ZIMNA WOJNA — czyli DOBRY film ze ZŁYM melodramatem

Dalej nie wiem, co myśleć o tym filmie. Seans skończył się 20:45, a z Towarzyszem Seansu i Życia rozmawialiśmy o nim nieprzerwanie do co najmniej 22:50. Z jednej strony zobaczyliśmy film piękny, z cudowną muzyką, o bardzo ciekawych czasach, fantastycznie zagrany, z dwoma doskonałymi postaciami drugoplanowymi (rola życia Szyca, który urodził się by grać aparatczyka oraz zdecydowanie za mało cudownie wściekłej Kuleszy). Było w nim kilka scen, które — tu nie przesadzam — było najpiękniejszymi, jakie widziałam w kinie. A jednak coś jest nie tak…

Czytaj dalej

DOBRY film o DOBRYCH psach i meandrach przekładu: Wyspa psów

Z: thefilmexperiance.net

Oczywiście, że czekałam na ten film — jak na każdy tego reżysera. Tym razem powodów do radości i ciekawości jest więcej: mamy animację poklatkową (jak w Fantastycznym Panu Lisie), której akcja umiejscowiona jest w Japonii, w niedalekiej przyszłości. Ponadto jest to film  dwujęzyczny. Moje tłumacko-przekładoznawcze serduszko rosło już od samego początku, gdzie widza uprzedza się o “strategii językowej” twórców: szczekanie przetłumaczono na angielski, japońscy bohaterowie mówią po japońsku, ich wypowiedzi są (czasem) tłumaczone przez postaci (wśród nich mamy też tłumaczy ustnych, często dodających co nieco od siebie) lub paski z tłumaczeniem, lub translatory. W Japonii oraz w innych krajach, gdzie przekład jest naturalnym elementem odbierania kultury zostało to przyjęte z entuzjazmem jako element głębszego przesłania filmu. Natomiast w Stanach Zjednoczonych wywołało to  burzę, przeciekawą dyskusję i oskarżenia o “apropriację kulturową”, co — jak zauważają nieamerykańscy krytycy krytyków — dużo mówi o anglo(ameryko)centryzmie amerykańskiego odbiorcy i jego zagubienia w świetle nierozumianego. Tymczasem ta zabawa niejasnością i brakiem (po/z)rozumienia doskonale wpisuje się w tą opowieść o nierównościach, nadużywaniu władzy i próby dojścia do głosu tych zagłuszanych.  Jest to film o prawach zwierząt ale i ludzi. 

Czytaj dalej

DOBRA odnaleziona perełka: Příhody Toma Bombadila

 

Żródło: Filmový přehled

Nie co dzień mamy okazję recenzować film stary, lecz dotąd nieznany, i to w dodatku coś, co przez pół wieku uznawało się za stracone. Mowa oczywiście o “Przygodach Toma Bombadila”, cudownie odnalezionym niedawno przedstawieniu teatru telewizji produkcji polsko-czechosłowackiej z 1967, debiucie Krzysztofa Kowalewskiego. Scenariusz powstał po konsultacji z samym J.R.R. Tolkienem —  scenarzystka, Jana Kručková-Małysiejko, studiowała u niego na Oksfordzie. Mająca przybliżyć Śródziemie Słowiańszczyźnie produkcja zapowiadała się niezwykle ciekawie, rozwinęła wiersze o najbardziej enigmatycznej postaci Tolkienowskiej i niewydane jeszcze legendy w sztukę, łącząc animacje i teatr telewizji. Co nieco można o niej przeczytać w korespondencji Autora z Marią Skibniewską oraz w pamiętnikach Kručkovej. Niestety, na drodze tak obiecującej współpracy stanęła Polska inwazja na Czechosłowację. Wydawało się, że wszystkie taśmy przepadły w 1968 roku. Tymczasem w Sosnowcu, na początku tego roku jedną kopię znaleźli spadkobiercy pewnego anonimowego oficera Ludowego Wojska Polskiego, którzy  przekazali znalezisko Telewizji Polskiej.

Czytaj dalej

DOBRY film z fantastyczną ścieżką dźwiękową: Ja, Tonya

W ostatnim czasie mamy dużo filmów przedstawiających w ciekawy sposób historie osób intrygujących, ekscentrycznych i z nieźle popapraną biografią. Król polki to i tak stonowana historia naszego rodaka, który zbudował imperium jarmarcznych tańców i wycieczek do Polski a przy okazji (przypadkiem?) stworzył piramidę finansową. Disaster Artist jest o kolejnym Polaku, który zrobił film tak ZŁY, że na tym blogu znajduje się nie jedna, lecz dwie recenzje. Niedługo zrecenzujemy też Głupi i pusty gest, który pokazuje absurdalnie tragikomiczne losy redakcji “National Lampoon”. Ja, Tonya (pełny polski tytuł: Jestem Najlepsza. Ja, Tonya) — film ze zdecydowanie największym budżetem spośród wymienionych — doskonale wpisuje się w ten trend tragikomicznego “life fiction” dotyczący biografii tak niesamowitych i absurdalnych, że czasem trudno uwierzyć, że są w dużej mierze oparte na faktach. Tym razem oglądamy opowieść o Tonyi Harding — łyżwiarce figurowej, pierwszej Amerykance której udał się potrójny axel, która dorastała w okropnych warunkach, której kariera rozwijała się pomimo przeciwności, a zakończyła się w sposób niezwykle przykry. 

A grająca matkę tytułowej bohaterki Allison Janney zdobyła za tę rolę Oskara. 

Czytaj dalej

DOBRY (acz nie NAJLEPSZY) film: Lady Bird

Kiedy tylko reżyserski debiut Grety Gerwig   zaczął się pokazywać na festiwalach i powoli wchodzić do kin zagranicą, zaczął zbierać niespotykanie wysokie oceny. 100% na Rotten Tomatoes! Nominacje i nagrody sypały się niezwykle obficie, a krytycy wszem i wobec trąbili, że jest to “najlepszy film dekady”. Brzmiało obiecująco: świetna obsada (Saoirse Ronan obejrzę nawet w reklamie środków dermatologicznych), za kamerą bardzo lubiana przeze mnie scenarzystka/aktorka. Do tego temat jest ciekawy: relacja matka-córka i dorastanie na początku lat dwutysięcznych. I co z tego wyszło?

Czytaj dalej