Boleśnie DOBRY: Kafarnaum

Wszakże powiadam wam: lżej będzie ziemi sodomitów w dzień sądny niźli tobie (Mat. 11, 20-24).” — przeklinał Jezus tytułowe Kafarnaum. Co ma wspólnego wioska, która pomimo licznych cudów nie uwierzyła w Zmartwychwstałego, do przepięknego, acz bolesnego dramatu o dzieciach z bejruckich slumsów?  Czytaj dalej

Dobry (polski!) film na Walentynki: Planeta Singli 3

Na seans szliśmy z mieszanymi uczuciami. Po niezłej (ku naszemu zdziwieniu!) pierwszej części, przyszła — ponoć — zdecydowanie gorsza “dwójka”. Piszemy ponoć, bo darowaliśmy sobie kontynuację romansu Tomasza Wilczyńskiego (Maciej Stuhr) i Ani (Agnieszka Więdłocha), który zakończył się oświadczynami. Weselny finał trylogii przyszło oglądać w dobrej, nowo otwartej sali VIP w Cinema City w Bonarce (dziękujemy za zaposzenie). Na wszelki wypadek zaaplikowaliśmy podwójną dawkę białego wina, ale i już po opadnięciu emocji związanych ze splendorem bankietu można znowu powiedzieć: DOBRA polska komedia romantyczna!

Czytaj dalej

Dobry film, acz…: Narodziny Gwiazdy

“Bohemian Rhapsody”, choć nie było dziełem wybitnym, to muzycznie pozamiatało do końca sezonu. Tymczasem od dawna wiadomo było, że zaraz na ekrany wejdzie reżyserski debiut Bradleya Coopera, z Lady Gagą w roli głównej. Porównywanie obu filmów jest bluźnierstwem, acz mówimy od razu — nawet jeśli uważacie, że muzyka skończyła się 24 listopada 1991 r., to warto wybrać się na “Narodziny Gwiazdy”.

Czytaj dalej

W duńskim kinie dobry film: Wdowy

Na Jutlandii nie ma zbyt dużego wyboru, jeśli chodzi o kino. Pomimo zatrważającej ceny, odległości, jaką trzeba było pokonać, oraz motywu szkalującego dobre imię naszych rodaków za granicą, nowy film Steve McQueena — dla którego w niedzielę wieczorem nie było alternatywy — jest DOBRY. Choć spodziewałem się trochę czegoś innego, zobaczyłem dobre połączenie heist-movie, z problematyką znaną ze “Zniewolonego”. Bo choć akcje obu filmów dzieli ponad 100 lat, to z przerażeniem odkrywamy, że Ameryka dalej ma problem…

Czytaj dalej

Dobry film: Bohemian Rhapsody

Pierwsze spotkanie Współautora z muzykę frontmana Queen nastąpiło w mroku wczesnej postkomuny. Skonfundowany rodzic długo nie wiedział, czemu jego pierworodny pod nosem mruczy “dzień doberek, dzień doberek”, dopóki w MTV nie poleciało “Living on My Own” Freddiego Mercurego. Kreatywnie, acz źle zrozumiana wokaliza — kopiuję z tekstu piosenki — “Dee do dee do day” była rodzinnym preludium serii “misheard lyrics”, a niedawny seans “Bohemian Rhapsody” miłym powrotem do najdawniejszych wspomnień. Bo to DOBRY film. Nie tylko dla fanów Queen. Zaraz, zaraz — są w ogóle tacy, którzy nie lubią tego zespołu?!

Czytaj dalej