DOBRY film, z lekko zawodzącym zakończeniem: MATKA

bdb939a3-2a61-4172-a99e-3faa99ab4d88.jpg

Przed seansem Współautor bezskutecznie próbował kupić obwarzanka, a Towarzysząca-Nam-Przyjaciółka  z utęsknieniem wyglądała popcornu. Tylko ja przezornie najadłam się przed wyjściem (i wzięłam M&Mki). 

Nie wiedzieliśmy, co nas czeka, ponad to, że jest to estoński komediodramat. Poszliśmy głównie dlatego, że pora nam odpowiadała, a przydałaby się jakaś recenzja na blogu…

Czytaj dalej

DOBRY film: Nawłoć

_3ad9335e-d718-11e6-bfdf-9650955a20b7.jpg

Przecież każdy tak sobie wyobraża Cezarego Barykę!

Czasem zupełnie przez przypadek trafia się na prawdziwe perełki, i to z jaką obsadą: Tom Hiddleston, Olivia Coleman, Sam Riley, czy wreszcie Phoebe Waller-Bridge! Aż dziw bierze, że tak mało się mówi o tym filmie, zwłaszcza w Polsce  — w końcu to adaptacja jednej części Przedwiośnia Żeromskiego, czyli ulubionej lektury polskich licealistów. Telewizyjna adaptacja Johnstona i Etelby-Akepiluk przenosi akcję powieści z polskiego dworu  do angielskiej wiejskiej rezydencji, takie Downton Abbey, tylko bardziej wyrafinowanie.  

(SPOILERY DO PRZEDWIOŚNIA)

Czytaj dalej

DOBRY film o tańcu: Mr. Gaga

Za: zwierciadlo.pl

Za: zwierciadlo.pl

Dla niewtajemniczonych: nie, „Mr. Gaga” to nie żadna wariacja o jednej z największych i najbardziej zakręconych gwiazd amerykańskiej estrady ani — jak myślała Ryba — biopic Mercury’ego. W prawie każdej recenzji tego filmu pojawi się za to odniesienie do „Piny”, bo „Mr. Gaga” traktowany jest jako najlepszy dokument o tańcu od czasu trzygodzinnej opowieści Wima Wendersa. Tym razem bohaterem jest izraelski tancerz i choreograf, wizjonier sztuk performatywnych, Ohad Naharin. I od razu uprzedzamy tych, którzy nie przepadają za domeną Terpsychory — będzie DOBRZE: ciekawie, wzruszająco, a przede wszystkim ładnie. Czytaj dalej

DOBRY film na DOBREJ imprezie: Zwariować ze szczęścia

17361564_1023349051130764_3722080801537882480_n.jpg

Fot. PS | Mini-recenzje i ulubione wrażenia

W ostatni piątek nie dość, że imieniny obchodzili Patryk i Zbigniew, to jeszcze wypadała miesięcznica czwartej rocznicy założenia tego bloga. Z tej okazji świętowaliśmy najpierw seansem włoskiej komedii (czy raczej komediodramatu), a potem już na salonach kinokawiarni Kika przy cydrze i ciastach. Tym razem o wydanie werdyktu poprosiliśmy naszych gości, którzy jednogłośnie uznali go za DOBRY.

Czytaj dalej

DOBRY „Laggies” i ZŁY „1 Night”: czyli dwa filmy o wspominaniu balu maturalnego

laggies-0226.jpg

Twórcom „Laggies” udało się przedstawić nastolatki, które wyglądają i zachowują się na swój wiek, a nie są przy tym niezwykle irytujące

W filmach amerykańskich strasznie dużo dzieje się na balu maturalnym. Albo ktoś wyznaje ci miłość, albo łamie serce. Niekiedy ktoś zaczyna rodzić, można zostać oblanym wiadrem świńskiej krwi;  zdarza się, że na scenie podskakuje twój przyszły syn grając muzykę z przyszłości. Czasem imprezę przerywa nawet atak zombie. Jeśli dorośli już bohaterowie wspominają go, to tylko skrajnie: albo był to najlepszy dzień w ich życiu, albo najgorszy. Ja studniówkę wspominam bardzo dobrze, choć na szczęście byłam i na lepszych imprezach. Nie prześladuje mnie żadne mroczne wspomnienie — jestem nawet zadowolona z tego, jak wyglądałam, może tylko jednak upięłabym włosy, żeby podczas cha-chy się nie zaplątać lokami w guzik od mankietu kolegi. Znacznie więcej dramy było na komersie na koniec gimnazjum, podczas którego jakaś zupełnie nieznana mi dziewczyna  niespodziewanie mnie spoliczkowała. Nawet to jednak nie popsuło mi zabawy i koniec końców uważam wieczór za dość udany. 

Tak się złożyło, że niedawno oglądałam dwa filmy, w których jakimś punktem wyjścia jest właśnie bal maturalny czy jego wspomnienie. „Laggies „(a.k.a. Życie nie gryzie) okazał się niespodziewanie DOBRY, „1 Night” natomiast zaskakująco ZŁY.

Czytaj dalej

DOBRY film: Pokot

z21351515IH,Kadr-z-filmu-Pokot-fot-materialy-prasowe.jpg

W sumie warto ten film obejrzeć tylko dla przebieranego balu grzybiarza (zdj. Gazeta.pl).

Wyszliśmy z kina dość skonsternowani. Widzieliśmy film DOBRY, a do tego nagrodzony w Berlinie Srebrnym Niedźwiedziem. Niemniej nie mogliśmy się oprzeć wrażeniu, ze jest to dzieło nierówne. Ze scenami doprawdy wyśmienitymi, jak choćby Mandat w stroju Wilka tańcująca z Wiktorem Zborowskim w przebraniu czerwonego kapturka na corocznym balu grzybiarza, a jednocześnie z kilkoma zupełnie niepotrzebnymi,  napięcie raz budowano niczym w skandynawskim dreszczowcu (w końcu to koprodukcja z m.in. Szwecją), a raz rozpływało się niczym mgła nad przecudną Kotliną Kłodzką. Doszliśmy do wniosku, że to taki film, po którym żałujemy, że nasze poglądy nie są bardziej na prawo, bo moglibyśmy mieć wtedy spore używanie. Niemniej mimo kilku mankamentów, najnowszy film Holland jest naprawdę dobry.

Czytaj dalej

Bardzo DOBRY film: To tylko koniec świata

Oglądamy dużo filmów, ale już dawno nie wyszliśmy z kina tak zachwyceni — ja ostatnio tak miałam latem po Nienasyconych, zresztą też widzianych w Agrafce. Tym razem w mroźny lecz tani poniedziałek widzieliśmy nowy film Dolana (reżyser, nasz rówieśnik, niezmiennie wpędza nas w kompleksy), który kolejny raz wygrał Grand Prix w Cannes. Z mroźnej Polski przenieśliśmy się w upalne frankofońskie „Gdzieś”, gdzie słońce razi, lecz słychać już grzmoty nadciągającej burzy.

Czytaj dalej

DOBRY film – Lego® Batman: Film

lego-batman

Złapaliśmy się na tym, że tuż po seansie warto wyjść razem z widownią, aby usłyszeć pierwsze, gorące komentarze Młodszego Pokolenia. Tym razem się udało. I tak podsłuchaliśmy młodzieńca (lat około 7), który kategorczynie domagał się po seansie przygód Lego® Batmana oglądnięcia „Mloczego Lyceza”. „Nie musisz” — odparł z uśmiechem rodzic — „To był prawdopodobnie najlepszy film o Batmanie”. I wiecie co? Niewiele brakowało, by była to prawda.

Czytaj dalej

DOBRY, acz trudny film: Jackie

img-cinemablend-com

Współautor zwołał gromadę na seans, którego — jak się okazało — nie było. Z braku wybranego laku, stanęliśmy przed wyborem jednej z dwóch amerykańskich biografii: albo o najsłynniejszej pierwszej damie USA (przynajmniej do czasu Michelle Obama), albo o twórcy McImperium. Dokonaliśmy — z jakiegoś powodu wszyscy obwiniają Współautorkę — wyboru złego, odkładając na przyszłość historię o początkach McDonald’a. Sam film o Jackie Kennedy zły nie jest, ale na pewno nie nadaje się on na rozluźniający piątek wieczór z przyjaciółmi. A tym bardziej dla zmęczonych tygodniem ludzi pracy! Słoń znowu zasnął (nie był sam!) choć, co zaskakujące, tym razem podobało mu się bardziej, niż nieśpiącej Rybie.

Czytaj dalej