ZŁY Film: Amok

Za: film.org.pl

Za: film.org.pl

Przyznam się — informacja, że film jest produkcji polskiej juz dawno przestała mnie odstraszać. Wręcz przeciwnie, ostatnio dzieje się dobrze i choć nie zawsze jest epicko, to alergia chyba trwale przeszła w predylekcję. Dlatego gdy do wyboru był „Amok” (jedyne słowo z języka malezyjskiego w polskim! Orangutan się nie liczy!) wszystkie inne opcje odpadły. Okazja zobaczenia po raz kolejny Mateusza Kościukiewicza (za „Wszystko co kocham” ma u mnie zawsze fory), Łukasza Simlata (m. in. „Zjednoczone Stany Miłości”) i to w inspirowanej prawdziwymi wydarzeniami dość pokręconej historii w reżyserii córki Agnieszki Holland — brzmiała dobrze. Niestety — i mówię to z bólem — przekombinowano. 

Amok

Polska, 2017

reż. Katarzyna Adamik, scen. Richard Karpala

wyk. Mateusz Kościukiewicz, Łukasz Simlat

O tej historii słyszał chyba każdy, podawały ją przecież nawet zagraniczne media. W 2000 r. znaleziono w Odrze ciało Dariusza J. Trzy lata później ukazuje się nakładem małego wrocławskiego wydawnictwa „Amok” — wulgarny porno-thriller autorstwa Krystiana Bali. Detale opisane w książce były uderzająco podobno do okoliczności zabójstwa Dariusza J. Na podstawie licznych poszlak doprowadzono ostatecznie do skazania autora na ćwierć wieku więzienia.

Gdy okazało się, że za ekranizację w sumie dosyć świeżej historii zabiera się Katarzyna Adamik wybuchła awantura. Rodzina oskarżała twórców, że żerują na ich dramacie, odgrzebują stare rany i ujawniają dane osobowe. Producenci twardo bronili wolności artystycznej i prawa do ekranizacji „inspirowanej prawdziwymi wydarzeniami”. Konfliktu nie udało się rozwiązać, ale chyba z korzyścią dla promocji filmu. Plotki i kalumnie odłóżmy jendak na bok i skupmy się na meritum — cóż z tego tak naprawdę wyszło?

Za: bi.gazeta.pl

Za: bi.gazeta.pl

Początek jest klasycznym kryminałem. Inspektor z przeszłością, Jacek Sokolski (Simlat) dostaje anonim, w wyniku którego odgrzebuje sprawę tajemniczego morderstwa sprzed lat. Nitka śledztwa wiedzie do bliżej nieznanego literata, Krystiana Bali (Kościukiewicz). Policjant podejmuje z autorem grę w kotka i myszkę, ale szyko okazuje, się że kotkiem jest nie glina, ale nieco świrnięty autor, zafascynowany nietscheańskim konceptem nadczłowieka, morderstwem jako dziełem sztuki i podobnie zwichniętymi konceptami. „Amok” z klasycznego kryminału staje się psychologicznym thrillerem. Żeby to się udało, między bohaterami musi być napięcie, więź i poczucie wzajmenego szachowania się.

Śledztwo schodzi zatem na dalszy plan i bardziej chodzi o obu dżentelmenów. Pisarz ma trochę nie pokolei w głowie, ale generalnie skupia się swojej karierze, która przez szum medialny wokół jego osoby — jako głównego podejrzenego w sprawie — nabiera niebywałego rozpędu. Tutaj siedzi na jakiejś kokainowej orgii w centrum Wrocławia (przy okazji — gdzie są takie biby??), tam urzeka składające się głównie z kobiet audytorium wiernych czytelniczek pasusami ze swojej brutalnej i mizoginistycznej powieści. W tym momencie policjanta dopadają demony przeszłości i fabułę zaczyna szlag trafiać, bo thriller psychologiczny zanim się na dobre rozkręci przechodzi w naciąganą psychodramę.

Chemii między panami nie ma, a przynajmniej szybko znika. Bo gdy stuknięty gryzipiórek osiąga swój cel i pławi się w sukcesie, policjatowi kończą się pomysły, a ich drogi na długo się rozchodzą. Postać detektywa z problemami jest fajna, ale musimy lubić tego bohatera, cenić go za inteligencję, spryt, cokolwiek, co by pozwalało nam mu kibicować w rozwiązaniu sprawy. Sokolski jest alkoholikiem, ma traumę, problemy z byłą żoną, ale poza tym nie ma w nim nic, co by powodowało, że powinniśmy być z nim. Co gorsza, bezsensowny sposób w jaki zabiera się za przyskrzynienie Bali budzi nasz niesmak.

Za: lca.pl

Za: lca.pl

Za co skazano Balę? Nie wiemy. Ukazywana z kamer monitoringu rozprawa sądowa przestaje mieć dla nas większe znaczenie, bo poza kolejną poszlaką nadal nie wiemy, co było podstawą do skazania pisarza. List, jaki dostaje w więzieniu od Sokolskiego ma rozliczać ich relację, ale biorąc pod uwagę, że przez połowę filmu nie mają ze sobą kontaktu, wygląda to trochę słabo.

„Amok” popełnia te same błędy, jakie w znacznie mniejszym stopniu spowodowały, że trzeba było pomarudzić na „Jestem mordercą” czy „Pokot”. Znowu odezwała się ambicja, która nakazała mieć coś więcej niż kryminał i thriller. Przy opowieści o śląskim wampirze czy eko-thrillerze matki reżyserki „Amoku” były to jednak mankamenty, nie przysłaniające sprawnie potoczonej fabuły. Przyznaję też, bo film nie zasługuje na krytykę w czambuł — Adamik miała świetnych aktorów: Kościukiewicz w tych krypnych okularkach, z krzywym uśmiechem i rzadkim zarostem jest re-we-la-cyj-ny, szkoda, że Simlatowi trafiła się niewdzięczna rola złego policjanta. Dobrze siedzi odważna muzyka, dialogi, ładnie pracuje kamera. Wrocław też nadaje wszystkiemu krypny i gęsty klimat. Niemniej tutaj ta chęć przekroczenia granic gatunku okazała się być zgubna. Przyznam się — piszę to z bólem, bo historia Bali to naprawdę świetny materiał na film. Tylko trzeba się na coś zdecydować.

Po skazaniu pisarza, „Amok” został wycofany z półek. W nielegalnym obiegu egzemplarz kosztuje podobno paręset złotych. Kontrowersje wokół filmu być może zwiększą zainteresowanie produkcją, ale nie spowodują, że uchroni to od nieukontentowania kinomanów.

Ach — niedługo premiera nowego filmu Katarzyny Rosłaniec. Pięć lat temu wpisałem się w chór niezadowolonych z „Bejbi Blues”, ale to w końcu odważne kino polskie, więc bez uprzedzeń wybiorę się na „Sex, Drugs & Instagram”. Tytuł nie zachęca, ale podobno spodobał się na amerykańskim SXSW. Damy szansę!

Współautor

Za: bi.gazeta.pl

Za: bi.gazeta.pl

3 thoughts on “ZŁY Film: Amok

  1. Szkoda, bo to był ten film polski, na który rozważałam pójście, a nie czekanie, aż będzie w telewizji albo na dvd, które kupi ktoś znajomy 😉 A teraz może jednak poczekam.

    Polubienie

  2. Poszłam na ten film, licząc na chociaż w miarę fajny film, bo przecież historia jest naprawdę filmowa. Efekt był taki, że spędziłyśmy z przyjaciółką cały czas trwania filmu, powtarzając na zmianę „nie wierzę, że to oglądam”. Aż szkoda.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s