chyba połowa komizmu to właśnie zgrywa na panów w średnim wieku, nieprzerwanie cieszącymi się, że mogą grać razem i na nowo myśleć o podboju rodzimego rynku fonograficznego. W sumie jest to film o trudnej męskiej przyjaźni, wystawionej na próbę czasu i zmagającej się z różnymi drogami życiowymi. Ten w  banku, tamten w psychiatryku, ten testuje pieluchy. No i kobiety. Nie brak tu nostalgii za minionym czasem, przeplatanej jednak nadzieją, na spełnienie młodzieńczych marzeń.

Faktycznie, na poziomie opowiastki nie za bardzo rozumiemy, co jednoczy chłopaków i dlaczego finał, przynosi takie, a nie inne zakończenie. Podobnie, postaci partnerek chłopców, są wrednymi zołzami, zwalczającymi hobby chłopców, którzy starają się wyrwać z marazmu swojej mieściny. Agnieszce Więdłosze (“Planeta Singli”) niestety nie pomaga uroda, jest po prostu upierdliwą matroną. Ale poza tym dostajemy taką garść gagów, że ręce same składają się do oklasków.

Dla fanów mnóstwo odniesień do nastoletniego marzenia o zostaniu legendą rocka, zabawnie, acz inteligentnie skonfrontowanych z realiami życia po trzydziestce w prowincjonalnym miasteczku. (Zabawa prawie tak dobra, jak przy lekturze “Bendu” Mawila). Podśmiechujki z nazwy zespołu, słaba frekwencja na koncertach, problemy alkoholowe, szalone fanki i kompromisy artystyczne. Biedni metalowcy będą musieli wykaraskać się z lokalnych festynów, na które dostaną “zatwierdzoną playlistę utworów”. Do tego Rysio z “Klanu” (Piotr Cywrus) uczy psychicznie chorych śpiewać “Sielankę o Domu”, Piotr Rogucki (frontman Comy, ale aktor znany m. in. z “Misji Afganistan”) zasiada za perką, a Janusz Chabior (etatowa paskuda z filmów Patryka V., ostatnio m. in. w CHOLERNIE ZŁYM “Botoksie”) wciela się w postać demonicznego wodzireja klubu heavymetalowego. Sama paczka z “Exterminatora” nie urzeka charyzmą jak bromance z “Kac Vegas”, ale długowłosy Czeczot, Żurawski z wąsem (znany, acz nielubiany “Kamper”) i latający w trampkach Domagała fajnie bawią się rolami, nadając wszystkiemu koniecznego dystansu.

Komedia DOBRA, bo świeża pomysłem. Ani komuna, ani romkom, w sumie historia z życia codziennego. Nie ma wielkiego miasta, ale trudy życia z dala od centrum. Pod warstwą srogiej beki z badziewiastości małego miasteczka z pomnikiem kartofla na wjeździe, kryje się fajna historia o spełnianiu marzeń na przekór wszystkiemu. Do tego parę komentarzy politycznych, świetne dialogi i przegląd polskiej muzyki rozrywkowej w wykonaniu niedoszłego następcy Kata i Romana Kostrzewskiego.

DOBRY film, nie tylko dla czcicieli szatana, który chwilowo na półkę odłożyli marzenia o wznoszeniu pucharu rocka. Jest nadzieja, ale droga na szczyt wiedzie przez upierdliwość biurokracji, upór kobiet i konfrontację z nadętymi ego innych członków zespołu.

Pozycja obowiązkowa dla niedoszłych gwiazd, ale wszyscy będą się nieźle bawić.

Bo teraz będzie TIME TO KILL!!!

Współautor

 no Twitter with current id

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *